Podróże

Reklama

Podróżuję, bo muszę i lubię. Należę do pokolenia, któremu w młodości powiedziano, że nigdy nie będzie podróżować. Nigdy, przynajmniej poza granice kraju. Były lata 50. Tęsknota za nieznanym światem, za miejscem, skąd dobywają się głosy w radiu BBC jeszcze bardziej podsycała chęć zwiedzania. Kiedy pierwszy raz w okolicach tzw. odwilży okazało się, że można się starać o paszport, natychmiast zacząłem o niego zabiegać. Pierwszy raz byłem w Rosji, około roku 1957. Już rok później udało mi się wyjechać do Francji, na konkurs filmów amatorskich. Od tego czasu wymyślałem pretekst, żeby pojechać gdziekolwiek. Rzymskie przysłowie brzmi navigare necesse est - żeglowanie jest rzeczą konieczną. Dla mnie konieczne są podróże. Człowiek dzięki nim otrząsa się z rutyny.

Miejsce

Zawsze podróżowaniu towarzyszy rozterka między pragnieniem odwiedzenia miejsc już znanych i ciekawością tych jeszcze nieznanych. W Europie nie ma wielu miast, które byłyby dla mnie nowością. Dlatego wybieram między znanymi. Lista miejsc, które lubię, jest banalna: Rzym, Paryż, Wenecja, Monachium, Berlin. Z ciekawością bywam w Madrycie, w Toledo, Sewilli czy Saragossie. W Nowym Jorku mieszkałem dwa lata, ale wracam do niego z ogromnym przejęciem. Bardzo lubię Indie - przejmujące i wstrząsające. Niedawno odkrywałem Chiny. Nie są ani łatwym, ani przyjemnym miejscem podróży. Zawsze z zachwytem patrzę na Petersburg. Najczęściej bywam w Moskwie. To trudne miasto, którego estetyka raczej zdumiewa niż zachwyca. We Lwowie byłem przed chwilą. To miasto wiecznych odkryć. Ciągle wracam do stałych miejsc. Chyba, że trafi się coś nowego, ostatnio Hermannstadt czyli Sybin czy w ogóle Transylwania (Siedmiogród). Te miejsca są świadectwem, że kwitła w nich cywilizacja, po której teraz zostały już tylko skromne pamiątki.

Książki

Żartobliwie powtarzam zdanie Hertza, że już wszystkie książki mam. Wystarczy klasyki, również współczesnej, więc nie mam czasu na nowinki. Zresztą muszę oszczędzać wzrok. Czytam tylko to, o czym kilka osób przekona mnie, że jest godne najwyższej uwagi. W podróży czyta się niewygodnie. Lektura musi mieć wielką siłę oddziaływania, żeby pokonać niewygodę w ciasnym samolocie czy źle oświetlonym pociągu. Myślę, że nikt nie miałby odwagi powiedzieć, że naprawdę przeczytał np. Prousta. Czytałem go w kawałkach i myślę, że nie znajdę już czasu, by poznać go "od deski do deski". Ciągle ktoś coś pisze, co trzeba przeczytać. Do takich pozycji należy ostatnia powieść Piotra Wojciechowskiego "Doczekaj nowiu". Cenię też eseistykę Jerzego Sosnowskiego i Jerzego Surdykowskiego. Ciekawa jest ostatnia książka Tadeusza Gadacza - "O umiejetności życia". Rzecz o szczęściu i pełni życia. Nowości odkładam. Jeśli nawet książka jest modna, to czekam, czy się utrzyma. Jeśli za trzy lata będzie się nadal o niej mówiło, trzeba po nią sięgnąć.

Moda

Uczono mnie, że modnie ubierają sie modelki. Ale ubrana jak modelka, tzn. marnie ubrana. Osoby mające gust nigdy nie powinny zwracać uwagę na modę. W dobrym towarzystwie nie wypada być modnie ubranym. Człowiek z klasą ma dystans do wszystkiego. Życie z klasą jest zawsze służbą.

Fizyka

Moja pierwsza fascynacja. Był rok 1955. Wtedy nie było wyboru. Dlatego zacząłem studiować fizykę na Uniwersytecie Warszawskim. Wprawdzie tradycja nakazywała zostać architektem. Mój ojciec był inżynierem, właścicielem firmy budowlanej. Dziadek i pradziadek również byli związani z branżą budowlaną. Jednak w moim domu wyśmiewano MDM i Pałac Kultury, a ja wiedziałem, że podobne domy będę za chwilę projektował. Dlatego się zbuntowałem i uciekłem w rejony nieskalane. Fizyka, matematyka były czyste. Tam nie wchodziła żadna ideologia. Tam profesorem był ten, kto się znał, a nie ten, którego partia wydelegowała. Na Uniwersytecie spotkałem wspaniałych ludzi. Po kilku latach spostrzegłem jednak, że moje zainteresownie materią nie jest wystarczające. Bardziej interesuję się człowiekiem, a tego fizyka nie studiuje.

Muzyka

Na muzykę mam mało czasu, dlatego słucham najlepszej. Przez trudną młodość swoją uwagę skupiłem na tzw. muzyce poważnej. Nazwa jest co najmniej głupkowata. Bo czy Mozart jest poważny? Może poważny jest w "Requiem", ale nie w całym szeregu divertimentów, które przecież powstały z myślą o rozrywce. To jednak rozrywka z wysokiej półki. Z tzw. muzyką popularną mam mały kontakt. Bardzo lubię piosenkę francuską. Kiedyś słuchałem Ewy Dymarczyk. Często słucham muzyki koncertowej. Wtedy skupiam na niej całą uwagę. Nie słucham kiedy piszę, nie lubię tła dźwiękowego.

Kuchnia

Niebezpieczny temat, bo mam nadwagę, z którą walczę całe życie. Jestem ofiarą własnego łakomstwa. Kiedy odwiedzam inne kraje z reguły nie odmawiam sobie smakowania tamtejszej kuchni. Tłumaczę sobie, że to jest swoisty rodzaj poznania, poszerzanie horyzontów, nie tylko czyste łakomstwo. Z Tajlandii bardzo mocno został mi smak taju, który bardzo odbiega od naszego smaku. Trawa cytrynowa, mleczko koksowe - dobre dodatki. Polubiłem też chińskie specjały, które nie są bardzo odmienne od kuchni europejskiej. Kuchnia chińska jest osobliwa, oryginalna, lekka i zdrowa. Ryż, warzywa i tysiące przypraw. Ale bardzo różni się od siebie w różnych miejscach tego kontynentu.