Dziennik Gazeta Prawana logo

"Agent Elvis". Presley tajniakiem za rządów Nixona? [#DobryCynk]

21 marca 2023, 11:07
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Agent Elvis"
"Agent Elvis"/Netflix
Twórcy serialu "Agent Elvis" doskonale rozumieją, że kluczem do udanej biografii nie jest wcale dążenie do prawdy za wszelką cenę. Od tego mamy Google. Popkultura powinna zaś służyć czemuś bardziej szlachetnemu: próbie zrozumienia fenomenu danego artysty poprzez uchwycenie jego mitu.

"Agent Elvis"

"Świat oszalał, a ja muszę robić gówniany świąteczny program dla Pułkownika", żali się Elvis przez telefon Priscilli w pierwszych minutach dziesięcioodcinkowego serialu. Brzmi to jak niezamierzony prztyczek w kierunku nominowanego do ośmiu Oscarów filmu Baza Luhrmanna, gdzie rola menedżera Presleya, "Pułkownika" Parkera, odgrywanego przez Toma Hanksa w groteskowej charakteryzacji, została rozciągnięta ponad miarę.

Serial odchodzi od biograficznej sztancy tak daleko, jak Tarantinowskie "Pewnego razu w Hollywood" odchodziło od życiorysu Sharon Tate. Zresztą akcja "Agenta Elvisa" także rozgrywa się w końcówce lat 60., a na drodze bohatera staje ten sam gang Mansona. I tu także mamy do czynienia z postmodernistyczną zgrywą, tym razem w formie kreskówki dla dorosłych, za którą odpowiada showrunner Mike Arnold ("Archer") oraz projektant postaci Robert Valley, znany z teledysków Gorillaz czy antologii Netflixa "Miłość, śmierć i roboty". 

Sam Król mówi charakterystycznym głosem Matthew McConaugheya, który nie stara się imitować Elvisa, jak Austin Butler u Luhrmanna, lecz brzmi jak - cóż - McConaughey, z tym swoim naturalnie południowym akcentem, który paradoksalnie zarazem nie jest i jest presleyowski. Najważniejsze jednak, że bez trudu można w tego Elvisa uwierzyć. U Butlera wyczuwało się papugowanie, tutaj mamy autentycznego ducha ikony.

Z kolei Priscilla brzmi toczka w toczkę jak Priscilla, co nie dziwi o tyle, że głos podkłada jej… Priscilla Presley. Skądinąd współproducentka serialu, w czym upatruję jego zasadniczej wady - Elvis nie jest tutaj kobieciarzem, a po misjach ratowania świata grzecznie wraca do żony. Trochę to upupiające, aczkolwiek widok niemowlęcej jeszcze Lisy Marii i późniejsza dedykacja dla zmarłej przed dwoma miesiącami córki Króla potrafią poruszyć.

"Agent Elvis" nie bazuje jednak na wzruszeniach, lecz na dzikiej fantazji i obscenicznym humorze. Z grubsza chodzi o to, że sfrustrowany zmianami społecznymi Presley zostaje zwerbowany do tajnej agencji rządowej, której dowodzi szef o głosie Dona Cheadle'a. I tak, w przerwie między kolejnymi koncertami, bohater walczy z przestępczością przy pomocy szympansa Scattera posiadającego własne groupies (!), starego przyjaciela z Południa, Bobby'ego Raya (Johnny Knoxville), i długoletniej asystentki Bertie (Niecy Nash), postaci w rodzaju Bondowskiej Moneypenny.

Z "Bonda" jest tu zresztą sporo - pościgi wypasionymi furami, strzelaniny przy użyciu złotych pistoletów i rozmaite gadżety w rodzaju odrzutowych plecaków. Ale równie dużo jest z taniego kina kung-fu - animowana krew tryska obficie ze wszystkich możliwych odcinanych kończyn.

Trzon fabularny jest pretekstowy, niespełna półgodzinne odcinki odpowiadają kolejnym misjom, w trakcie których akcja skacze od Las Vegas po Wietnam, a Elvis napotyka i Deana Martina, i Richarda Nixona.

Na pierwszy rzut oka nietrudno o wrażenie, że twórcom peron odjechał zdecydowanie za daleko. Ale najlepsze w serialu jest to, że jego najbardziej dziwaczne pomysły mają umocowanie w rzeczywistości. Elvis naprawdę miał szympansa imieniem Scatter, któremu prasa brukowa przypisywała alkoholizm. I faktycznie spotkał się z Nixonem w Białym Domu, wyrażając chęć pracy dla rządu w charakterze agenta do walki z narkotykami. Etc.

Kreatywne rozwinięcie tych wszystkich inspiracji tworzy - wespół ze wspaniałą ścieżką dźwiękową złożoną z piosenek Presleya i innych utworów z epoki - najbardziej oryginalny ekranowy hołd dla Króla od czasu "Bubby Ho-Tepa" (2002) Dona Coscarelliego z Bruce'em Campbellem jako Elvisem - rezydentem domu spokojnej starości. Fani absurdalnego humoru i rock and rolla powinni być zachwyceni.

Gdzie zobaczyć: Netflix

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj