Idąc na pokaz "Elity zabójców", oczekiwałem poważnego kina akcji na miarę "Gorączki" Michaela Manna. Głównie ze względu na znakomitą obsadę: Robert De Niro, Jason Statham, Clive Owen, Dominic Purcell. Poza tym scenariusz oparty został na książce Ranulpha Fiennesa "Elita zabójców". To historia gry z lat 80., podobno prawdziwej, brytyjskich służb specjalnych SAS z grupą zabójców wynajętych przez szejka Omanu. Kilka lat wcześniej SAS zlikwidował synów szejka. Ten, by pomścić ich śmierć, chce zabić tych, którzy pozbawili życia jego synów. Wynajmuje do tej akcji najemnika Huntera (Robert De Niro), który przestraszony rozmachem zadania nie wykonuje go. Zostaje uwięziony przez szejka. To z kolei zmusza do powrotu do najemniczej pracy zabójcę Danny’ego Bryce’a (Jason Statham). Ze swoją grupą musi zlikwidować oficerów SAS, inaczej Hunter zginie.

Sposób realizacji filmu i akcja, jaka go wypełnia, dorównują "Gorączce". Już pierwsza scena wspólnej akcji Danny’ego i Huntera wbija w fotel. Doskonale, realistycznie zrealizowane są wszystkie sceny strzelanin, pościgów i walk wręcz. Aktorsko, poza lekko drewnianym, grającym w zasadzie jedną miną Stathamem, też jest bardzo przyzwoicie. Znakomici są zwłaszcza Purcell i Owen – zły w każdej sekundzie swoich scen. Nie odstaje nieszarżujący, usunięty lekko w cień De Niro.

Scenograf i kostiumograf też spisali się na medal. Duch lat 80., w których dzieją się opisywane wydarzenia jest oddany nienachalnie, ale z wciągającym urokiem. Samochody, stroje, zarosty bohaterów, muzyka sprzed wyburzenia muru berlińskiego – to wszystko dodaje filmowi uroku. Zwróćcie też uwagę na doskonały dźwięk, szczególnie w stłuczkach samochodów. Słychać dosłownie każdy zbity reflektor.

Niestety obraz psuje romantyczny wątek miłości Danny'ego i kobiety, którą znał jako małą dziewczynkę biegającą koło jego domu w gumiakach. Związek zabójcy z Anne (Yvonne Strahovski, rodzice aktorki pochodzą z Warszawy) jest naciągany i sztuczny jak żarty Karola Strasburgera w "Familiadzie". On po strzelaniu do ludzi zamienia się w cieślę i remontuje swój australijski dom. Ona, samotna farmerka, mieszka obok. Nie pyta o jego przeszłość, domyślając się jednak, że wykonuje jakąś czarną robotę. Anne wygląda jak przeniesiona z nowojorskiego butiku, a nie wychowana na wsi farmerka. Ich dialogi są równie błyskotliwe, jak w polskich komediach romantycznych. Ten wątek niepotrzebnie psuje poważną męską akcję "Elity zabójców".

Szkoda, bo film mógł stać się współczesnym odpowiednikiem obrazów Sama Peckinpaha. A jest jedynie solidnym kinem sensacyjnym.

ELITA ZABÓJCÓW | Australia, USA 2011 | reżyseria: Gary McKendry | dystrybucja: Monolith Films | czas: 116 min