Dziennik Gazeta Prawana logo

Cyberwojna w Hollywood. Scena śmierci Kim Dzong Una szybko zniknęła z sieci

19 grudnia 2014, 18:23
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Aktor odtwarzający postać Kim Dzong Una w "The Interview"
Aktor odtwarzający postać Kim Dzong Una w "The Interview"/Media
Gwiazdor talk show Dave Skylark wraz ze swoim producentem Aaronem Rapoportem umawiają się na jedyny na świecie wywiad z dyktatorem północnej Korei Kim Dzong Unem. Kiedy jednak CIA dowiaduję się o tym postanawia zlecić im zabójstwo Kima... Tak zaczyna się "The Interview", film który wywołał międzynarodowy skandal i ściągnął na jego producenta  - firmę Sony - zemstę hackerów. Jak kończy się "zakazane" dzieło? Przez jakiś czas można go było obejrzeć w sieci.

tłumaczy firma w oświadczeniu, które trafiło do mediów po tym, jak firma zdecydowała się odwołać premierę "The Interview" (w Polsce znanego jako "Wywiad ze Słońcem Narodu").

To pokłosie ataku i gróźb GOP – Guardians of Peace, cyberprzestępców którzy zapowiedzieli, że zaatakują kina wyświetlające film. Wiele sieci kin potraktowało groźbę ataku terrorystycznego zupełnie poważnie. Skalę potencjalnych zamachów porównano do wydarzeń z 11 września 2001 r.  W listopadzie ta sama grupa włamała się do systemu komputerowego Sony Pictures i zaapelowała do koncernu, by "natychmiast przestał pokazywać film o terroryzmie, który może zakończyć regionalny pokój i wywołać wojnę".

"Wywiad ze Słońcem Narodu" pokazano do tej pory tylko raz. W Los Angeles, 25 grudnia komedia miała trafić do kin na całym świecie. Decyzja wywołała poruszenie w filmowym świecie. Mia Farrow, komentowała na Twitterze: . Z kolei Steve Carell napisał zaś:

Do sieci wyciekł najbardziej kontrowersyjny fragment filmu – w którym Kim Dzong Un w spektakularny sposób ginie. Ale wideo szybko zniknęło. Widać na nim, jak płomienie wybuchającego zbiornika z paliwem pochłaniają koreańskiego przywódcę.

Po decyzji Son hakerzy w wiadomości przesłanej telewizji CNN cieszą się z wycofania "Wywiadu ze Słońcem Narodu" z kin i zapewniają, że przechwycone dane będą bezpieczne "jeśli nie będzie dodatkowych problemów". 

Tymczasem ambasada Chin w USA wezwała amerykańskie władze do podzielenia się dowodami w sprawie cyberataku. Dyplomaci podkreślają również, że Pekin nie wspiera cyberprzestępstw popełnianych w Chinach.

Sprawę bada FBI, które nie ma wątpliwości, że za atakiem hakerskim stoi Korea Północna.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj