Oleszczyk, krytyk filmowy i wykładowca na wydziale "Artes Liberales" Uniwersytetu Warszawskiego ocenił w rozmowie z PAP, że Piotr Szulkin "był jednym z największych wizjonerów i nonkonformistów polskiego kina, a jego twórczość jest godna, by porównywać ją z klasykami światowego science-fiction".

Sięgał po gatunek science fiction i łączył go z kwestiami politycznymi, tworząc swoje własne uniwersum, w którym motywy ze świata fantastyki naukowej, łączyły się z wątkami z twórczości Franza Kafki, wielkich antyutopistów w typie Orwella czy Huxleya, a także z bieżącymi obserwacjami życia politycznego w Polsce - zwłaszcza od końca lat 70. przez całe lata 80. - przypomniał Oleszczyk i zaznaczył, że zaowocowało to cyklem filmów, "które w zupełnie oryginalny i w zasadzie unikalny na skalę polską sposób komentowały tę rzeczywistość, zarazem ją przekraczając".

Zdaniem Oleszczyka, Szulkin w ten sposób opowiadał między innymi o zjawiskach totalitaryzmu i wszelkich nadużyć władzy wobec jednostki.

Oleszczyk zwrócił uwagę na bogactwo twórczości Szulkina. Najpierw kręcił krótkie filmy eksperymentalne, które były bardzo oryginalne i należą dziś do dziedzictwa światowej awangardy. Sięgał po motywy ludowe, na przykład w filmie "Oczy uroczne", ale także był pionierem wideoklipu: sfilmowany przez niego dla telewizji koncert SBB był bodaj pierwszym polskim wideoklipem, w którym połączenie obrazów w rytm muzyki było niesłychanie nowatorskie - powiedział.

Jak zaznaczył, eksperymentalne formy przybierały również pełnometrażowe obrazy Szulkina, wśród których wskazał między innymi "Golema" według scenariusza Tadeusza Sobolewskiego. Szulkin stworzył tam własny, fantasmagoryczny świat z pogranicza Kafki, ale także sięgający do mistyki żydowskiej, z pamiętnymi zdjęciami Zygmunta Samosiuka - powiedział.

Według Oleszczyka, po 1989 r. w polskim kinie "nagle zabrakło miejsca na filmy poszukujące, artystyczne", choć - jak przypomniał - w 1993 r. Szulkin zrealizował jeszcze eksperymentalny obraz pt. "Mięso (Ironica)". "Pokazał przekrój przez polską historię XX w. poprzez metaforyczną opowieść o tym, na ile dostępne było mięso; poprzez taki trywialny pomysł, w groteskowej formie ulicznej opery kręconej pod Halą Mirowską, w 25 minut opowiedział o polskiej, dwudziestowiecznej historii" - ocenił Oleszczyk.

Szulkin był twórcą ekscentrycznym, czasami niełatwym w kontaktach, świadomym swego ogromnego talentu, ale niestety w polskim kinie bywa tak, że czasami wizjonerzy bywają niezrozumiani i nie zawsze uzyskują wsparcie, na jakie zasługują" - podsumował krytyk i podkreślił, że Szulkin pod tym względem stoi w szeregu razem z Andrzejem Żuławskim i Grzegorzem Królikiewiczem. "Smutne jest to, że jego twórczość jest mało znana, bo nadal pozostaje aktualna i powinna pozostawać w ciągłym społecznym obiegu - dodał.