Dziennik Gazeta Prawana logo

Mieliśmy polską Gretę Garbo

8 lutego 2008, 00:22
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Już jutro do kupienia z DZIENNIKIEM nowa seria płyt DVD "Kino - Retro". Jako pierwszy ukaże się film "Każdemu wolno kochać" ze znakomitą rolą Adolfa Dymszy.O fenomenie międzywojennego kina, próbach propagandowego wykorzystania filmów z tamtego okresu przez władze PRL oraz o polskiej Grecie Garbo mówi DZIENNIKOWI Krzysztof Zanussi.


Ogromna popularność polskiego kina w międzywojniu spowodowana była radością z odzyskanego języka. W tamtych czasach nie byliśmy chyba tego świadomi, że to było jednak kino narodowe - przez nasz język, aktorów i historię, o której opowiadały. Było elementem scalającym Polskę porozbiorową. To autentyczny i niepodważalny wkład kinematografii tego okresu w kulturę polską. Dało nam też zręby, bez których nie mielibyśmy kinematografii powojennej.


Oczywiście, ale trzeba zaznaczyć, że głównie byli to ludzie ze stowarzyszenia START - m.in. Aleksander Ford, Wanda Jakubowska, Jerzy Bossak, Władysław Forbert, Stanisław Wohl i Antonim Bohdziewicz - czyli grupy, która była w opozycji do wielkich wytwórni. Z bardziej komercyjnego nurtu przetrwał Leonard Buczkowski.


Rzeczywiście żydłaczenie było wtedy przedmiotem wielkiej zabawy. Szmonces bardzo śmieszył, zresztą tak jak wszystkie dialekty ówczesnej polszczyzny.

Niebagatelny udział producentów pochodzenia żydowskiego nie wyróżniał polskiej kinematografii. Tak samo było w Niemczech, które były pierwszym wielkim krajem przemysłu filmowego, a potem w Hollywood, do którego żydowscy twórcy uciekli z III Rzeszy.


W czasie okupacji nie miałem na to szans. Byłem dzieckiem, a poza tym wtedy do kina się nie chodziło. Mój pierwszy kontakt z kinem międzywojennym miał miejsce w szkole filmowej oraz na pokazach w klubach dyskusyjnych. Potem z okazji świąt pokazywała je telewizja, żeby zatrzymać starsze pokolenie i zniechęcić do chodzenia na uroczystości religijne. To był taki śmieszny wyłom - promowano jedną niepoprawność ideologiczną, żeby zagłuszyć drugą. Uważano te filmy za niesłuszne, ale uznano, że można je wykorzystać.


Tak, tamtych filmów nie pokazywano, żeby gloryfikować przedwojenną Polskę; nie chciano, żeby była pamiętana jako kraj tryskający życiem i rozbawiony.


Więcej o tamtych czasach mówił dokument. Dla mnie osobiście ważna była "Celuloza" Jerzego Kawalerowicza, film powojenny, który mimo socrealistycznych serwitutów był wnikliwym świadectwem poprzedniej epoki. W międzywojniu filmy kręcono głównie w studio, ale czasami realizatorzy wychodzili w plener i zatrzymywali w kadrze także fragmenty przedwojennej, niezburzonej Warszawy. Te filmy miały coś z ducha tamtego czasu.


Najmocniej pamiętam "Młody las" Józefa Lejtesa, film o szkolnym strajku w czasach caratu. Zrobił na mnie wielkie wrażenie być może ze względu na tematykę - oglądając go, byłem uczniem albo studentem.


Jadwiga Smosarska - polska Greta Garbo, aktorka posługująca się bardzo nowoczesnymi środkami wyrazu. Mieczysława Ćwiklińska, którą miałem okazję oglądać w teatrze. Przed wojną królowała na ekranie, miał swój styl, poczucie humoru. I Elżbieta Barszczewska, bardzo długo aktywna na scenie.


Oglądając niedawno "Kanał" Wajdy uświadomiłem sobie, że jeszcze w latach 50. polscy aktorzy w filmie wypowiadali dźwięczne, tylnojęzykowe "ł", dlatego że to była zasada wymowy scenicznej i kresowej. Wszystkie filmy przedwojenne brzmiały, jakby były obsadzone wyłącznie aktorami pochodzącymi z Kresów. Dziś ta fonetyka już zanikła. Ciągłość kina odkrywa się po latach. Wie pan, w młodości dyskutowaliśmy o tych filmach z paternalistycznym dystansem - traktowaliśmy je jak przedwojenny folklor. Odczuwaliśmy dumę z tego, że kino przedwojenne jest już zamkniętym rozdziałem. Było ogromne poczucie, że to, co robimy, jest czymś innym, że my uprawiamy sztukę, a tamto kino było jarmarkiem. Dziś, na fali populistycznych filmów, komedii romantycznych, a może nawet już od czasu, kiedy kino Stanisława Barei zaczęło budować pomost z masową publicznością, odzyskaliśmy poczucie, że jest pewna ciągłość i że bez tamtego popularnego kina nie byłoby nas, szkoły polskiej, która przecież sięgała wyżej - miała więcej afiliacji z wielkim teatrem czy literaturą.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj