Radu Jude traktuje obiektyw kamery jak krzywe zwierciadło, w którym odbija się całe życie bohaterki. Tytułowa "Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie" eksponuje szeroki uśmiech. Wystarczy jednak rzut oka, by dostrzec, że to tylko wysilony grymas.

Wbrew pozorom nastoletnia Delia nie ma wielu powodów do radości. Dziewczyna właśnie przyjechała z prowincji do Bukaresztu, by odebrać samochód wygrany w konkursie organizowanym przez producenta napojów i zagrać główną rolę w reklamówce sponsora. Praca na planie idzie jednak jak po grudzie, a rodzice Delii bardzo chętnie zamieniliby wymarzoną nagrodę córki na zastrzyk żywej gotówki.

Zestawiająca ze sobą młodzieńczą naiwność, prowincjonalną małostkowość i zachłanny konsumpcjonizm "Najszczęśliwsza..." przywołuje na myśl wczesne filmy Milosa Formana. Choć Jude nie dorównuje autorowi "Pali się, moja panno" pod względem finezji i dowcipu, ma do zaoferowania inne atuty. W swoim pełnometrażowym debiucie zaskakuje trzeźwością spojrzenia i spójnością reżyserskiej wizji. Wobec wszystkich swoich bohaterów pozostaje jednakowo bezwzględny, dotkliwy i ironiczny.

Jude odważnie atakuje instytucję rodziny. Analiza stosunków między ojcem i matką Delii prowadzi do zdemaskowania rządzącej nimi hipokryzji. Pozorna idylla zostaje podszyta nieustanną walką o przywództwo. Słowne potyczki nie przynoszą jednak rozstrzygnięcia. Rozhisteryzowana jędza i zakompleksiony nieudacznik pozostają fałszywi, szorstcy i antypatyczni. Nic dziwnego, że Delia pragnie jak najszybciej wyzwolić się spod ich wpływu.


Kluczowe znaczenie dla dziewczyny zyskuje kontekst, w jakim pojawia się w jej życiu samochód. Pierwsza scena filmu pokazuje tytułową bohaterkę siedzącą na tylnej kanapie wysłużonego wozu rodziców. Z tej perspektywy Delia najpełniej odczuwa dokuczające jej poczucie zniewolenia. Wygrana w konkursie nowiutka dacia przynosi z kolei szansę na zmianę sytuacji. Właśnie dlatego dziewczyna tak bardzo nie chce dopuścić do sprzedaży samochodu i chwali się związanymi z nim planami. Myślami już mknie przed siebie, dodaje gazu i nie spogląda we wsteczne lusterko.

Kłopot w tym, że – jak sama przyznaje – nie posiada prawa jazdy. Pozornie marginesowa obserwacja stanowi w istocie woltę, która każe zrewidować stosunek do bohaterki. Delia przestaje być już konsekwentną buntowniczką przeciw ograniczonej mentalności ojca i matki. Pozbawiona możliwości wykonania swoich planów zamienia się w bujającą w obłokach smarkulę.

Płaszczyznę marzycielskiej ucieczki od rzeczywistości początkowo stanowi dla Delii także plan filmowy. W trakcie kręcenia reklamówki dziewczyna wdraża się do funkcjonowania w nieznanym środowisku. Początkowo światła reflektorów i wszechobecne kamery zachwycają młodą prowincjuszkę. Chwilę później sztuczny make-up, zniecierpliwienie operatorów i podniesiony głos reżysera nie pozostawiają już jednak wątpliwości. Plan reklamówki szybko okazuje się być takim samym więzieniem jak własny dom.

Skontrastowany w filmie świat prowincjonalnej rodziny i wielkomiejskiej zbiorowości łączy jednakowe zamiłowanie do pieniądza. Wszystkie ukazane w "Najszczęśliwszej..." relacje międzyludzkie zostają podporządkowane osiąganiu zysku i zaspokajaniu potrzeb materialnych. Najbardziej wyrazistą krytykę tej postawy stanowi powtarzana do znudzenia scena kręcenia reklamówki. Zmuszana każdorazowo do wypijania kolejnych butelek napoju Delia przekonuje się, że traktowana w ironicznie dosłowny sposób konsumpcja musi trwać aż po same mdłości.

Choć Delia udowadnia na planie, że nie jest wybitną aktorką, staje się przynajmniej pojętną uczennicą. Obserwacja otaczającego świata pozwala jej na idealne przyswojenie sposobu myślenia dorosłych. W finałowej scenie spotkania z ojcem traktuje rodzica jak kontrahenta, zamienia rozmowę w negocjacje, a swoje uczucia uznaje za przedmiot transakcji. Czy interesy z Dalią to aby na pewno czysta przyjemność?

NAJSZCZĘŚLIWSZA DZIEWCZYNA NA ŚWIECIE | Rumunia, Holandia, Francja, Japonia 2009 | reżyseria: Radu Jude | dystrybucja: Vivarto | czas: 90 min