Dziennik Gazeta Prawana logo

Piekiełko rodzinnych uroczystości

25 kwietnia 2008, 10:21
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
quot;Futro quot; Polskie piekiełko
quot;Futro quot; Polskie piekiełko/Inne
Jeżeli "Wesele" było ostrą jazdą przez najgorsze zakamarki polskiego kołtuństwa, "Futro" uznać można za rekreacyjną przejażdżkę po tych samych rejonach. Mimo komediowej otoczki, widok jest jednak równie nieprzyjemny.
fr_futro_15_spi_78505a_233373.jpg
Rodzinna uroczystość w filmie zmienia się w katastrofę

Polskiego piekła nie ma, są tylko piekiełka rodzinnych uroczystości. W debiutanckim filmie Tomasza Drozdowicza trafiamy na komunię wnuczka pewnej nuworyszowskiej rodziny. Są bogaci znajomi, przed którymi trzeba się pochwalić - pięknym domem, gadżetami (nawet jeżeli są absurdalne jak zdalnie sterowana kosiarka do trawy), oraz sukcesami dzieci. Jednak lakier lansu zaczyna nieprzyjemnie odłazić. Synowa (Agnieszka Wosińska) jest co prawda wziętą redaktorką popularnego magazynu, ale i narkomanką. Jej mąż (Grzegorz Damięcki) ma wszelkie dane, by zostać człowiekiem sukcesu, ale od pracy woli gorzałę. Drugi syn, zajmuje się głównie topieniem pieniędzy w niepewnych interesach i aby zdobyć fundusze gotów jest zaprzedać duszę i ciało. Druga córka (Dorota Segda) tkwi nieszczęśliwa w małżeństwie z kryptogejem. Żeby ukryć te coraz bardziej widoczne rysy, nie wystarczy mieszczański sztafaż pani domu (świetna Teresa Budzisz-Krzyżanowska), szarlotka i rosół.

"Futro" zgrabnie rozkłada akcenty między gombrowiczowską groteskę a kameralny rodzinny dramat. Drozdowiczowi udało się uniknąć przesadnej karykatury postaci, zmory podobnych produkcji (chociażby "U Pana Boga w ogródku" Bromskiego). Akcja jest zamknięta w przestrzeni domu i ogrodu, każda z postaci uosabia pewną postawę, łatwo zrobić z tego teatr marionetek. Całość wybronili jednak przede wszystkim aktorzy. Kojarzona dotąd z rolą zakonnicy w "Klanie" Agnieszka Wosińska jako dziennikarka i narkomanka jest na przemian żałosna i tragiczna. Przystojniak Damięcki potrafi oddać melancholię "bananowego szczęściarza", który teoretycznie ma wszystko, ale nic z tego czego naprawdę potrzebuje. Zaś Budzisz-Krzyżanowska pokazuje dobitnie, że potrafi zostać polską Meryl Streep.

Szkoda tylko, że twórcom zabrakło konsekwencji Wojciecha Smarzowskiego, który w "Weselu" najdobitniej w ostatnich latach obnażył w kinie nasze "polactwo". "Futro" zatrzymuje się wpół drogi, a autorka scenariusza ułatwia sobie zadanie zbyt łatwymi opozycjami. Naszej konsumpcyjnej klasie średniej przeciwstawia franciszkańską prostotę, uosabianej tu pod postacią katechetki-idealistki (Karolina Gruszka). Zupełnie niepotrzebnie wprowadza nachalną religijną symbolikę, film ma świetne scenki rodzajowe, ale twórcy jakby nie wierzyli w ich siłę i całość wepchnęli w ramy naciąganej metafory z wieńczącą wszystko katastrofą niczym w "Gnoju" Wojciecha Kuczoka.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj