Dziennik Gazeta Prawana logo

Bardzo duża rzecz w niewielu słowach

19 lutego 2011, 23:22
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Le quattro volte
Le quattro volte/Media
Dramaturgię tej historii budują tylko codzienne czynności bohatera i rytm przyrody. Nie ma dialogów ani muzyki. Prawdziwy filmowy minimalizm.

Przed obejrzeniem "Le quattro volte" warto wziąć na poważnie swoiste ostrzeżenie reżysera, które wygłaszał przed premierą: "Widz tego filmu musi zdobyć się na wysiłek. Powinien stać się w pewnym sensie operatorem lub montażystą składającym sceny w całość".

Michelangelo Frammartino rezygnuje z klasycznej dramaturgii i podstawowych wyznaczników kina: dobrze opisanego głównego bohatera, z którym widz może się utożsamiać dzięki temu, co mówi albo co o nim wiadomo. Reżyser stawia na minimalizm. Rezygnuje nawet z muzyki.

W zamian daje egzystencjalną podróż do miejsca, gdzie czas jakby się zatrzymał. W małym miasteczku w Kalabrii na południu Włoch rytm życia wiekowego mężczyzny wyznacza codzienne wypasanie kóz, roznoszenie mleka i zażywanie przed snem tajemniczej mikstury na trapiący go kaszel. Ambicją twórcy nie było jednak stworzenie etnograficznego dokumentu, lecz filozoficznej przypowieści.

Tytuł nawiązuje do koncepcji Pitagorasa o transmigracji duszy przechodzącej przez cztery fazy – od człowieka przez zwierzę, roślinę aż po minerał. Kurz z kościelnej nawy pełniący rolę lekarstwa dla chorego pasterza zostaje w finale dopełniony przez dym z komina w domu, gdzie pali się węglem drzewnym. Koło żywota zamyka się w myśl chrześcijańskiej maksymy: "Z prochu powstałeś – w proch się obrócisz".

"Le quattro volte" wymyka się jednak z ram łatwego oczytania. Nie jest tylko wyznaniem wiary włoskiego filmowca, który ze zręcznością równą azjatyckim mistrzom kina kontemplacyjnego przeprowadza widza przez odwieczny cykl życia, wyznaczany przez zmieniające się pory roku, symbiozę z naturą i tradycyjną obrzędowość. Śledzimy monotonne zajęcia pasterza. Kiedy znika z pola widzenia, kozy, które przez przypadek opuściły swoją zagrodę, pojawiają się w domu swojego właściciela. Jego pogrzeb zostaje skonfrontowany z narodzinami koźlątka przez chwilę pełniącego rolę głównego bohatera. Zwierzę zagubione w lesie znajduje spoczynek pod dorodnym drzewem wkrótce ściętym, by stać się elementem masztu, a ostatecznie zamienić się w węgiel drzewny.

Kontemplacja szumu drzew, kropli deszczu, spadających z liści, much obsiadających pyski kóz czy palonego drewna, które wygląda w ogniu jak ludzkie kości, zostaje sprowadzona do symbolicznego wymiaru. Wszystko zgodnie z zasadą: "Nie wyrażaj małej rzeczy w wielu słowach, lecz rzecz wielką w niewielu".

"Le quattro volte" to przykład artystycznej bezkompromisowości, w której widz może się rozsmakować lub ją odrzucić. Operująca niedopowiedzeniami, prawie buddyjska medytacja we włoskiej scenerii wymaga od widza pokory.

LE QUATTRO VOLTE | Niemcy, Szwajcaria, Włochy 2010 I reżyseria: Michelangelo Frammartino I dystrybucja: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty | czas: 88 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: film
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj