Inne
Reklama

To kolejna odsłona rywalizacji między dwoma studiami filmowymi. Tego lata na ekrany wchodzi bowiem czwarta część "Shreka" – "Shrek Forever" (polska premiera 9 lipca, w Stanach Zjednoczonych film jest w kinach od 21 maja) – oraz wyczekiwana "Toy Story 3", którą zobaczymy w Polsce równocześnie ze światową premierą w najbliższy piątek 18 czerwca. Oczywiście oba filmy nakręcone są w modnej ostatnio technologii 3D i jak zapowiadają producenci, oba będą finałowymi odsłonami popularnych serii.

Pod względem finansowym "Shrek" miażdży konkurencję. Cztery części animacji zarobiły dotychczas blisko 2,5 mld. dol. (dane na podstawie internetowego agregatora box-office’u www.the-numbers.com), co plasuje je na ósmej pozycji wśród najbardziej kasowych kinowych serii, m.in. po „Harrym Potterze”, „Bondzie” i „Gwiezdnych wojnach”. Sam „Shrek 2” przyniósł zyski w wysokości 919 mln dol. (13. miejsce wśród najbardziej kasowych filmów wszech czasów).

Shrek jest najlepszy

Jeśli chodzi o serie animowane, żadna nie może się równać ze „Shrekiem”. Wyprodukowana przez 20th Century Fox trylogia „Epoka lodowcowa” zgromadziła łączne wpływy na poziomie 1,9 mld dol., zaś Pixarowskie „Toy Story” zarobiło „zaledwie” 880 mln dol., włączając w to dochód z wprowadzonych niedawno do kinowej dystrybucji odnowionych w technice 3D pierwszych dwóch części. Jednak nie wszystkie karty zostały już rozdane. „Toy Story 3” ma spore szanse na podbicie światowego box office’u, a na pewno na pokonanie „Shreka Forever”, który otworzył się w USA z mało satysfakcjonującym wynikiem 70 mln dol. – dla porównania w 2007 r. „Shrek Trzeci” zgromadził w weekend otwarcia 121 mln dol.

Nakręcony w 1995 roku film „Toy Story”, który opowiada o przygodach zabawek: kowboja Chudego i jego przyjaciół, był pierwszą w pełni komputerową pełnometrażową animacją. Zachwycił widzów nie tylko technologiczną maestrią, ale przede wszystkim znakomitym scenariuszem, który umieszcza go wśród nieśmiertelnej klasyki, obok disneyowskich hitów, takich jak „Dumbo” i „Królewna Śnieżka” (notabene Walt Disney Company w 2006 r. kupiła studio Pixar).

2 mld dol. z zabawek

Studio DreamWorks od dawna próbuje Pixarowi dorównać. Pojedynek toczy się nieprzerwanie od 1998 roku, kiedy to w odpowiedzi na Pixarowskie „Dawno temu w trawie” DreamWorks wypuściła swoją pierwszą animację „Mrówka Z”. Od czasu premiery „Shreka” w 2001 r., który podbił widzów obrazoburczym humorem i zarobił blisko pół miliarda dolarów (tyle samo co w 1999 r. „Toy Story 2”), rywalizacja przybrała na sile. O ile pod względem artystycznym wygrywa bezapelacyjnie Pixar, to finansowo DreamWorks jest do przodu, przynajmniej jeśli chodzi o wpływy kinowe. Jednak popularne animowane serie generują również spore zyski z merchandisingu i franczyzy. I tu leży szansa „Toy Story” na zdetronizowanie „Shreka”.

Według szacunków przedstawionych przez Disneya wpływy ze sprzedaży samych zabawek i ubrań z „Toy Story 3” mogą przynieść zysk około 2 mld dol. Jeśli doliczyć do tego franczyzy w postaci chociażby gier wideo (na tym polu „Shreki” przegrywają z „Toy Story” o kilka długości), to wynik pojedynku wcale nie jest taki pewny. Co czyni go jeszcze bardziej interesującym.