Dziennik Gazeta Prawana logo

"Słudzy" Boga czy partii? Kościoły pod specjalnym nadzorem [RECENZJA]

5 marca 2021, 12:19
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Słudzy"
<p>"Słudzy"</p>/Materiały prasowe
Dekada po Praskiej Wiośnie i dekada przed upadkiem żelaznej kurtyny. Sam środek beznadziei. Ale "Słudzy" Ivana Ostrochovský'ego to nie tylko zimnowojenna dystopia, lecz także alegoria czasów współczesnych. Bo sojusz tronu z ołtarzem jest nieśmiertelny.

Kręcony w czerni i bieli film słowackiego reżysera zaczyna się od sceny z ikonografią rodem z klasycznego kina . Rozmowa przez trzeszczące łącze policyjne między radiowozami. Droga nocą, samochód zatrzymuje się pod mostem, wyrzucane są z niego zwłoki. Facet w prochowcu wyciera krew z ręki. Ziarno niepokoju zostało w widzu zasiane. Czas na radykalną zmianę nastroju, wedle najlepszych prawideł gatunkowych.

Reżyser wpuszcza zatem światło za sprawą opowieści o dwóch młodych chłopakach z czechosłowackiej prowincji, z zapałem przestępujących próg seminarium zakonnego. W swej żarliwej naiwności nie zdają sobie sprawy, że mimowolnie dołączają do systemu przymusu, nad którym nadzór sprawuje jeszcze większy system przymusu. Podwójna pułapka.

"Słudzy"
"Słudzy"

Wkrótce, jak inni księża, od dziekana po szeregowych kleryków, bohaterowie staną przed dylematem: współpraca z Radiem Wolna Europa czy z StB (Státní bezpečnost, komunistyczne służby bezpieczeństwa). Opór wiąże się w najlepszym razie z powołaniem do wojska, w najgorszym - widzieliśmy w pierwszej scenie. Kolaboracja oznacza sprzeniewierzenie się ideałom i naruszenie tajemnicy spowiedzi, ale też gwarancję trwania instytucji zagrożonej zamknięciem. Taśma jest czarno-biała, ale dylematy - naznaczone wieloma odcieniami szarości.

"Słudzy" wychodzą do nas z tą samą gorzką prawdą, co niedawne "Boże Ciało" Jana Komasy: że dla władzy kościelnej instytucja zawsze będzie ważniejsza niż człowiek. Sugestywna oprawa filmu, sytuująca katolicyzm i komunizm w podobnie represyjnym kontekście, bardziej przypomina jednak obrazy Pawła Pawlikowskiego.

Powiązania z twórcą "Zimnej wojny" występują zresztą nie tylko na poziomie wizualnym - pod scenariuszem "Sług" podpisała się Rebecca Lenkiewicz, autorka "Idy", imponująco operująca językiem minimalizmu. W filmie niewiele rzeczy jest podanych wprost, co odzwierciedla sposób działania zarówno bezpieki, jak i Kościoła - wedle kodeksu milczenia. Postaci "Sług" poruszają się niespiesznie, szepczą, niekiedy zastygają w bezruchu. Większość interakcji wyraża się poprzez gesty czy spojrzenia.

W pewnym momencie jeden z księży z cokolwiek niejednoznacznych pobudek zarządza w seminarium "silentio". Chodzi o to, by nikt z nikim nie rozmawiał, lecz w ciszy "wsłuchał się w swoją duszę". Duchowny argumentuje obrazowo, że, "Bóg jest przyjacielem ciszy. W naturze drzewa, rośliny i kwiaty wszystkie rosną w ciszy. Słońce i księżyc też przemierzają nieboskłon w spokoju. Najbliżej Stwórcy jesteśmy obcując z nim w ciszy swojego serca".

W tym sensie cichy i refleksyjny film Ostrochovský'ego, choć poniekąd antykościelny, jest paradoksalnie "bliżej Boga" niż niejedna sztuka sakralna.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj