Dziennik Gazeta Prawana logo

"Anna Karenina" – miłość i zdrada w teatralnych dekoracjach

23 listopada 2012, 09:33
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Anna Karenina
Anna Karenina/Media
Joe Wright i Tom Stoppard przenoszą na ekran arcydzieło Lwa Tołstoja.

Nowa "Anna Karenina" wykorzystuje pomysł stary jak świat. Życie zamienia w teatr, ludzi w aktorów, a budzące grozę i egzekwowane bez litości konwenanse – w absurdalny, zrytmizowany taniec posłusznych kukiełek. Scena jest wszystkim, to na niej terroryzowane widmem upokorzenia marionetki poddawane są niekończącym się próbom. Ta, która powściągnie emocje, wytrwa i tym samym zachowa twarz, może przez chwilę odetchnąć za kulisami. Kara czeka te, które nie potrafią – lub nie chcą – właściwie się zakamuflować.

Historia miłości Anny i hrabiego Wrońskiego mogłaby z łatwością ugrzęznąć w tej aż nazbyt oczywistej symbolice. Jednak reżyser Joe Wright, podobnie jak wcześniej Baz Luhrmann przy okazji "Moulin Rouge!", potrafi zrobić użytek z tego, co sztuczne, i na tym fundamencie buduje spójność swojego przekazu. W starannie wypreparowanej, zamkniętej w teatralnych dekoracjach rzeczywistości wszystko doskonale do siebie pasuje: towarzyskie podchody i nic nieznaczące konwersacje arystokratek uzupełnione są pomysłową choreografią, a wielkie uczucia rozkwitają tam, gdzie się ich spodziewamy, czyli poza tzw. zwyczajnym życiem.

Ta adekwatność formy do odczytanej na nowo treści sprawia, że zdecydowane wepchnięcie "Anny Kareniny" w nawias ironii nie razi pretensjonalnością.
Wspomniana adekwatność zanika, gdy po opuszczeniu sfery konwenansów bohaterowie przenoszą się na poziom intymnych emocji. Tu Wright wraz z autorem scenariusza Tomem Stoppardem wyraźnie tracą równowagę. Trzymając się kurczowo zasady umowności, zezwalają aktorom na pokazanie niuansów, co w oczywisty sposób narusza kompozycję całości. W tym przypadku wybór musi zostać dokonany: albo wizualne szaleństwo i odpowiadająca mu wyrazistość bohaterów, albo powściągliwość formy i psychologiczny realizm.

Są w "Annie Kareninie" pojedyncze sceny, gdy Wright skłania się bardziej ku temu drugiemu, co w tym akurat filmie paradoksalnie do niczego nie służy. Być może przysłuży się Keirze Knightley, która w kilku momentach zyskuje możliwość użycia nieco subtelniejszych środków wyrazu i tym samym udowadnia, że nie wyczerpała całego swojego potencjału świetną kreacją w "Dumie i uprzedzeniu". Zyskuje na tym również Jude Law jako Karenin. W tej interpretacji powieści Tołstoja mąż Anny jest kimś więcej niż jedynie elementem opresyjnego systemu. To człowiek naznaczony tragizmem i autentycznie zakochany w niestabilnej emocjonalnie wybrance. Law bez kłopotu unosi ciężar tej postaci, jednak jego wysiłek trafia w próżnię, a ostateczny efekt ginie w oszałamiającej feerii barw.

Na szczęście dla Wrighta jest jeszcze hrabia Wroński, czyli młodziutki Aaron Taylor-Johnson. On z kolei, mniej lub bardziej świadomie, trafia w samo sedno konwencji: jest przerysowany, egzaltowany i pasuje doskonale do tej Anny, która kieruje się wyłącznie gwałtownymi, nieskomplikowanymi emocjami. Do tej drugiej, subtelniejszej Anny znacznie bardziej pasuje Karenin – i w tym chyba należy upatrywać największej słabości filmu Wrighta.

ANNA KARENINA | Wielka Brytania, Francja 2012 | reżyseria: Joe Wright | dystrybucja: UIP | czas: 130 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj