Dziennik Gazeta Prawana logo

"Pod Mocnym Aniołem": Strasznie głośno, niesamowicie blisko

13 stycznia 2014, 21:21
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Pod Mocnym Aniołem
Pod Mocnym Aniołem/Kino Świat
Nawet najlepsza rekomendacja Jerzego Pilcha nie zastąpi racjonalnej opinii życzliwego przecież recenzenta. Nie da się ukryć, że "Pod Mocnym Aniołem" jest rozczarowaniem i jednym z najsłabszych filmów Wojciecha Smarzowskiego.

To wciąż całkiem dobre, miejscami wstrząsające kino. Tyle że od Smarzowskiego wymagamy więcej. Najlepszy, zdaniem wielu, polski reżyser tak wysoko ustawił poprzeczkę, że jego potknięcia bolą bardziej niż u innych. A w "Pod Mocnym Aniołem" po raz pierwszy z taką siłą dały o sobie znać ograniczenia charakterystycznego stylu reżysera. Wszystko już widzieliśmy u Smarzowskiego wcześniej: podobne psychologiczne portrety uwiarygodniane przez te same aktorskie twarze, identycznie działający montaż intelektualny, tożsame ustawienia kamery. Nie chciałbym być złym prorokiem, ale jeżeli Smarzowski nadal będzie dublował pomysły i pracował aż tak intensywnie, być może grozi mu smutny casus Jana Jakuba Kolskiego, który święcił podobne triumfy w połowie lat dziewięćdziesiątych, kręcąc nawet po dwa filmy rocznie. I w pewnym momencie zwyczajnie się wypalił. W zasadzie aż do dzisiaj Kolski nie potrafi wyjść z kleszczy "Jańciolandu". Smarzowski jest autorem zdecydowanie ciekawszym, bardziej wieloznacznym, ale powinien zastanowić się nad coraz częstszymi znakami zapytania stawianymi przy jego nazwisku. "Pod Mocnym Aniołem" należy w tym kontekście traktować jako poważny sygnał ostrzegawczy.

Filmowi nie pomaga na pewno natrętna i nietrafiona kampania reklamowa. To nie jest film, który zapowiadają komediowe trailery i niemal walentynkowe plakaty z uśmiechniętym Robertem Więckiewiczem i wtuloną w poły jego płaszcza Julią Kijowską. Idąc za prozą Pilcha, Smarzowski otwiera piekło uzależnienia alkoholowego, w którym śmiech szybko więdnie, a przerażenie miesza się z obrzydzeniem. W nagrodzonej "Nike" powieści, spoiwem łączącym bezdenną rozpacz chlania była apoteoza czystego, wybaczającego uczucia łączącego bohatera z wymarzoną kobietą jego życia. – – pisał Jerzy Pilch. Miłość ocalała wymiociny. W filmie Smarzowskiego nie ma uczuć. To wiwisekcja wypreparowana, nie przeżyta. Mamy mistrzowskie kreacje Roberta Więckiewicza, fenomenalnej Iwony Wszołkówny czy równie wspaniałej Kingi Preis, ale pomimo namiętnego babrania się w bebechach i plwocinach, obesranego tyłka i bolesnych wynurzeń czeredy fotogenicznych alkoholików, w matematycznej precyzji filmowego założenia zabrakło elementu ludzkiego. Oglądamy figury, nie ludzi; mordy, nie twarze. Przyszpilenie, bez miłości, bez współczucia.

Cała recenzja Łukasza Maciejewskiego w serwisie Stopklatka.pl>>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Stopklatka
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj