Dziennik Gazeta Prawana logo

"Marieke, Marieke" – wydmuszka pozująca na moralitet

3 kwietnia 2012, 11:21
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Marieke, Marieke
Marieke, Marieke/Media
Taka ładna panieneczka, takie szare ma życie. Szare i siwe, ponieważ Marieke, bohaterka debiutanckiego filmu Sophie Schoukens, gustuje wyłącznie w starszych panach.

W dzień pracuje w fabryce czekoladek, nocami odlatuje w sflaczałych ramionach adoratorów z wysługą lat oraz – to jej jedyna pasja – oddaje się emocjom związanym z fotografowaniem stóp, brzuchów, pach oraz uśpionych penisów. Broń Boże żadnych sentymentalnych fotowidoków na park jesienią, w końcu mamy do czynienia z kinem art-house'owym.

Reżyserka Sophie Schoukens jest intelektualną pensjonarką. Jej scenariusz przypomina wypisy dobrych rad z pisma w rodzaju "Claudia". Bohaterka rzuca się w ramionach starszych panów, ponieważ sama została niegdyś osierocona. Matka Marieke nigdy nie wydobyła się z traumy po stracie męża. Kiedy jednak od jednego z adoratorów panienka dowie się prawdy o tatusiu, nic w gruncie rzeczy się nie zmieni.

Film Schoukens to kolejna przeterminowana czekolada europejskiego kina. Wszystko jest modnie polukrowane i oprawione w złoty papierek. Są tak zwane poważne tematy – niejednoznaczność wyborów erotycznych, pytania o zagadkę śmierci; jest trendy muzyka Jeffa Mercelisa wzbogacona o piosenki Jacquesa Brela, są wreszcie niezłe sceny miłosne. Odwaga? Brawura? Nic z tych rzeczy. Podobnie jak wiele polskich artystowsko szemranych tytułów "Marieke, Marieke" jest zwykłą wydmuszką pozującą na moralitet.

Marieke, grana przez Hande Kodja, to karykatura dziewczyny cierpiącej na kompleks Edypa. Reżyserka jest świadoma, że współczesne kino czerpie siłę z niedopowiedzeń, a jakakolwiek teza zabija autorski wywód. Efekt jest taki, że oglądamy ledwie naszkicowany pamięciowy portret młodej trzpiotki, która jest postacią bez sensu. Nie wiadomo, dlaczego widz miałby zainteresować się mdłą panną pakującą czekolady w sreberko, a następnie, z cyfrówką w dłoni, wchodzącą do łóżka kolejnym wiekowo zaawansowanym facetom; albo przejąć się dramatem jej zimnej i nieprzyjemnej mamy.

"Marieke, Marieke" to klasyczny przykład przerostu formy nad treścią. Nawet najlepsze zdjęcia Alaina Marcoena, współpracownika braci Dardenne, nie są w stanie zastąpić konkretnej opowieści. Z mocnego rodzinno-obyczajowego spiętrzenia zdarzeń mogłaby powstać intrygująca historia o tęsknocie za rodzicem i niekonwencjonalnych erotycznych wyborach, w filmie Schoukens nie znajdziemy jednak żadnego przekroczenia.

MARIEKE, MARIEKE | Niemcy, Belgia 2010 | reżyseria: Sophie Schoukens | dystrybucja: Spectator | czas: 85 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: recenzja
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj