Dziennik Gazeta Prawana logo

Mężczyźni mdleli na pokazach. Oto co "zdarzyło się" tegorocznej noblistce [#DobryCynk]

28 października 2022, 08:06
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Zdarzyło się"
<p>"Zdarzyło się"</p>/Materiały prasowe
Dużo to mówi o naturze patriarchatu, jeśli najbardziej przerażające horrory roku, jak "Blondynka" czy "Zdarzyło się", nie są de facto filmami grozy, lecz dramatami, które mogły się przydarzyć wyłącznie kobietom.

"Zdarzyło się"

Głośny film Andrew Dominika o Marilyn Monroe i nagrodzoną Złotym Lwem w Wenecji adaptację autobiograficznej powieści tegorocznej noblistki Annie Ernaux łączy niejedno. Literackie pierwowzory, luźno potraktowane prawdziwe życiorysy, niezwykle intensywne role główne. Ale przede wszystkim w obu przypadkach mamy do czynienia z dojmującym body horrorem, rozdzierająco smutną opowieścią o kobiecym braku kontroli nad własnym ciałem.

Obie bohaterki cierpią z powodu aborcji, choć zasadnicza różnica między nimi polega na tym, że Norma Jeane usuwa ciążę dlatego, że poddaje się bezdusznemu systemowi, zaś Anne z filmu Audrey Diwan przeciwnie - dlatego, że mu się opiera.

Anne pochodzi ze wsi, ale jest bardzo świadomą i ambitną studentką literatury. Stąd też kiedy tylko odkrywa, że jest w ciąży, cały świat wywraca się jej do góry nogami. Nie zamierza rodzić, mimo że w rzekomo liberalnej Francji lat 60. grozi jej za to nie tylko wyrzucenie ze studiów i ostracyzm społeczny, lecz i więzienie. W kraju, w którym jeszcze w 1943 roku Marie-Louise Giraud została zgilotynowana za wykonywanie zabiegów sztucznego poronienia, zalegalizowano aborcję dopiero w roku 1975.

Zegar tyka, odmierzając kolejne tygodnie, perspektywa możliwości przerwania ciąży coraz bardziej się oddala, a zdesperowana dziewczyna nie może liczyć na absolutnie nikogo. Ani na chłopaka, z którym wpadła, ani na rodziców, ani na lekarzy, ani nawet na zastraszone przyjaciółki.

W jednej ze scen przychylny Anne profesor, który zdaje się czegoś domyślać, pyta aluzyjnie, czy powodem nagłych problemów wyróżniającej się dotąd studentki w nauce nie jest aby "choroba". "Tak - potwierdza bohaterka - to choroba, która dotyka jedynie kobiety i zamienia je w gospodynie domowe". Następujący potem moment niezręcznej ciszy potęguje wrażenie niesprawiedliwości.

Mimo wszystko determinacja Anne jest niezachwiana. Bezbłędnie obsadzona francusko-rumuńska aktorka Anamaria Vartolomei, często filmowana przez operatora Laurenta Tangy'ego w ciasnych zbliżeniach, potrafi oddać panikę i frustrację swojej postaci za pomocą samych wielkich oczu. Kamera z ręki podąża za bohaterką krok w krok, aż do wstrząsającego finału, który ponoć powodował omdlenia u niektórych męskich widzów.

Ta estetyka szoku jest jednak po coś, a wespół z bardzo mocną rolą i pierwszorzędną realizacją sumuje się na film, który postawiłbym na podium najwybitniejszych dramatów o aborcji, tuż obok "4 miesięcy, 3 tygodni i 2 dni" Cristiana Mungiu i "Nigdy, rzadko, czasami, zawsze" Elizy Hittman. Pytanie tylko, ile jeszcze takich "interwencyjnych" dzieł przed nami, by kobiety nie musiały wciąż na nowo walczyć o fundamentalne prawa?

Gdzie zobaczyć: w kinach

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj