Dziennik Gazeta Prawana logo

Bezduszna matka głupich

28 marca 2008, 15:56
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Wszystko się zgadza: piękne twarze, metafizyka i anioły. A jednak w "Nadziei" Stanisława Muchy, czyli filmie dosyć bezwstydnie czerpiącym ze stylu późnego Kieślowskiego, zabrakło podstawowego elementu kina twórcy "Przypadku": duszy.

Ile jeszcze razy Krzysztof Piesiewicz (autor scenariusza "Nadziei") będzie szukał filmowego potwierdzenia, że na pewno nie uda mu się drugi raz wejść do tej samej wody. Gotowe recepty nie wystarczają, żeby powtórzyć sukces kina Kieślowskiego, epigońsko go naśladując. Ale Piesiewicz jest uparty. Po porażkach filmów Rosy, Tykwera i Tanovicia przyszedł czas na debiutanta Stanisława Muchę.

Być może się narażam, ale uważam, że scenariusz Krzysztofa Piesiewicza w tej formie, w jakiej zobaczyliśmy go w "Nadziei", kompletnie nie nadawał się do realizacji. Opowieść przypomina tylko wprawkę lub wstępną wersję scenariusza, który wymagałaby jeszcze licznych prac redakcyjnych. Ale ponieważ film według niegotowego i niedopracowanego tekstu jednak powstał, "Nadzieja" sprawia osobliwe wrażenie. Patrzymy na tę nieco absurdalną, na pewno mocno wydumaną historię, z rosnącym niedowierzaniem. To niemal idealna repryza z Kieślowskiego, tyle że zupełnie pozbawiona unikalnej siły jego kina. Na nic zdają się wysiłki wrażliwych aktorów, znakomite rzemiosło operatora Krzysztofa Ptaka, wreszcie ambicje i zawodowe umiejętności młodego reżysera Stanisława Muchy, skoro ta od początku do końca bałamutna opowieść nawet przez chwilę nie zyskuje ekranowej prawdy. Jest tylko wmówieniem pięknych słów i ważnych treści pięknoduchowską ściemą.

Franciszek (Rafał Fudalej) wygląda jak anioł z płótna Rafaela. Kocha tę swoją anielskość. I Pana Boga kocha również. Chce być tak uczciwy, lojalny, dobry - jak pewna Weronika ze znanego filmu. Kiedy jednak śliczny chłopiec złapie brzydkiego pana, historyka sztuki (Wojciech Pszoniak) na kradzieży pięknego i cennego malowidła, za wszelką cenę będzie chciał zmusić "brzydkiego" do oddania obrazu. A w trakcie tej egzekucji dobra kościelnego anioł Franciszek podryfuje trochę po nieboskłonie czyśćca, zawadzając także o skrawek piekła (Jan Frycz gra w filmie chyba Lucyfera, za to z pewną szansą na zbawienie). Metafizyczny balon, w trakcie seansu, wypełnia się rozmaitymi mądrościami prawniczymi, państwowymi i ludowymi. Pojawiają się modne hasła (np. terroryzm), niemodne fryzury i afektowane wyznania. W końcu wszystko pęka z trzaskiem. W tym czasie nadzieja na dobre kino frunie sobie w najlepsze do nieba.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj