Dziennik.pl logo

Nowy film historyczny budzi emocje. "Ma trafić do młodych chrześcijan"

"Młody Waszyngton"
"Młody Waszyngton"/Materiały prasowe
Zna go cały świat – choćby z wizerunku na jednodolarowym banknocie. "Młody Waszyngton" ("Young Washington") opowiada jednak nieznaną szerzej historię dojrzewania do wielkości jednego z amerykańskich Ojców Narodu. Film wszedł na ekrany polskich kin w ten weekend, ale jeszcze przed premierą budził emocje.

"Pierwszy prezydent Stanów Zjednoczonych jest dla młodego narodu amerykańskiego uosobieniem wszelkich cnót: patriotyzmu, uczciwości, szlachetności i przyzwoitości, jakimi powinien charakteryzować się wielki przywódca" – napisał Paweł Łepkowski w artykule pt. "Jerzy Waszyngton. Ojciec nie wszystkich Amerykanów" ("Rzeczpospolita", 2 lutego 2023). "Trudno spotkać amerykańskie opracowanie historyczne, które nie byłoby napisane w formie panegiryku dla Jerzego Waszyngtona. Amerykanie są przekonani, że ojca ich państwa nie powinno się krytykować, tak jak w Wielkiej Brytanii nie krytykuje się monarchy. Jest bowiem Waszyngton idylliczną personifikacją idei wolności, suwerenności i potęgi Stanów Zjednoczonych" – dodał.

Zanim Waszyngton stał się legendą

Trudno odnieść wrażenie, że twórcy filmu "Młody Waszyngton" byli w tej kwestii innego zdania, co jednak wcale nie wpływa źle na ekranową opowieść. Bazująca na prawdziwych wydarzeniach historia młodzieńca, który – jak to zgrabnie ujęto w opisie filmu dla mediów – "dopiero odkrywa własne przeznaczenie", nie jest wcale papierowa – przeciwnie, dość wciągająca. Poznajemy pełnego pasji, marzeń ale i wątpliwości człowieka, który amerykańską legendą stanie się spory kawał czasu po zakończeniu kinowego seansu. A na razie jest dla widza interesującą postacią.

George Washington urodził się 22 lutego 1732 r. w Pope's Creek w brytyjskiej kolonii Wirginia, jako pierwszy z sześciorga dzieci Augustine'a Washingtona i jego drugiej żony Mary Ball. Jego pradziadek, John Washington przybył z Purleigh w hrabstwie Essex w Wielkiej Brytanii do Wirginii w 1657 roku – George był więc urodzonym Amerykaninem już w trzecim pokoleniu. W 1743 roku, w wieku jedenastu lat, został osierocony przez ojca – w spadku po nim otrzymał dziesięciu niewolników. Nie uczęszczał do szkół – co w filmie zostało zaakcentowane jako przejaw nierówności klasowych.

Młody Waszyngton jak Nikodem Dyzma

Ekranowy George jest w istocie społecznym pariasem – jego sprytne wtargnięcie na prestiżowe przyjęcie w domu arystokratycznych Fairfaxów może skojarzyć się widzom polskich seriali z "politycznym debiutem" Nikodema Dyzmy. Warto chyba jednak przypomnieć, że po Waszyngtonie pozostały Stany Zjednoczone, rondo i aleja w Warszawie, a po Dyzmie – niesmak, przechodzący chwilami nawet w ojkofobię.

George, jako syn drugiej żony swego ojca, w istocie należał do najbiedniejszej ówczesnej szlachty wirginijskiej – rzeczywiście nie stać go było na brytyjską szkołę. Domową edukację zapewnił mu przyrodni starszy brat Lawrence (1718-52). To z nim w 1751 roku George odbył swą jedyną "podróż zagraniczną" – spędzili 5 tygodni na Barbadosie, który jednak wówczas był również brytyjską kolonią.

Film pokazuje młodzieńca balansującego na skraju wirginijskiej elity, bezskutecznie próbującego znaleźć miejsce dla siebie w tym towarzystwie. Bardzo chciał zostać brytyjskim oficerem, ale taka kariera była nie dla niego. Brytyjczycy nie mieli dobrego zdania o amerykańskich kolonistach – co się w efekcie później na nich zemściło podczas amerykańskiej rewolucji. Tego ich nastawienia nie zmieniły walki z Francuzami i Indianami, w których Waszyngton wziął udział – otwierając sobie drogę do późniejszego awansu i dojrzewając jednocześnie w swej narodowej tożsamości. "Nie jestem brytyjskim oficerem ani angielskim dżentelmenem" – mówi Waszyngton w ostatniej scenie. "Jestem z Wirginii" – dodaje.

Najważniejsze wydarzenie w historii Ameryki

O tym, że dwadzieścia lat później wypowie Brytyjczykom posłuszeństwo i doprowadzi do powstania Stanów Zjednoczonych, informują napisy końcowe. "Młody Waszyngton" nie jest jednak rozliczeniem całego długiego życia pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych – jest próbą nakreślenia początków jego curriculum vitae, powiedzenia skąd taki a taki nagle w historii się wziął. Tę próbę film wytrzymuje – stanowiąc jednocześnie dobry pretekst do przypomnienia tej historycznej postaci.

"Nie chciał być dyktatorem. Przez całą karierę polityczną przybierał pozę milczącego, zdystansowanego obserwatora, a nie aktywnego polityka. I wygrał, milcząc" – napisał Łukasz Wójcik w "Poczcie prezydentów USA" ("Pomocnik Historyczny Polityki", październik 2024). Przypomniał, że w grudniu 1783 roku generał George Washington "pokornie poinformował Kongres, że nie chce być dyktatorem – nawet na chwilę". "Tamten dzień, w którym zwycięski wódz w wojnie o niepodległość USA dobrowolnie oddał kontrolę nad armią komisji wojskowej Kongresu, jest przez wielu amerykańskich historyków uważany za najważniejsze wydarzenie w historii Ameryki" – podkreślił publicysta "Polityki". "Julian Ursyn Niemcewicz, który osobiście poznał Washingtona, napisał: Oddanie władzy jest w obecnych czasach czymś nowym albo raczej nieznanym. A niedawny arcywróg generała, brytyjski król Jerzy III, w reakcji na rezygnację Washingtona nazwał go największym człowiekiem na świecie" – dodał Łukasz Wójcik.

Warto przypomnieć, że Niemcewicz, który spędził w Stanach Zjednoczonych prawie 10 lat, wziął też udział w uroczystościach pogrzebowych Waszyngtona w Mont Vernon w grudniu 1799 roku. "Nie zaziębił się, choć przez blisko 5 godzin niewłaściwie ubrany marzł na zewnątrz kościoła" – napisał Ryszard Walicki w artykule pt. "Arcyciekawa historia pioniera naszej dzielnicy" ("Passa", 2016).

Kontrowersyjny stosunek do niewolnictwa

Wracając do osoby Waszyngtona: stosunek do niewolnictwa – dziś tak mocno rzutujący na postrzeganie postaci sprzed dwóch wieków – nie był dlań sprawą najważniejszą. Takie były czasy. "Pod koniec życia był wraz ze swoją małżonką Martą Waszyngton właścicielem 318 ludzi, z czego 118 niewolników należało do niego osobiście. Czy żywił jakiekolwiek współczucie dla ich losu? Richard Parkinson, angielski sąsiad Waszyngtonów, pisał, że: Waszyngton traktował swoich niewolników ze zdecydowanie większą surowością niż inni właściciele ziemscy" – przypomniał Paweł Łepkowski. "Ta opinia stoi w sprzeczności ze zdaniem wyrażonym przez innego cudzoziemca podróżującego przez Wirginię, który pisał w swoich listach, że nigdzie w tej kolonii nie spotkał człowieka traktującego niewolników bardziej humanitarnie niż Jerzy Waszyngton. Historycy są jednak zgodni, że był surowym panem dla swoich poddanych: karał ich chłostą, a w najgorszych przypadkach odsprzedawał kupcom z Indii Zachodnich, zdając sobie sprawę, że często rozdziela rodziny i oddaje w ręce ludzi bezlitosnych" – dodał.

Film dla młodych chrześcijan

Wchodzący w piątek na ekrany polskich kin film doczekał się pierwszych recenzji. "Młody Waszyngton, wyprodukowany przez wytwórnię słynącą z fundamentalistycznego kina religijnego, ma trafić przede wszystkim do młodych amerykańskich chrześcijan o patriotycznych poglądach. I pewnie jako taki spełnia swoją funkcję, pozostając przy tym filmem jednowymiarowym i nudnym" – napisał krytyk komiksowy i filmowy Jakub Demiańczuk w recenzji pt. "Narodziny herosa" ("Polityka", 2026). Podkreślił jednak, że film "w swoim naiwnym patriotycznym uniesieniu przynajmniej jest w miarę uczciwy".

"Młody Waszyngton to kino solidne i godne obejrzenia. Nie spodziewałem się, że dzieło niezależnego studia może być tak rozsądnie i ciekawie nakręcone. Czasem jest w nim za mało emocji, czasem tytułowy bohater jest zbyt posągowy, ale koniec końców rozumiem, dlaczego George Washington to wdzięczny temat na filmową historię" – podsumował Adam Siennica, wicenaczelny redaktor naEKRANIE.pl.

Kto stoi za filmem?

Reżyserem wyprodukowanego przez Angel Studios "Młodego Waszyngtona" filmu jest Jon Erwin. W roli tytułowej wystąpił brytyjski aktor William Franklyn-Miller. W międzynarodowej obsadzie są także Ben Kingsley, Andy Serkis, Kelsey Grammer, Mary-Louise Parker, Mia Rodgers i Jonno Davies. Polskim dystrybutorem jest Galapagos Films.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
oprac. Piotr Kozłowski

Dziennikarz, redaktor i korektor z wieloletnim doświadczeniem. Przez lata publikował teksty, głównie kulturalne, w rozmaitych mediach, takich jak Gazeta Wyborcza, Wprost, Wirtualna Polska. W Dziennik.pl od 2017 roku, obecnie jako wydawca i redaktor newsroomu.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraNowy film historyczny budzi emocje. "Ma trafić do młodych chrześcijan" »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj