Dziennik Gazeta Prawana logo

Kiedy cisza zaczyna boleć

25 kwietnia 2008, 19:28
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
quot;Meduzy quot; to film, w którym można się rozsmakować
quot;Meduzy quot; to film, w którym można się rozsmakować/Inne
"Meduz" jak ulał pasuje określenie "ładny film". Choć Edgar Keret i Shira Geffen nie mówią prawd nowych i przewrotnych, w ich balladzie o ludzkich niespełnieniach można się rozsmakować.

"Meduzy" złożone są z kilku luźno powiązanych ze sobą opowieści. Młodą kelnerkę rzuca facet. Aktorka teatralna nie umie znaleźć wspólnego języka ze swoją matką. Chińska emigrantka z dala od rodziny próbuje zarobić na godne życie. Świeżo upieczone małżeństwo, przez złamaną nogę żony, zamiast na Karaibach miesiąc miodowy spędza w przydrożnym motelu. Symptomatycznie brzmią słowa lekarza, odradzającego im wojaże: "Nie potrzebujecie Karaibów, macie siebie". Ale czy naprawdę mają? W świecie Kereta nikt nie ma nikogo, choć wszyscy śnią o szczęściu, dzieleniu się z kimś bliskim radości i wspólnym wadzeniu się z losem. Jednak druga osoba paraliżuje, a marzenia nie spotykają się w połowie drogi. Bohaterowie zasklepieni w swojej samotności krążą wokół siebie po ulicach Tel Awiwu. Mijają się w milczeniu albo krzyczą - normalnie rozmawiać nie umieją. Wszelki kontakt, jak kontakt z meduzą, parzy.

Lubię takie filmy. Cenię w kinie momenty, w których cisza boli. Kiedy milczenie dwojga ludzi zamienia się w krzyk rozpaczy. Kiedy twórcy nie oceniają jednostek, lecz pokazują ich zagubienie w życiu i społeczeństwie. Z "Meduzami" miałem jednak problem: w czasie seansu towarzyszyło mi poczucie déja vu. Zbyt wiele razy widziałem na ekranie miasta, w których na tych samych ulicach przypadkiem mijali się ci sami ludzie jak na małomiasteczkowym targu. Znam już takie diagnozy. I to pokazywane przez mistrzów. Kiedy jedna z bohaterek "Meduz" czekając na kogoś, stoi na skrzyżowaniu i spogląda na zegar, przypomniał mi się finał "Zaćmienia". Tyle że Antonioni podejmując podobne tematy do końca pozostawał twórcą intelektualnym. Fantastycznie operował niedopowiedzeniem. Keret i Geffen mówią zbyt wiele i niepotrzebnie odkrywają wszystkie karty.

Ale, paradoksalnie, słabość "Meduz" jest jednocześnie ich siłą. Bo dramat polega na tym, że człowiek nie wyciąga z historii lekcji. Nie umiemy pokonać samotności. Keret podkreśla to także muzyką. W pierwszej scenie izraelskiego obrazu w tle słychać piosenkę Edith Piaf ze współczesnym bitem. Zmieniać może się technika i estetyka. Uczucia pozostają takie same. Dlatego warto ten film obejrzeć. Jest w nim nostalgiczny nastrój, są drobne obserwacje świata i olbrzymia wrażliwość. Zwłaszcza o tę ostatnią nie jest dzisiaj łatwo.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj