Dziennik Gazeta Prawana logo

"Na komedię trzeba dziesięć razy więcej pomysłów niż na dramat". Stanisław Bareja - wspomnienie

5 grudnia 2019, 12:26
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Stanisław Bareja na planie "Misia"
Stanisław Bareja na planie "Misia"/PAP Archiwalny
90 lat temu, 5 grudnia 1929 roku, urodził się Stanisław Bareja, uznawany za króla polskiej komedii. "Chyba w ogóle dlatego zostałem reżyserem, by móc robić komedie" - mówił w 1967 roku magazynowi "Kino".

Na świat przyszedł 5 grudnia 1929 roku. Pochodził z warszawskiego Mokotowa. Jego ojciec i dziadek byli mistrzami wędliniarskimi. W czerwcu 1949 roku, zaraz po maturze niespełna dwudziestoletni Staszek Bareja postanowił zdawać na studia do Wyższej Szkoły Filmowej (obecnie Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna) w Łodzi. Studiował m.in. z Janem Łomnickim, Januszem Morgensternem, Tadeuszem Chmielewskim, Andrzejem Munkiem, Kazimierzem Kutzem i Januszem Weychertem.

Ten ostatni tak wspomniał ich pierwsze spotkanie: "" – podaje Maciej Replewicz w książce "".

Co ciekawe Bareja początkowo bardziej interesował się zawodem operatora niż reżysera, którym ostatecznie został. Studia skończył w 1954 roku, nie składając jednak egzaminu końcowego – uczynił to dopiero w roku 1974. Zaraz po studiach został asystentem Jana Rybkowskiego (reżysera m.in. serii o panu Anatolu oraz "Chłopów"). Jako samodzielny reżyser zadebiutował komedią "" (1960). Film opowiadał historię małżeństwa kompozytora Michała Karcza i sprinterki Jadwigi Fołtasiówny. W rolach głównych wystąpili Bronisław Pawlik i Aleksandra Zawieruszanka.

"" – wyznał Bareja w 1967 roku magazynowi "Kino". "" – wspominał 13 lat później w na łamach pisma studenckiego "itd". Zwykł też mawiać, że "".

"" – wspominała w jednym z wywiadów aktorka Stanisława Celińska. W podobnym tonie na antenie Polskiego Radia wypowiedziała się Ewa Błaszczyk ("Zmiennicy"): "Jestem wdzięczna losowi, że spotkałam w życiu Stasia – nienadmuchanego artystę, tylko po prostu ciepłego człowieka. Inteligentnego i odważnego".

Dużo o charakterze Barei mówi historia przytoczona przez Replewicza. W tamtym czasie podczas studiów młodzi adepci sztuki filmowej narażeni byli na silną indoktrynację. Zepsute kino Zachodu zestawiano z tym odpowiednim, czyli w wydaniu sowieckim. Wzorem miały być produkcje Mosfilmu. Pewnego razu podczas zajęć marszobiegu, które de facto były okazją do prezentacji odpowiedniej postawy ideologicznej, Bareja odłączył się z jednym z kolegów – Janem Łomnickim - i pobiegł na skróty, dołączając później do reszty, jak sądził niezauważony. W skutek donosu sprawa wyszła na jaw i zwołano nadzwyczajne zebranie studentów wydziału. Część studentów – tych odpowiednio już ukształtowanych ideologicznie - było oburzonych i domagało się wyciągnięcia konsekwencji, na resztę zaś padł blady strach. Łomnickiemu groziło usunięcie z uczelni. Bareja jednak odważnie przyznał się do udziału w tej "aferze", co w czasach stalinizmu wymagało nie lada odwagi. Bardzo łatwo można było bowiem zostać abstrakcyjnie posądzonym o przynależność do jakiegoś spisku. Tym samym uratował Łomnickiego, gdyż władze w obawie przed ujawnieniem się kolejnych osób, umorzyły sprawę. Obawiano się, że może zatoczyć szersze kręgi i stać się tym samym zbyt głośna.

"" – wspominał Morgenstern. Nonkonformistyczna postawa nie była jednak ceniona. Choć przeważnie wypowiadano się o nim pozytywnie, ale jego filmy długo czekały na prawdziwe uznanie. Trudna do zaakceptowania dla niego była jego relacja z Kazimierzem Kutzem. "Mniej więcej 25 lat temu była sobie w łódzkiej szkole filmowej grupka przyjaciół, nazywała się według ówczesnej mody +Kolektyw+. Wszyscy jej członkowie pracują dziś w filmie fabularnym. Jeden z nich, próbując mi dopiec, użył terminu +bareizm+ na określenie czegoś, co jest w złym stylu. Bardzo mnie to zabolało. Bo jak atakuje mnie nieznajomy, nie jest to dla mnie czymś strasznym, ale kiedy robi to przyjaciel..." – wspominał reżyser w "itd".

Bareja i Kutz przyjaźnili się na studiach i kilka lat po nich. Później ich drogi znacząco się rozeszły.

Reżyser Krzysztof Wojciechowski wspominał, że "studenci reżyserii praktykowali u Wajdy, Morgensterna, Hoffmana. Do Barei nikt się nie pchał, uważano go za kogoś gorszego, za +szmirusa+".

"" – pisał w 2001 roku na łamach miesięcznika "Kino" Tomasz Przybyłkiewicz.

W jednym z wywiadów Celińska opowiadała, że pod wpływem niechęci niektórych reżyserów do aktorów grających w komediach Barei, odmówiła roli Kasi – żony docenta Rochowicza w "" (1972). Obawiała się bowiem, że nie dostanie potem roli u Kutza czy Zanussiego. Finalnie w tę rolę wcieliła się Jolanta Bohdal.

W opozycji do osób dyskredytujących Bareję znajdował się Andrzej Wajda. "" – wspominał.

Maciej Pawlicki na łamach magazynu "Film" w 1988 roku, opisując kino Barei napisał: "".

"" – opowiadał w jednym z wywiadów reżyser Jerzy Gruza.

"" – wspominała Celińska, dodając że "wszystko wiedział. Jednocześnie był bardzo otwarty i słuchał innych. Kupował pomysły". Pomimo wcześniejszej odmowy, później jednak zagrała u legendy polskiej komedii w "" (1974) czy serialach, jak "" (1983) i "" (1986). Zofia Czerwińska, aktorka grająca u Barei w filmach "Poszukiwany, poszukiwana", czy "" (1976), wspominała reżysera słowami: ".

Andrzej Fedorowicz ("Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz" (1978), "Brunet wieczorową porą", "Miś"), mówił, jak podaje Replewicz: "D". Dodając, że "jego filmy są wspaniałe, (...) one już przeszły do historii i zyskały nowych, młodych fanów, stały się, jak to się dziś mówi +kultowe+".

"" – wspominał Jerzy Turek, czyli niezapomniany Wacław Jarząbek z "Misia".

"" – zauważył z kolei Krzysztof Kowalewski ("Nie ma róży bez ognia", "Brunet wieczorową porą", "Miś) w audycji Polskiego Radia.

Tadeusz Chmielewski, reżyser i kolega Barei ze studiów zwracał uwagę, że "dużą rolę przywiązywał do dialogów, pozostawiając jednak aktorom swobodę w ich interpretacji. Film na tym zyskiwał. Pracował szybko. Szybciej i sprawniej od innych. Wzbudzało to zawiść w środowisku".

Tę opinię potwierdzają słowa Jacka Fedorowicza ("Poszukiwany, poszukiwana", "Nie ma róży bez ognia", "Alternatywy 4"), które aktor wypowiedział w jednym z wywiadów: "Kręcił sprawnie i szybko, ponieważ - zwyczajnie - był fachowcem. Umiał posługiwać się językiem filmowym, nie musiał długo kombinować, po prostu wiedział".

Bareja sam był nie tylko reżyserem, ale też aktorem. Podobnie jak Alfred Hitchcock lubił zagrać drobne role w swoich filmach. Zagrał również m.in. w fabularnym debiucie Jerzego Hoffmana "Gangsterzy i filantropi" (1962).

Reżyser zmarł 14 czerwca 1987 roku w Essen. "Poszukiwany, poszukiwana", "Nie ma róży bez ognia", "Brunet wieczorową porą", "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz", "Miś", "Alternatywy 4", "Zmiennicy". Każdy ma własny kanon filmów Stanisława Barei.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj