Oczywiście myślałem wcześniej o tego typu filmie. Jednak wszystkie dobre scenariusze poruszające temat Holokaustu omijały moje biurko, do czasu „Bękartów
wojny”. Mogę powiedzieć, że czekałem na taki scenariusz od lat. To pierwszy obraz, nie licząc „Niewygodnej prawdy” – zapisu jednego z wykładów Ala
Gore’a, w który tak bardzo zaangażowałem się emocjonalnie. Do tej pory zależało mi przede wszystkim na atrakcyjności mojej produkcji. W przypadku „Bękartów
wojny” jest inaczej, one łączą wszystkie największe pasje mojego życia: film, politykę i dumę z bycia Żydem.
Quentin pracował nad „Bękartami wojny” ponad 10 lat. Od początku opowiadał mi o tym projekcie. Zbierał materiały, czytał biografie uczestników tamtych wydarzeń, oglądał
filmy z okresu II wojny światowej. Co pewien czas pokazywał mi kilka stron tekstu. Wreszcie podczas swoich zeszłorocznych urodzin w Las Vegas zdradził, że ma gotowy scenariusz. Kilka dni
później dostałem tekst i od razu przeczytałem go dwa razy z rzędu. Już pierwsza scena wcisnęła mnie w fotel, uważam ją za jedno z najlepszych otwarć filmowych w historii kina. Zadzwoniłem
do Quentina i powiedziałem: dziękuję ci jako fan, producent i jako Żyd. To jak spełnienie zakazanego snu Żydów. Odpowiedział krótko: Wow!
Bardzo obawialiśmy się ich przyjęcia w Tel Awiwie. Na szczęście okazało się, że niepotrzebnie. Mieliśmy znakomite otwarcie w Izraelu, zresztą tak samo dobre było na przykład w Berlinie.
Równie dla mnie ważne – poza wypchanym portfelem oczywiście – są pozytywne wypowiedzi o nim działaczy organizacji żydowskich, ortodoksyjnych Żydów.
Zdecydowanie scena pożaru w kinie. Musieliśmy spalić salę ze 150 elegancko ubranymi ludźmi w środku. Początkowo chcieliśmy nakręcić ją w studio Marleny Dietrich w Babelsbergu. W tamtym
pomieszczeniu było jednak masę drewna. Nie można było rozpalić nawet grilla, nie mówiąc już o pożarze. Na dodatek Quentin chciał, by w jego obrazie pojawiło się jak najmniej efektów
specjalnych. Więc pytaniem było: jak bezpiecznie wzniecić taki ogień i jak bezpiecznie sfilmować z prawdziwym ogniem ludzi? Przy użyciu minimalnych efektów udało się.
Film Spielberga jest arcydziełem, nie ma co do tego wątpliwości. Cenię sobie jednak kino, które wytacza nowe kierunki, a takie jest choćby „Życie jest piękne”. Komedia o
Holokauście? Jak śmiesz! – powiedziało pewnie wielu Benigniemu, ale moim zdaniem to jeden z najważniejszych filmów dla Żydów.