Dziennik Gazeta Prawana logo

"Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy": Zło odrodzone [RECENZJA bez spoilerów]

18 grudnia 2015, 08:00
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy
Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy/© 2015 Lucasfilm
"Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy" to najbardziej oczekiwana premiera tego roku. Film J.J. Abramsa jest godną kontynuacją kosmicznej sagi.

Zapytany, czy podobały mi się nowe "Gwiezdne wojny", odpowiadam bez wahania: tak, bardzo. J.J. Abrams stanął przed wyjątkowo trudnym zadaniem. Sam George Lucas mu nie podołał: nakręcona przez niego w latach 1999–2005 trylogia prequeli okazała się bladym cieniem oryginału. Reżyser "Przebudzenia mocy" mógł skorzystać z uwielbianych przez widzów postaci: na ekranie znów pojawiają się Han Solo, księżniczka Leia, na chwilę nawet admirał Ackbar ("To pułapka!"). Niby to plus, lecz także pozwalało stawiać uzasadnione pytania: czy Abrams nie pokusi się wyłącznie o granie na sentymencie widzów? Jak zastąpi ikoniczne postaci, takie jak Vader, Yoda, Bobba Fett? A może "Gwiezdne wojny" przynależą do przeszłości, stały się jakimś elementem mitologii czasów dorastania? Reżyser wychodzi z tego obronną ręką: umiejętnie wprowadził "Gwiezdne wojny" w XXI wiek. Z szacunkiem dla oryginału zrealizował film, który spodoba się zarówno starym fanom sagi, jak i przyciągnie zupełnie nowych.

W świecie "Przebudzenia mocy" mitem są bohaterskie czyny Luke'a Skywalkera i rycerzy Jedi. Imperium zostało pokonane, na planetach rdzewieją wraki imperialnych statków, ale los mieszkańców galaktyki specjalnie się nie poprawił. A zło wcale nie zniknęło: militarystyczny Najwyższy Porządek, spadkobierca idei Imperatora, ma w planach globalny podbój. Na jego zlecenie Kylo Ren, potężny wojownik opętany ideą dorównania Darthovi Vaderowi, ma odnaleźć ukrywającego się Luke'a i zgładzić go. Najpierw jednak będzie musiał stawić czoła niespodziewanym przeciwnikom: tu na cenę wkraczają Ray, młoda dziewczyna z planety Jakku, oraz Finn – dezerter z oddziałów Najwyższego Porządku.

Fabularnie J.J. Abrams idzie w "Przebudzeniu mocy" w ślady "Nowej nadziei". Powtarzając sprawdzony schemat – dwójka niedoświadczonych zapaleńców przy wsparciu weterana rozpoczyna walkę ze złem zagrażającym galaktyce – odciska na świecie "Gwiezdnych wojen" wyraźne, autorskie piętno. Jego film bywa autoironiczny, ale nigdy nie szarżuje. Abrams unika błędów, które zgubiły Lucasa podczas realizacji prequeli. Nie próbuje za wszelką cenę oszołomić widzów, skupia się na drobnych elementach akcji, rozsądnie dawkuje nawiązania do klasycznej trylogii, równoważy emocje. Czuć, że to dopiero przygrywka do wielkich wydarzeń, że nowi bohaterowie będą mieli do odegrania niebagatelną rolę, że czeka nas jeszcze wiele zaskoczeń. Warto na nie czekać. Moc wróciła.

Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy | USA 2015 | reżyseria: J.J. Abrams | dystrybucja: Disney | czas: 135 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj