"Ponieważ jestem wrażliwym aktorem i nie czytuję recenzji, kiedy Quentin powierzył mi rolę znawcy filmu, nie mogłem odwołać się w myślach do jakiejkolwiek prawdziwej postaci
– bo zwyczajnie nie znam dobrze żadnego krytyka filmowego. Obawiałem się, że Quentin trochę mnie przecenia, prawie posikałem się w portki ze strachu pierwszego dnia zdjęć. Żeby
mnie jeszcze bardziej przygnębić, pierwszą scenę ustawiono mi z Bradem Pittem, a drugą – z Mikiem Myersem. Tarantino jest na szczęście jak otwarta książka – wszystko, co
o nim słyszeliście, jest prawdą. Nie ma różnicy między Quentinem prywatnie a Quentinem na pokaz. Najbardziej imponujące w jego pracy jest to, że każda postać ma napisaną historię
– od dzieciństwa do starości, którą Tarantino wymyślił, by sfilmować kilka dni jej życia."
Wejście na plan „Bękartów wojny” będę wspominał jako jedna z najlepszych prac w moim życiu. Najpierw pracowałem z Elim Rothem, który nie tylko występuje w filmie, ale
jest też reżyserem pokazywanego w „Bękartach...” filmu propagandowego „Duma narodu” o dzielnym obrońcy Sycylii – czyli o mnie. Eli szalał,
właził z całym sprzętem na dachy, ubawiliśmy się jak dzieci, kręcąc tę agitkę. Mam nadzieję, że Quentin doda ten film jako dodatek na DVD. Na pamiątkę podarowano mi plakat, który
zagrał w filmie: ja na tle wielkiej swastyki – niestety nie mogę go nigdzie powiesić, bo mieszkam w Niemczech. Wielka szkoda, że teraz gnije w piwnicy.
Zawsze zazdrościłem Quentinowi, że kiedy on ćwiartuje kolesia przed kamerą, to sztuka, a kiedy ja bezczeszczę zwłoki w „Hostelu”, to
od razu jest slasher. Żydowska fantazja o zemście była moim filmowym marzeniem. Pochodzę z żydowskiej rodziny, która żyła pamięcią Holokaustu. Dziadek opowiadał makabryczne historie z
Białegostoku, gdzie się urodził. Z jego relacji wiem, że winni Zagłady byli nie tylko Niemcy, ale wszystkie kraje, które okupowali: Polska, Litwa, Rumunia, Chorwacja. Jeden król Danii miał
odwagę założyć żółta gwiazdę. Nie widzę nic złego w tym, że pisze się wreszcie wprost o tym, że Polacy zawiedli Żydów. Nie mówię, że tak jest teraz, ale musicie przyznać, że teraz
też macie wielki problem z antysemityzmem. Najgorsze, co możecie zrobić, to udawać, że nic się nie zdarzyło. Jeśli jest polska nazwa na Auschwitz, powinno się jej używać. To Polacy
zawiedli członków mojej rodziny, która zginęła w Holokauście. A jak jeszcze raz przeczytam tekst jakiegoś debila z Izraela, że „Bękarty...” podważają wagę Holokaustu,
to dostanę piany, takich idiotów powinno się wyrzucać z pracy.
Tarantino zrobił mi gigantyczną przyjemność, kiedy podczas tradycyjnych na jego planie środowych pokazów filmowych wyświetlił „Pukając do nieba bram” w reżyserii Thomasa
Jahna, gdzie zagrałem główną rolę. Zapowiedział go jako jeden ze swoich ulubionych filmów i wygłosił świetny wykład na jego temat. To chyba jedyny człowiek, dla którego mógłbym
złamać postanowienie, które podjąłem podczas przeprowadzki do Ameryki 10 lat temu, że nigdy w życiu nie zagram nazisty. Na szczęście w „Bękartach...” mundur musiałem
założyć jako przebranie. Odrzuciłem nawet rolę nazisty, którą proponował mi Steven Spielberg.
Quentin Tarantino zaprasza aktorów, którzy dostali się do finału castingu na kolację. Jest wyluzowany, atmosfera jest cudowna, dużo wina. Raptem po czterech godzinach radosnego biesiadowania
orientujesz się, że on przygląda ci się i ocenia, czy nadasz się do dramatycznej roli. Nastrój pryska w sekundę. Na planie był bardzo zabawny – udawał, że nie zna francuskiego, i
powtarzał: „dzień dobry, do widzenia, jestem reżyserem”, ale kiedy przychodzi do kontroli francuskich dialogów na planie, zaczepia: „przepraszam wydaje mi się, że
coś pominęłaś”.
Diane Kruger dla DZIENNIKA: Quentin rży na planie >>>
Christoph Waltz dla DZIENNIKA: Byłem narzędziem w rękach Tarantino
>>>
Aktor Tarantino obraża Polaków! Posłuchaj >>>