"Rzut życia"

Reklama

W "Karierze frajera" z końcówki lat 90., komedii wzgardzonej przez krytyków jak większość filmografii Adama Sandlera, aktor grał chłopaka od podawania wody zawodnikom uniwersyteckiej drużyny futbolowej, w którym trener niespodziewanie odkrywa umiejętności napastnika.

Lata lecą i teraz to Sandler jest tym trenerem - Stanleyem "Sugarmanem" Berenem, łowcą talentów dla klubu Philadelphia 76ers. Sfrustrowany i zabiegany niczym poprzedni Sandlerowski bohater, Howard Ratner z "Nieoszlifowanych diamentów", jubiler robiący podejrzane interesy z gwiazdami NBA, Sugarman jest zarazem bezinteresownym poczciwcem, o niebo szlachetniejszym od tamtej postaci. Zaś takim "nieoszlifowanym diamentem" okazuje się dla niego odkryty na hiszpańskim boisku ulicznym Bo Cruz (w tej roli skrzydłowy drużyny Utah Jazz, Juancho Hernangómez), samotny ojciec z kryminalną kartoteką.

To głównie burzliwa przeszłość, początkowo zatajona przed Stanleyem, sprawia, że ligowi decydenci dystansują się od obdarzonego niewątpliwie nieprzeciętnymi zdolnościami Hiszpana. Jednak nieustępliwy Sugarman i tak zabiera chłopaka do Stanów, gdzie z błogosławieństwem wspierającej żony (Queen Latifah) zaczyna go trenować do draftu NBA.

Reklama

Scenarzyści Will Fetters i Taylor Materne wyraźnie wykorzystują swoje dotychczasowe doświadczenie: pierwszy pisał "Narodziny gwiazdy", drugi - skrypty do gier komputerowych, w tym "NBA 2K20". Nie stronią przy tym od klisz z filmów sportowych, jak "Jerry Maguire" Camerona Crowe'a czy zapomniana "Drużyna asów" Williama Friedkina. Sekwencje treningowe są żywcem wyjęte z oryginalnego "Rocky'ego", pojawia się nawet scena na schodach i bezpośrednie nawiązanie. Nikt tu nie odkrywa nowych horyzontów, niemniej autorzy potrafią sprzedać prostą historię w sposób błyskotliwy, z narracyjnym biglem i niewymuszonym humorem.

Reżyser Jeremiah Zagar ("My, zwierzęta") pokazywał już w przeszłości autorską wrażliwość i to procentuje nawet przy konwencjonalnej fabule. Sekwencje sportowe są dynamiczne i wciągające, efektywnie korzystające ze zbliżeń "jeden na jednego", oddających charakter gry w kosza. Ale Zagar to również rodowity Filadelfijczyk, który przy okazji ujmująco portretuje specyfikę miasta i jego codzienność.

Co więcej, pod powierzchnią lekkiej sportowej komedii pulsuje coś więcej niż zwyczajowy topos mentor-uczeń, mianowicie dramat o potrzebie relacji ojciec-syn, choćby i niebiologicznej. Sandler i Hernangómez mają świetną chemię, stanowiącą sedno filmu.

Owszem, chwilami robi się sentymentalnie, lecz hollywoodzką ckliwość udanie równoważy obecność nieprawdopodobnej wręcz liczby zawodników i działaczy NBA, co nadaje wyprodukowanemu przez LeBrona Jamesa filmowi zwiększonego poczucia realizmu. Jednocześnie nie odnosi się wrażenia siłowego upychania koszykarskich sław - jak Julius Erving, Shaquille O'Neal, Charles Barkley, Doc Rivers - w epizodach, gdyż są one naturalnie sprzężone z fabułą odsłaniającą kulisy różnorakich karier w NBA, od samych graczy przez właścicieli klubów po asystentów trenerów.

"Rzut życia" nie zmieni historii kina, za to pomoże zrozumieć ikoniczne hasło "I love this game" nie tylko kibicom.

Gdzie zobaczyć: Netflix