Michał Lisiecki, prezes PMPG Polskie Media, Sławomir Jóźwik, prezes Water Color Studio oraz Matthew Tyrmand, syn autora książki marzą o stworzeniu polskiego "Batmana". Jak mówili na środowym spotkaniu w jednej z ulubionych knajp Tyrmanda, warszawskiej Kameralnej, "Zły" to materiał na wspaniały film, jest w nim tajemnica, legenda, walka dobra ze złem, superbohaterowie, piękna kobieta.

"Zły to gotowy materiał na scenariusz filmowy. Gdyby był powieścią amerykańską, pewnie dawno na jego podstawie powstałaby jakaś superprodukcja. Sam bohater przypomina Batmana czy Zorro" - mówił Lisiecki.

Jak przypomniał Jóźwik, ekranizacja "Złego" obrosła już pewna legendą, mówi się nawet o klątwie, która powoduje, że dotychczas nie udało się tej powieści przenieść na ekran. Samo Water Color Studio już raz rozpoczęło prace nad filmem, ale musiało je zawiesić. Premierę zakładano na koniec roku 2014, reżyserować miał Xawery Żuławski, potem Łukasz Palkowski. Nie udało się jednak doprowadzić do realizacji filmu.

Tym razem, jak mówił Jóźwik, prace są na etapie niemal ukończonego treatmentu, który przygotowuje grupa scenarzystów. Prawdopodobnie w marcu będzie gotowy scenariusz, zdjęcia rozpoczęłyby się na jesieni przyszłego roku. Nie podjęto jeszcze decyzji, kto film wyreżyseruje, ani kto w nim zagra. Budżet filmu został wstępnie skalkulowany na 20 mln zł., co stawiałoby go pod koniec pierwszej dziesiątki najdroższych polskich filmów (m.in. za "Quo Vadis za 75 mln zł czy "Ogniem i mieczem" za 24 mln zł.)

Słynny "Dziennik 1954" Tyrmanda urywa się w pół zdania, bo autor zajął się zamówieniem od wydawnictwa "Czytelnik" na "powieść sensacyjną o chuliganach i bikiniarzach" czyli na "Złego". To zlecenie było sygnałem przedpaździernikowej odwilży, chwilowego rozluźnienia cenzury. Książka, łącząca konwencje kryminału i romansu, opowiada historię tajemniczego, nieuchwytnego mściciela, który w obronie pokrzywdzonych walczy z warszawskim światkiem przestępczym.

"Zły wydany w grudniu 1955 okazał się nie tylko największym sukcesem literackim Tyrmanda, w pełni ukazującym jego świetny talent narracyjny i dar obserwacji, lecz również największym sukcesem wydawniczym powojennej prozy polskiej. "Złego" czytali wszyscy; nigdy przedtem ani nigdy potem nie powstała książka, która w podobny sposób elektryzowałaby wszystkie środowiska czytelników; z wyjątkiem Marka Hłaski żaden pisarz nie zdobył tak błyskawicznego rozgłosu" - pisał Henryk Dasko.

Powieścią zachwycali się Gombrowicz, Kisielewski. Maria Dąbrowska pisała w dzienniku: "Do trzeciej w nocy czytałam 'Złego' Tyrmanda. Wszyscy się z tego wyśmiewają, a ja uważam to za ważną książkę 10-lecia. (...) Pisane, mimo pewnych dłużyzn, z takim talentem, że w miarę czytania robiło mi się słabo i dostawałam bicia serca. Czułam, że sobie szkodzę, a jednak czytałam".

Powieść ukazała się w grudniu 1955 roku. Na początku książki Leopold Tyrmand umieścił dedykację: "Mojemu miastu rodzinnemu – Warszawie". Honoraria za powieść pozwoliły mu kupić pierwszy w życiu samochód - wartburga. "Zły" po dziś dzień jest ceniony przez kolejne pokolenia czytelników.