W inspirowanym własnymi doświadczeniami debiutanckim filmie "Ray&Liz" Brytyjczyk Richard Billingham powraca pamięcią do lat wczesnego dzieciństwa, gdy razem z rodzicami i bratem mieszkał na obrzeżach Birmingham w nędznym mieszkaniu komunalnym. W pierwszych scenach widzimy jego ojca Raya (Patrick Romer, a w scenach retrospektywnych – Justin Salinger) jako starszego, samotnego mężczyznę, który w ogóle nie opuszcza pokoju. Przy życiu utrzymuje go płynna dieta, dostarczana przez sąsiada Sida (Richard Ashton), a także ciągle żywe wspomnienia.

Razem z Rayem przenosimy się do wczesnych lat 80., kiedy jego świat nie ograniczał się jeszcze do czterech ścian. Poznajemy jego żonę Liz (Ella Smith), która najbardziej lubi palić papierosy i układać puzzle, a także synów: 10-letniego Richarda i dwuletniego Jasona. Ray i Liz żyją w stanie materialnego i duchowego ubóstwa. Ich współlokatorami są Lol (Tony Way) i Will (Sam Gittins). Pewnego dnia pozostawiają Jasona pod ich opieką. Kiedy wracają do domu, dostrzegają pijanego Lola leżącego na podłodze w kałuży wymiocin oraz swojego syna siedzącego obok i bawiącego się nożem.

Film zdobył Nagrodę Specjalną Jury podczas ubiegłorocznego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Locarno. Na Nowych Horyzontach prezentowany jest w ramach Międzynarodowego Konkursu. Podczas spotkania z wrocławską publicznością Billingham podkreślił, że film "w jak największym stopniu" opiera się na jego wspomnieniach dzieciństwa. "Zresztą nie tylko na nich. Muszę przyznać, że jako młody chłopak nie słuchałem zbyt wiele muzyki, ponieważ moi rodzice właściwie przez cały czas oglądali telewizję. Ja i inne dzieciaki nazywaliśmy telewizor maszyną podtrzymującą życie w naszej rodzinie. Bardzo cieszyłem się, że praca nad tym filmem pozwoliła mi cofnąć się do tamtych czasów i poznać piosenki, których nie dane mi było wówczas słuchać" – powiedział.

Pytany o inspiracje wczesnymi dziełami Kena Loacha, Billingham przyznał, że jego filmy towarzyszyły mu w okresie dorastania. "Pokazywano je w telewizji angielskiej, a - jak mówiłem - telewizor u nas w domu był włączony praktycznie non stop. W filmie widzicie, jak bawię się klockami, ale gdy tylko coś ciekawego pojawiało się w telewizji, natychmiast je odkładałem i zaczynałem gapić się w ekran. Ale na pewno widziałem więcej filmów Adama Clarka niż Kena Loacha" – zaznaczył.

Jednym z bardziej wyczekiwanych na Nowych Horyzontach tytułów była "Złota Rękawiczka" Fatiha Akina, o której po tegorocznym Berlinale krytycy pisali, że to "film, który śmierdzi". Obraz oparto na bestsellerowej biografii seryjnego mordercy z Hamburga Fritza Honki autorstwa Heinza Strunka. Akin stworzył karykaturalnie przerysowany, groteskowy świat bywalców tytułowego pubu w dzielnicy szemranych rozrywek St. Pauli, w którym przy dźwiękach niemieckiego disco z lat 70. przepijają życie ludzie o przegranych twarzach – szemrani mężczyźni o ksywkach SS Norbert i Anus, panie z najniższych sfer oraz Honka, który wśród gości knajpy wypatruje kolejnych ofiar. Kupuje prostytutkom alkohol, a następnie zaprasza je swojego mieszkania, brutalnie gwałci i morduje. Poćwiartowane zwłoki owija w prześcieradła i wrzuca do szafy razem z… choinkami zapachowymi.

Jak przyznał Akin w wywiadzie dla portalu "Collider", ten i inne elementy humorystyczne zaczerpnął z książki Strunka. "Spodobało mi się, że te żarty nie służą temu, by śmiać się z groteski. Są raczej po to, by obserwować groteskowy świat. Przystępując do pracy nad horrorem, wiedziałem, że humor powinien być jego częścią. Chciałem dać publiczności chwilę oddechu od tych wszystkich okropności i realizmu. Śmiech przed kolejnym szokiem" – wyjaśnił.

Reżyser przyznał, że gdy po raz pierwszy przeczytał książkę Strunka, nie był przekonany, że powinien wyreżyserować ten film, ale nie chciał, "by ktoś inny zrobił to za niego". "Pewnej nocy odwiedziłem hamburski pub. Była tam pewna starsza kobieta, która mogłaby znaleźć się w tym filmie. Wyglądała jak 70-letnia niemiecka alkoholiczka. Siedziała obok mnie, zaczęła dotykać mojego przedramienia i przekonała mnie, żebym kupił jej drinka. Opowiedziała mi, że po 40 latach małżeństwa odszedł od niej mąż. Także dzieci ją opuściły. Ta kobieta nie wiedziała, co zrobić ze swoim życiem. Całą emeryturę przepijała w barze. Dotknęło mnie to. Pogrążyłem się w melancholii. Ona się nie zabiła, ale umierała powoli. Takich ludzi jest więcej w naszym społeczeństwie. Uznałem, że warto o tym opowiedzieć" – wspomniał.

Akin odniósł się także do zarzutów dotyczących wizerunków kobiet ukazanych w "Złotej rękawiczce". "Lubię kobiety w tym filmie. Niektórzy są zaniepokojeni, że są w większości brzydkie, ale cóż – tacy ludzie też istnieją i uważam, że mają prawo pojawić się nago w filmie" – stwierdził.

19. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Nowe Horyzonty potrwa do 4 sierpnia. W programie wrocławskiej imprezy znalazły się 223 pełnometrażowe filmy z 54 krajów, wśród nich m.in. najnowsze dzieła Jima Jarmuscha, Pedro Almodovara i Quentina Tarantino. Pokazane zostaną także m.in. "Mowa ptaków" Xawerego Żuławskiego i "Obywatel Jones" Agnieszki Holland.