Dziennik Gazeta Prawana logo

Sztuczne zęby. "Toni Erdmann" [RECENZJA]

27 stycznia 2017, 11:00
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
"Toni Erdmann" w kinach. fot. Gutek Film
"Toni Erdmann" w kinach. fot. Gutek Film/Media
"Toni Erdmann" to film ryzykowny, ale wart wszystkich nagród, którymi go obsypano. Teraz powalczy o Oscara

Bodaj od czasu Kolesia Lebowskiego nie było w światowym kinie kogoś, kogo chciałoby się zaprosić na piwo bardziej niż Winfrieda alias Toniego Erdmanna. Tytułowego bohatera filmu Maren Ade łączy z podstarzałym hipisem z uniwersum braci Coen ta sama nonszalancja i skłonność do okazywania pogardy wobec zasad rządzących rzeczywistością. Pomiędzy obiema postaciami występują jednak także istotne różnice. Inaczej niż trzymający się na uboczu Koleś Winfried/Toni pozostaje owładnięty pragnieniem wywrócenia świata do góry nogami i urządzenia go na swoją modłę. Aby to osiągnąć, mężczyzna stosuje technikę prowokacji – przypomina ekscentryka opowiadającego sztubacki dowcip w samym środku nudnej firmowej imprezy.

Winfried wychodzi z założenia, że nie ma nic gorszego niż porządek ściśle ustalonych hierarchii i rozdzielonych raz na zawsze ról. Właśnie dlatego płynnie żongluje własną tożsamością i pewnego dnia objawia się jako biznesmen Toni Erdmann, który swym swobodnym zachowaniem wywołuje konsternację wśród potencjalnych kontrahentów. Choć postawa mężczyzny wydaje się destrukcyjna, w rzeczywistości ma w sobie karnawałową witalność i optymizm. Pod wpływem Toniego ludzie stopniowo zaczynają orientować się, że potrafią – choćby na krótki czas – przekroczyć własne ograniczenia i unieważnić poczucie stagnacji.

Pomimo że terenem osobliwej działalności bohatera staje się światek wielkiego biznesu, trudno oprzeć się wrażeniu, że charakterystyczna dla tego środowiska gnuśność, marazm i niewolnicze przywiązanie do konwencji stanowi bolączkę całej współczesnej Europy. Intuicję tę wzmacnia świadomość, że – w wyniku splotu fabularnych okoliczności – akcja filmu toczy się w tak różnych od siebie krajach jak Niemcy i Rumunia. Szczególnie duży wpływ wywiera na Toniego pobyt w Bukareszcie. Przyglądanie się procesowi eksploatowania przez zachodnie koncerny biednego, postkomunistycznego kraju dodatkowo drażni buntowniczą naturę mężczyzny i z czasem skłania go do jeszcze bardziej radykalnych zachowań.

Pomyli się jednak ten, kto uzna, że wartość "" ogranicza się do jego warstwy politycznej. Film Maren Ade wzorem swojego bohatera przybiera różne maski i z powodzeniem funkcjonuje jednocześnie jako światopoglądowy manifest, antykorporacyjna satyra oraz kameralna opowieść o relacji rodzica i dziecka. W rzeczywistości bowiem działania Erdmanna podporządkowane zostają przede wszystkim odnowieniu kontaktu z córką, wykształconą trzydziestoparolatką wciągniętą w wir korporacyjnego życia.

Całe mistrzostwo Ade polega na tym, że niezależnie od podziwu dla Toniego nie zapomina także o empatii wobec Inez. Nietrudno nam w końcu zrozumieć inteligentną kobietę, która wybrała własną drogę i pragnie kroczyć nią bez względu na sprzeciw ojca. Wbrew pozorom pojedynek pomiędzy bohaterami nie okazuje się zatem meczem do jednej bramki, lecz konfrontacją dwóch silnych osobowości. Umiejętność stworzenia przez Ade złożonych psychologicznie postaci i opowiedzenia o ich starciu w dynamicznym tempie, za pomocą błyskotliwych dialogów, nie dziwi – reżyserka dała jej upust już w swym poprzednim filmie "Wszyscy inni". Tym razem niemiecka twórczyni popisała się jednak jeszcze większą brawurą. Wbrew komercyjnej logice nie zgodziła się na skrócenie niemal trzygodzinnego filmu. Mimo sugestii części współpracowników postanowiła również obyć się bez klasycznego happy endu.

Ryzyko w pełni się opłaciło, a "" udowadnia, że jest wart wszelkich otrzymanych nagród. Wielki triumf Ade okazał się możliwy także dzięki demonstrowanej przez nią wrażliwości na szczegół. Dzieło niemieckiej reżyserki warto obejrzeć choćby po to, by przekonać się, jak wiele potencjału dramaturgicznego można wycisnąć z zapomnianej piosenki Whitney Houston, bułgarskiej sztuki ludowej czy ciasteczka potraktowanego na prawach osobliwego afrodyzjaku. Zdecydowanie najważniejszym detalem w filmie Ade okazują się jednak sztuczne zęby, które bohater nakłada każdorazowo, gdy chce zmienić wizerunek, podjąć grę ze światem i wprowadzić do swojego życia element nieprzewidywalności. "" zachęca, byśmy wszyscy czuli się jak posiadacze tego gadżetu i robili z niego użytek przy każdej możliwej okazji. 

Toni Erdmann | Austria, Niemcy 2016 | reżyseria: Maren Ade | dystrybucja: Gutek Film | czas: 162 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj