Dziennik Gazeta Prawana logo

"Człowiek ze stali" – Superman nieco odbrązowiony

21 czerwca 2013, 06:30
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Człowiek ze stali
Człowiek ze stali/Warner Bros
Zack Snyder miał z Supermanem zrobić to samo, co Christopher Nolan z Batmanem. Komiksowego herosa uczłowieczyć, pokazać nie tylko jego moce, ale i słabe strony, a na dodatek wszystko pokazać w poważnej i możliwie realistycznej konwencji. "Człowiek ze stali" te ambicje spełnia połowicznie.

Oto największy komiksowy superbohater, ikona popkultury. Jego niebiesko-czerwony trykot z charakterystycznym logo na piersi to symbol marki rozpoznawanej na całym świecie. Symbol tego, co najlepsze, a jednocześnie najbardziej tandetne w amerykańskiej popkulturze. Łatwiej dziś z Supermana kpić, niż pokazać go w nowym świetle. Stworzony 75 lat temu bohater przeszedł więc pewnie wszystkie możliwe przemiany. Przed Zackiem Snyderem stanęło więc wyjątkowo trudne zadanie: stworzyć Supermana nieco od zera, herosa na nowe czasy, ze świadomością, że zmienił się nie tylko komiks, lecz także superbohaterskie kino.

Tu już nie ma mowy o produkcji w stylu "Supermana" Richarda Donnera z niezapomnianą rolą Christophera Reeve'a, w której campowa estetyka przecinała się z kinem nowej przygody. Snyder wraz ze scenarzystami Davidem Goyerem i samym Christopherem Nolanem (który jednocześnie był producentem filmu) wiedzieli, że pierwszorzędna realizacja już może widzom nie wystarczyć. Pokazali więc Supermana jako boga. I to dość dosłownie.

Oczywiście to koncepcja stara jak opowieści o superbohaterach – część z nich, jak Thor z komiksów Marvela, jest wszak bogami wyciągniętymi z rozmaitych mitologii. W "Człowieku ze stali" odwołania religijne są oczywiste. Jor-El (Russell Crowe), prawdziwy ojciec Supermana (Henry Cavill), wysyła noworodka w kosmicznej kapsule na Ziemię, by uratować go przed zagładą na umierającej plancie Krypton. –– mówi, a jego proroctwo się wypełnia. Kosmiczny przybysz spada na Ziemię, zostaje uratowany i wychowany przez Jonathana i Marthę Kentów. Dorasta i faktycznie staje się bóstwem – obdarzony olbrzymią siłą i szybkością ratuje ludzi przed śmiercią, ale swoje moce ukrywa przed innymi. Jednak gdy wreszcie zostanie zdekonspirowany – zmusi go do tego złowieszczy Generał Zod (świetny Michael Shannon), śmiertelny wróg jego biologicznego ojca – oznajmia, że będzie od tej pory działał na własnych zasadach, co oczywiście nie przeszkadza mu zakochać się w Lois Lane (Amy Adams), przebojowej reporterce dziennika "Daily Planet".

Owa religijna interpretacja – narzucona przez scenarzystów, w dialogach pojawiają się wręcz biblijne cytaty – sprawia niestety, że "Człowiek ze stali" chwilami wydaje się niemiłosiernie wręcz nadęty i patetyczny. Ale trzeba przyznać, że twórcy nowego Supermana postarali się, by pomnikowych bohaterów nieco odbrązowić. Są więc pełni goryczy i smutku, niepewni i wątpiący, nawet jednoznacznie zły Generał Zod ma w sobie subtelnie zarysowane człowieczeństwo.

CZŁOWIEK ZE STALI | USA 2013 | reżyseria: Zack Snyder | dystrybucja: Warner Bros. | czas: 143 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj