Dziennik Gazeta Prawana logo

Jeśli ryzykować, to tylko z Tarantino

18 grudnia 2009, 12:36
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Alternatywna historia II wojny światowej w "Bękartach wojny" pełna jest tarantinowskiej przemocy i humoru. Pod powierzchnią popowej marmolady opowiada jednak tragiczną historię. Współpracownik Quentina Tarantino, producent Lawrence Bender, zdradza, co było najtrudniejsze w tym projekcie i dlaczego bezgranicznie ufa Tarantino.


Oczywiście myślałem wcześniej o tego typu filmie. Jednak wszystkie dobre scenariusze poruszające temat Holokaustu omijały moje biurko, do czasu „Bękartów wojny”. Mogę powiedzieć, że czekałem na taki scenariusz od lat. To pierwszy obraz, nie licząc „Niewygodnej prawdy” – zapisu jednego z wykładów Ala Gore’a, w który tak bardzo zaangażowałem się emocjonalnie. Do tej pory zależało mi przede wszystkim na atrakcyjności mojej produkcji. W przypadku „Bękartów wojny” jest inaczej, one łączą wszystkie największe pasje mojego życia: film, politykę i dumę z bycia Żydem.


Quentin pracował nad „Bękartami wojny” ponad 10 lat. Od początku opowiadał mi o tym projekcie. Zbierał materiały, czytał biografie uczestników tamtych wydarzeń, oglądał filmy z okresu II wojny światowej. Co pewien czas pokazywał mi kilka stron tekstu. Wreszcie podczas swoich zeszłorocznych urodzin w Las Vegas zdradził, że ma gotowy scenariusz. Kilka dni później dostałem tekst i od razu przeczytałem go dwa razy z rzędu. Już pierwsza scena wcisnęła mnie w fotel, uważam ją za jedno z najlepszych otwarć filmowych w historii kina. Zadzwoniłem do Quentina i powiedziałem: dziękuję ci jako fan, producent i jako Żyd. To jak spełnienie zakazanego snu Żydów. Odpowiedział krótko: Wow!


Bardzo obawialiśmy się ich przyjęcia w Tel Awiwie. Na szczęście okazało się, że niepotrzebnie. Mieliśmy znakomite otwarcie w Izraelu, zresztą tak samo dobre było na przykład w Berlinie. Równie dla mnie ważne – poza wypchanym portfelem oczywiście – są pozytywne wypowiedzi o nim działaczy organizacji żydowskich, ortodoksyjnych Żydów.


Zdecydowanie scena pożaru w kinie. Musieliśmy spalić salę ze 150 elegancko ubranymi ludźmi w środku. Początkowo chcieliśmy nakręcić ją w studio Marleny Dietrich w Babelsbergu. W tamtym pomieszczeniu było jednak masę drewna. Nie można było rozpalić nawet grilla, nie mówiąc już o pożarze. Na dodatek Quentin chciał, by w jego obrazie pojawiło się jak najmniej efektów specjalnych. Więc pytaniem było: jak bezpiecznie wzniecić taki ogień i jak bezpiecznie sfilmować z prawdziwym ogniem ludzi? Przy użyciu minimalnych efektów udało się.


Film Spielberga jest arcydziełem, nie ma co do tego wątpliwości. Cenię sobie jednak kino, które wytacza nowe kierunki, a takie jest choćby „Życie jest piękne”. Komedia o Holokauście? Jak śmiesz! – powiedziało pewnie wielu Benigniemu, ale moim zdaniem to jeden z najważniejszych filmów dla Żydów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj