Dziennik Gazeta Prawana logo

"Kanał" to film o wielkiej klęsce

13 października 2007, 15:10
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Kanał" - emocjonalna relacja z czasów wojny czy manifest burzący polski mit narodowo-wyzwoleńczy? Czym w istocie był najgłośniejszy wówczas w Europie polski film - pisze w 50. rocznicę canneńskiego pokazu "Kanału" jego scenarzysta Jerzy Stefan Stawiński.

Przez 50 lat powiedziałem o "Kanale" niemal wszystko. Zabrakło tylko skonfrontowania, czym ten film był dla nas - ludzi, którzy przeżyli powstanie warszawskie - a czym się stał dla całego pokolenia powojennego.

Krótko po premierze pisałem, że "Kanał" nie jest filmem o powstaniu warszawskim. Dziś wydaje mi się, że chciałem wtedy obłaskawić oburzonych salonowców, bo obraz nie spełniał ich oczekiwań, nie dawał nadziei na moralne zadośćuczynienie. Naród był przecież dumny z powstańców. Widział w nich herosów. Tymczasem w "Kanale" zobaczył zwykłych, zrozpaczonych, utytłanych w gównie i błocie, przegranych żołnierzy. Zobaczył umierających w ściekach powstańców mimo woli. Tych, co gloryfikowali ich losy, mogła zadowolić taka wizja?

Pisałem nieprawdę. "Kanał" był filmem o powstaniu warszawskim. Był zapisem potworności, które widziałem, przeżyłem, i o których chciałem opowiedzieć. To film o wielkiej klęsce. My wszyscy ją ponieśliśmy: 200 tysięcy straconych istnień, zniszczone miasto, poczucie przegranej. Metafora kanału do owej klęski bardzo pasowała...

W tym samym czasie, co opublikowane w "Twórczości" opowiadanie "Kanał", napisałem także książki będące pochwałą powstania jako bohaterskiego zrywu: "Godzinę W", "Węgrów". A jednak Wajda wziął tę historię: opowieść o ludziach, którzy giną pod ziemią. Jak szczury.

Recenzje po premierze były różne, także miażdżące, ale ja nie odczuwałem tego szczególnie boleśnie. Krytycy mieli pretensje, że nie powstało dzieło sławiące walkę na barykadach, z hasłem "niech żyje Polska!". Byli i tacy, co punktowali nieścisłości historyczne. Ale cóż o powstaniu mogli wiedzieć ludzie, którzy nie siedzieli w śmierdzącym kanale?

Film był prawdziwy, oddawał autentyzm przeżyć, był zapisem faktów historycznych. Jak na ówczesne możliwości Wajdy oraz sytuację polityczną w kraju powstało dzieło wybitne, w dodatku wsparte dobrą literaturą. Dziś przyznaję, że opowiadanie, na podstawie którego nakręcono "Kanał", było najważniejszym dokonaniem mego życia. Dałem z siebie wszystko i dziś, jako stary człowiek, oceniam je jako szczytowe osiągnięcie.

Jako jeden z pierwszych widzów stanąłem przed trudnym zadaniem. Pewne szczegóły nie znalazły mego uznania, choćby interpretacja aktorska. Rzeczywistość kanału, która siedziała mocno w mej pamięci, nie mogła być zbieżna z tym, co przedstawił reżyser. Także Wajda początkowo nie był zadowolony z filmu. Jednak za trzecim razem wiedziałem już, że jest dobry.

Jego ponadczasowa wartość to jedyna przyczyna, dla której świętuje się dziś 50. rocznicę powstania "Kanału". Gdy po triumfie filmu w Cannes w 1957 roku Wajda wrócił do Polski w glorii chwały, krytyka w Polsce zaczęła słabnąć. Byłem wówczas w Cannes razem z Andrzejem i moją żoną. Pamiętam entuzjazm na sali. Ludzie spodziewali się, że film zakończy się happy endem. W głowie im się nie mieściło, że można uśmiercić głównych bohaterów. A my to zrobiliśmy, bo tak było naprawdę. Pewien dziennikarz nie mógł uwierzyć, gdy powiedziałem, że film jest relacją moich własnych przeżyć. I nie uwierzył do końca.

W tym roku nie chciałem i nie mogłem pojechać z Andrzejem Wajdą do Cannes, by fetować 50. rocznicę "Kanału", choć mnie wielokrotnie zapraszał. Wiem, że występuje tam także jako orędownik filmowej szkoły polskiej. Jestem przeciwnikiem określenia szkoła polska. Co to takiego? Grupie zdolnych twórców pozwolono po odwilży 1956 roku robić kino na przyzwoitym poziomie, ale nie miało ono żadnego wspólnego mianownika. Scenariusze obrazów Kawalerowicza, Wajdy, Munka dotyczyły przecież zupełnie różnych spraw.

Cóż z kinem Munka ma wspólnego film "Ewa chce spać"? A jak porównać "Pociąg" Kawalerowicza do naszego "Kanału"? Termin ów został ukuty także po to, by jakoś określić wielką euforię, która towarzyszyła wybuchowi wolności po stalinizmie. A my po prostu chcieliśmy opowiedzieć o tym, co przeżyliśmy innym językiem, niż to było wcześniej.

Epoka się skończyła. Daliśmy świadectwo tamtym czasom. Dziś jest już nowe kino i nowa literatura.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj