Dziennik Gazeta Prawana logo

Agnieszka Holland: Kino między gatunkami [ROZMOWA]

26 lutego 2017, 21:04
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
"Pokot" Agnieszki Holland w kinach od 24 lutego. fot. Robert Pałka
"Pokot" Agnieszki Holland w kinach od 24 lutego. fot. Robert Pałka/Media
Podzielam gniew mojej bohaterki, ale nie obrane przez nią metody – mówi reżyserka "Pokotu"

Czy zgodziłaby się pani ze stwierdzeniem, że "Pokot" stanowi ideową kontynuację kina moralnego niepokoju?

W "Pokocie" ważny wydaje mi się przede wszystkim gniew bohaterki, który jest wymierzony przeciwko bezprawiu. Celowo używam tego słowa, bo Duszejko podkreśla, że zna prawo i nie może pogodzić się z faktem łamania go przez ludzi władzy, symbolizowanych na ekranie przez myśliwych. Pod tym względem nasza bohaterka rzeczywiście przypomina postacie z kina moralnego niepokoju, które buntowały się właściwie przeciw tym samym rzeczom: degeneracji rządzących, wyrażanej przez nich tendencji do niszczenia ludzi słabych i pogardzie wobec wolności.

Jak to możliwe, że borykamy się dziś niemal z takimi samymi problemami jak w czasach komunizmu?

Gdyby kłopoty, o których wspomniałam, dotyczyły tylko krajów postkomunistycznych, można by powiedzieć, że jest zupełnie jak w Biblii, gdy Mojżesz prowadził Izraelitów przez pustynię tak długo, aż wymarły ostatnie pokolenia, które pamiętały egipską niewolę. Wzrost populizmu w Europie Zachodniej i w USA pokazuje jednak, że kwestia ta jest bardziej złożona i dotyczy nie tylko historycznych doświadczeń czy określonego typu mentalności, lecz także uniwersalnych demonów, które mogą opętać każdą władzę i jej zwolenników.

"Pokot" zadaje pytanie o to, jak przetrwać w takich warunkach.

A także o to, jak dać głos tym, którzy są go pozbawieni: outsiderom, przedstawicielom mniejszości, zwierzętom. Nie ukrywam, że irytuje mnie dziś w Polsce triumfalizm władzy, która chce nie tyle zadośćuczynić ludziom ignorowanym przez poprzednie rządy, ile zmienić wektory i doprowadzić do powstania nowej grupy wykluczonych. Jak bowiem mają się czuć chociażby nauczycielki wzywane przed komisję dyscyplinarną za to, że – w dniu ogólnopolskiego protestu – założyły czarne sukienki?

Mam wrażenie, że podziela pani gniew swojej bohaterki.

Podzielam gniew, ale nie obrane przez nią metody, o co zdążyli już oskarżyć mnie niektórzy recenzenci.

Przed podobnymi zarzutami musiała się pani bronić niedawno na konferencji prasowej podczas festiwalu w Berlinie.

Od jakiegoś czasu zaskakuje mnie obecna także w Polsce tendencja do odbierania sztuki w sposób skrajnie dosłowny. Tymczasem jednym z najważniejszych przywilejów fikcji jest przecież wykrzywianie rzeczywistości i przekraczanie granic tego, co jest w niej dozwolone na co dzień. Od opisywania prawdziwego życia są artykuły w gazetach.

"Pokot" chętnie korzysta z narzędzi właściwych grotesce. Wygląda na to, że zrobiła pani najzabawniejszy film w karierze.

Chyba tak, przynajmniej sądząc po reakcjach niemieckiej publiczności. To zresztą dość ciekawe, bo w Polsce, na dotychczasowych kameralnych pokazach dla 10–20 osób, widzowie zachowywali się bardzo różnie: na niektórych seansach bardzo się śmiali, a na innych trwali w grobowej ciszy.

Podczas pracy na planie przewidywała pani, że "Pokot" spotka się z tak zróżnicowanym odbiorem?

Na pewno zależało mi na tym, by stworzyć film hybrydyczny, "międzygatunkowy". Była w tym pragnieniu pewna przekora, bo kino wymykające się z szufladek i niepodlegające jednoznacznej klasyfikacji wcale nie jest łatwe do późniejszego promowania. Kolejne wyzwanie przy realizacji "Pokotu" – po latach spędzonych na kręceniu dramatów psychologicznych – stanowiła także konieczność wytrącenia się z pewnego automatyzmu i otwarcia na odmienną stylistykę. Nie była to jednak dla mnie nowość, bo w podobnej, tragikomicznej tonacji utrzymałam już kiedyś film "Europa, Europa".

W wielu wywiadach podkreśla pani, że już od dawna myślała o zrealizowaniu filmu na podstawie prozy Olgi Tokarczuk. Co przyciąga panie do siebie?

Myślę, że dobrze się uzupełniamy, bo jesteśmy w jakiś sposób podobne, a jednocześnie całkiem różne. Podczas gdy ja jestem racjonalistką, Olga wydaje mi się intuicyjna, sensualna. Właśnie dzięki tym cechom potrafi ona zresztą kreować w swych książkach oryginalne światy, a to zawsze przykuwa uwagę filmowca.

Polska wypada w "Pokocie" dość przerażająco, ale Czechy portretuje pani jako swoisty raj na Ziemi.

Lubię Czechy za ich przepełnioną szacunkiem wobec demokracji i tolerancji obojętność, rodzaj "środkowoeuropejskiego zen". Z drugiej jednak strony nie wolno zapominać, że postawa ta jest podszyta kompleksami i złością na siebie samych o niezdolność do czynów heroicznych. To wszystko zostało jednak sprowadzone do głębokiej podświadomości i nie przeszkadza Czechom w cieszeniu się z uroków zwyczajnego życia. Z Polakami jest odwrotnie: bywamy wielcy w momentach prawdziwej próby, ale nie nadajemy się do codzienności. Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że najkorzystniejsza byłaby synteza obu narodów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj