Dwa dni temu Patryk Vega ujawnił, że kończy film "Polityka", który do kin ma trafić 6 września. Zapowiedział, że ten film "może mieć wpływ na wynik wyborów". Przy okazji zdradził, że politycy PiS mieli przechwycić scenariusz i proponować finansowanie innego tytułu w zamian za odstąpienie od prac nad "Polityką".

Film do kin trafi 6 września, jest właśnie kończony w Azji. 

Wypowiedź Vegi nie spodobała się Krystynie Pawłowicz, która tak zareagowała na Twitterze (pisownia oryginalna).

"Kolejny reżyser po panach Sekielskich,tym razem Patryk VEGA od „mocnych” filmów obyczajowych,za pośrednictwem Onetu już STRASZY,że tuż przed wyborami we wrześniu pokaże film=SWOJĄ „prawdę o politykach”.Byśmy widzieli na kogo głosować,a na kogo nie
Film ma „ustawić” wynik wyborów"

Na odpowiedź Patryka Vegi długo nie trzeba było czekać. Oto jego post z Instagramu. W ujawnionym fragmencie filmu widzimy brawurową grę Iwony Bielskiej, która wciela się w rolę Krystyny Pawłowicz.  - Pani Krysiu, w odpowiedzi na wpis na Twitterze, przesyłam pani serdeczne pozdrowienia wraz z fragmentem mojego filmu "Polityka" - powiedział na począku filmu twórca "Botoksu" i "Służb specjalnych".

Przypomnijmy też, że  marcu 2018 roku tematykę nowego filmu podpowiedzieliśmy reżyserowi w wywiadzie z Dziennik.pl. Poniżej fragment i link do pełnej wersji rozmowy.

------

Dlaczego nie pokażesz, analogicznie do „Botoksu” i „Służb specjalnych”, jak paździerzowa i prymitywna jest polska polityka?

(po dłuższym milczeniu) Teraz, kiedy to powiedziałeś, zacząłem się zastanawiać, czy rzeczywiście nie jest to temat. Chociaż ten świat jest tak skompromitowany, tyle w nim naturalnej dramaturgii, że trudnym zadaniem byłoby opowiedzenie czegoś nowego w sferze filmowej. Pamiętam, że w czasie afery Rywina znajomi producenci mówili mi, że koniecznie trzeba o tym nakręcić film i że to będzie hit. Pytałem ich wtedy, kto pójdzie na to do kina, skoro ludzie mają aferę na żywo, w telewizji. To, czego nie są nam w stanie dać media, to ciągłość emocjonalna postaci. Oglądamy informacje, które nas elektryzują, ale tam nie ma bohaterów, z którymi jesteśmy w stanie się identyfikować. To jest wyższość kina fabularnego nad dokumentem. Nie wykluczam tego tematu.