Skandale pedofilskie od lat ciągną się za popularnym hollywoodzkim reżyserem, wcześniej odpowiedzialnym m.in. z sukces serii "X-Men". Do tej pory jednak nic Singerowi nie udowodniono, a każda afera kończyła się wyciszeniem.

Teraz na twórcę znów spadają zarzuty, i to kilka dni po tym, jak jego wielki przebój kinowy, "Bohemian Rhapsody", biografia lidera Queen, dość niespodziewanie otrzymał aż pięć nominacji do Oscara, w tym do nagrody głównej, dla najlepszego filmu. Nowe doniesienia stawiają zatem w niekorzystnym świetle poniekąd także Amerykańską Akademię Filmową.

Nowy skandal rozpętał się po publikacji magazynu "The Atlantic", w której znalazły się zeznania czterech mężczyzn oskarżających Bryana Singera o molestowanie seksualne. Wśród rzekomych ofiar jest aktor Victor Valdovinos, który współpracował z reżyserem na planie filmu "Uczeń szatana". Za kulisami Singer miał chwytać 13-letniego wówczas Valdovinosa za genitalia.

Dwóch innych aktorów utrzymuje natomiast, że gdy mieli odpowiednio 15 i 17 lat, brali udział w orgiach, które reżyser organizował w 1997 roku w swojej posiadłości w Beverly Hills. W seksie zbiorowym miał także uczestniczyć zmarły przed dekadą w wieku zaledwie 25 lat Brad Renfro, czyli gwiazda "Ucznia szatana".

Ostatni z mężczyzn wymienionych w artykule, niejaki Ben, miał z kolei uprawiać seks oralny z filmowcem.

Bryan Singer wszystkiemu zaprzecza. W oświadczeniu dla portalu Deadline pisze, że tekst "The Atlantic" to "dziennikarska wendeta", w którą ma być zamieszany niegdysiejszy dziennikarz magazynu "Esquire", "homofob z dziwną obsesją" na punkcie reżysera, jak określa go sam Singer. Twórca ubolewa też nad "niskimi standardami dziennikarstwa".