Kiedy reżyser deklaruje, że w swoim filmie chciał dotrzeć do uniwersalnych aspektów ludzkiego doświadczenia, ogarnia mnie lekki niepokój. Pierwszy pełnometrażowy film znanej australijskiej animatorki Sarah Watt dowodzi, że jest to niepokój w pełni uzasadniony.

Reklama

Otwierająca „Z drugiej strony” katastrofa kolejowa jest dopiero początkiem obfitującego w tragiczne zdarzenia weekendu. Fotograf z gazety dowiaduje się, że ma raka, jednak spotkanie z lekarzem, który postawi bardziej precyzyjną diagnozę, wyznaczono dopiero na poniedziałek. Znerwicowany dziennikarz, obsesyjnie doszukujący się znaków samobójstwa w wypadkach, nie potrafi porozumieć się z dziećmi i byłą żoną, w dodatku obecna dziewczyna mówi mu o niechcianej ciąży. Podczas reportażu z miejsca kolejnego wypadku kolejowego obaj poznają Meryl, rysowniczkę, która wracając z pogrzebu ojca, była świadkiem śmierci człowieka pod kołami pociągu.

Wszechobecna śmierć i lęk przed nią zajmują myśli bohaterów filmu, którzy niczym karykatury postaci z twórczości Krzysztofa Kieślowskiego znajdują się w szponach przypadku. Reżyserka pokazuje ludzi tak nieszczęśliwych, że aż groteskowych, serwując na koniec tanie pocieszenie w kiczowatych obrazkach kwiatków rosnących na grobach i spłakanych twarzyczkach niemowląt.

Jedynym powodem, dla którego można się skusić na seans „Z drugiej strony” są znakomite animacje, które ilustrują coraz bardziej katastroficzne myśli Meryl. Jednak, by przekonać się, że Watt to znakomita rysowniczka, lepiej obejrzeć jej wcześniejsze animowane dzieła niż wydmuszkę fabularną.

Z drugiej strony (Look Both Ways)

Australia 2005; reżyseria: Sarah Watt; obsada: Justine Clarke, William McInnes, Anthony Hayes; dystrybucja: Art House; czas: 100 min

Premiera: 18 lipca