Gdzie obejrzeć nominowane filmy?

Reklama

W tym roku, jak nigdy wcześniej, większość filmów wyróżnionych w rozmaitych kategoriach jest na wyciągnięcie ręki. Wystarczy odpalić któryś popularny serwis streamingowy.

Najwięcej oscarowych tytułów zgromadził Netflix. Tu czekają fabularne "Mank" Davida Finchera, "Proces Siódemki z Chicago" Aarona Sorkina, "Ma Rainey: Matka bluesa" George’a C. Wolfe’a, "Cząstki kobiety" Kornéla Mundruczó, "Elegia dla bidoków" Rona Howarda, "Nowiny ze świata" Paula Greengrassa, "Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga" Davida Dobkina, "Niebo o północy" George’a Clooneya, "Biały Tygrys" Ramina Bahraniego, animowana "Wyprawa na księżyc" Glena Keane’a, a także dokumenty "Czego nauczyła mnie ośmiornica" Pippy Ehrlich i Jamesa Reeda oraz "Obóz godności: Rewolucja w życiu niepełnosprawnych" Nicole Newnham i Jamesa Lebrechta.

Nieco skromniejszym repertuarem oscarowym, za to bez wyjątku świetnymi filmami dysponuje Amazon Prime. Są to "Pewnej nocy w Miami..." Reginy King, "Kolejny film o Boracie" Jasona Wolinera, "Sound of Metal" Dariusa Mardera oraz dokumentalny "Time" Garretta Bradleya.

Na HBO Go znajdziemy z kolei rumuński dokument "Kolektyw" Alexandra Nanau i animację "Baranek Shaun Film. Farmageddon" Will Bechera i Richarda Phelana.

Na Playerze dostępne są "Tenet" Christophera Nolana, "Mulan" Niki Caro i "Emma" Autumn de Wilde. Na Apple TV - "Misja Greyhound" Aarona Schneidera i animowane "Wolfwalkers" Tomma Moore'a i Rossa Stewarta, na Rakuten TV - "Billie Holiday" Lee Danielsa.

Na otwarcie kin w Polsce czekają natomiast "Obiecująca. Młoda. Kobieta" Emerald Fennell, "Na rauszu" Thomasa Vinterberga, "Minari" Lee Isaaca Chunga, "Nomadland" Chloé Zhao. "Judasz i Czarny Mesjasz" Shaki Kinga trafi od razu na rynek DVD/Blu-ray.

Tyle "cynku" jeśli chodzi o głośne tytuły, za to proponuję jeszcze przyjrzeć się bliżej filmom, które zwykle pozostają w medialnym cieniu. Mowa o krótkich metrażach.

Dwa shorty spośród tegorocznej puli dostępne są na Netfliksie. Fabuła i dokument. Łączy je jednak nie tylko metraż - oba obejrzycie w niespełna godzinę - ale także tematyka spod znaku #BlackLivesMatter.

"Dwóch nieznajomych"

Film Travona Free i Martina Desmonda Roego opowiada o młodym czarnym mężczyźnie (przekonująca rola popularnego rapera Joeya Bada$$a) uwięzionym w pętli czasowej i bez końca przeżywającym ten sam poranek, w trakcie którego ginie z rąk białego policjanta (nieco karykaturalny Andrew Howard, choć z drugiej strony uosabia on białą supremację - groteskową z natury).

Bohater nie jest kryminalistą. Jest zwykłym chłopakiem, komiksiarzem bujającym w obłokach, everymanem reprezentującym całą swoją generację. Feralnego dnia budzi się u boku pięknej dziewczyny (Zaria Simone), najwyraźniej po upojnej nocy i z nadzieją na wspólną przyszłość - twórcy rozmyślnie sugerują happy end, do którego doszłoby z dużą dozą prawdopodobieństwa, gdyby nie incydent z funkcjonariuszem. "Chroń mnie Boże przed diabłami w mundurach o niebieskim kolorze", jak rapował klasyk.

"Dwóch nieznajomych" wykorzystuje motyw "Dnia świstaka" w podobny sposób, jak niedawne "Do zobaczenia wczoraj" Stefona Bristola, także dostępne na Netfliksie, bazowało na koncepcie à la "Powrót do przyszłości". Tam czarna nastolatka podróżowała w czasie, aby ocalić ofiarę policyjnej brutalności, tu młodzieniec próbuje sam się ratować. W obu przypadkach bezskutecznie - cykl przemocy zdaje się nieprzerwany.

Dwóch nieznajomych / Materiały prasowe
Reklama

Bohater Bada$$a umiera na różne sposoby. Uduszony jak George Floyd czy Eric Garner. Śmiertelnie postrzelony w plecy podczas próby ucieczki - niczym Walter Scott. Zabity w sypialni wskutek pomyłkowego nalotu policyjnego - jak Breonna Taylor.

Nazwiska ofiar pojawiają się zresztą na planszy kończącej film. Wcześniej widzimy je na ulicznym graffiti. Mało to subtelne, ale bardzo symboliczne. Podobnie jak plama krwi na ulicy układająca się w kształt Afryki. Albo same postaci - chodzące stereotypy, celowo skontrastowane, reprezentujące dwie przeciwstawne idee.

Istotne, by zrozumieć zamysł tej prostej opowiastki: nie czas na subtelności, kiedy profilowanie rasowe wciąż zbiera krwawe żniwo. Jak na ironię, polska premiera filmu zbiegła się w czasie z doniesieniami o nowej ofierze - 20-letni Daunte Wright został zastrzelony przez policjantkę, która "pomyliła" taser z pistoletem. "Dzień świstaka" trwa.

Gdzie zobaczyć: Netflix

"Piosenka dla Latashy"

Bardziej wyrafinowane, wręcz liryczne podejście do tematu proponuje krótki dokument Sophii Nahli Allison.

Jak większość osób z mojego pokolenia i środowiska, pierwszy raz imię Latashy Harlins musiałem usłyszeć w którymś z utworów 2Paka. Wówczas jeszcze nie miałem świadomości, kim była Latasha, choć Shakur rapował o niej nie raz i jeśli nie wymieniał bezpośrednio z imienia, to wracał do jej historii w linijkach o "czarnym życiu wartym tyle co butelka soku".

Kim więc była Latasha? Była bystrą, empatyczną 15-latką, wychowywaną przez babcię i marzącą o karierze prawniczki. Wszystko legło w gruzach, gdy dziewczynka zginęła od strzału w tył głowy w sklepie spożywczym. Za spust pociągnęła koreańska właścicielka, która chwilę wcześniej oskarżyła młodą klientkę o próbę kradzieży soku pomarańczowego. Latasha jednak trzymała pieniądze w dłoni, zaś po awanturze odłożyła sok na ladę i chciała pokojowo odejść - co potwierdziło nagranie z kamery bezpieczeństwa.

Piosenka dla Latashy / Materiały prasowe

Morderczyni nie odsiedziała w więzieniu nawet jednego dnia. Skazano ją na prace społeczne i zwrot kosztów pogrzebu nastolatki. Wyrok w dużej mierze przyczynił się do zamieszek w Los Angeles w roku 1992. Tych samych, które przeszły do historii jako "Powstanie Rodneya Kinga" - od nazwiska taksówkarza skatowanego przez policjantów. Strasznie to przykre, że nawet w takich okolicznościach pojawiają się podwójne standardy - Latasha została wymazana z narracji o systemowym rasizmie. Analogicznie jak później Tanisha Anderson czy Atatiana Jefferson - to nie są nazwiska wymieniane jednym tchem z Trayvonem Martinem czy Michaelem Brownem. I to właśnie dla tych i tuzinów innych kobiecych ofiar powstała inicjatywa #SayHerName.

Niepozorna "Piosenka dla Latashy" nie tylko przywraca pamięć o zamordowanej 15-latce, ale z "dziewczynki wartej niespełna dwa dolary" robi kogoś zdecydowanie więcej, kogoś z konkretną historią i tożsamością.

Gdzie zobaczyć: Netflix