"Szukając Kelly" to historia ojca, którego córka uciekła z narzeczonym muzułmaninem. Dlaczego tę współczesną opowieść zrealizował pan w westernowej konwencji?
Thomas Bidegain:
Bohaterowie mojego filmu, zwłaszcza Alain, ojciec Kelly, wierzą, że są kowbojami. Akcja zaczyna się w 1994 roku, gdy trwała już druga wojna w Iraku, postrzegana przez ludzi jako wojna cywilizacji. Alain tak właśnie patrzy na muzułmanów: jako na swoich wrogów, "Indian", z którymi nie ma porozumienia. Początkowo nawet chciałem zatytułować film "Kowboje i Indianie" (oryginalny tytuł filmu brzmi ostatecznie "Les cowboys" – red.). Całą opowieść zbudowałem na tej metaforze, dzięki czemu mogłem skorzystać z wielu klasycznych westernowych scen, takich jak palenie fajki pokoju – tyle że nie z Indianami, a z talibami. Te gatunkowe klisze mogłem przetwarzać po swojemu, bawić się nimi. Na dodatek to mój reżyserski debiut, więc uznałem, że western będzie dla mnie mapą, wskazówką na początek nowej podróży. Mogłem pobawić się kinem gatunkowym nie tylko od strony wizualnej, lecz również intelektualnej – uważam western za doskonałą metaforę współczesności.

Czy kreując bohaterów, miał pan na myśli jakieś klasyczne role westernowe? Alain jest nieokrzesanym twardzielem w typie Johna Wayne'a, jego syn Kid przypomina raczej bohaterów granych przez Gary'ego Coopera.
Nie myślałem o konkretnych postaciach, ale o pewnym typie bohatera. Rzeczywiście, ojciec jest twardym, szorstkim, niemiłym człowiekiem. Nie traktuje dobrze swojej rodziny, upiera się przy swoich racjach. Ale jednocześnie chciałem, by widzowie wciąż mogli się z nim utożsamiać, by próbowali zrozumieć jego postępowanie, a nie widzieli w nim jedynie zgorzkniałego faceta. Właśnie dlatego zależało mi, by tę rolę zagrał François Damiens, kojarzony przede wszystkim z pozytywnymi rolami. François ma też odpowiednią posturę, niczym John Wayne jest potężnym, budzącym respekt mężczyzną, lecz również obiektem pożądania – kino gatunkowe potrzebuje właśnie takiego bohatera, emanującego męską siłą. Ta seksualizacja jest w tym przypadku niezbędna. Podobnie jest z jego synem: na początku to nieśmiały nastolatek, z biegiem czasu dojrzewa, staje się mężczyzną i przejmuje rolę bohatera. Ojcu tylko wydawało się, że jest kowbojem, ale to Kid staje się nim naprawdę: to on jeździ konno, przemierza pustynne krajobrazy, śpi pod gołym niebem.

Kid staje się w pełni mężczyzną, gdy porzuca dziewczynę i wyrusza na dalsze poszukiwania Kelly.
Postać Emmy właśnie do tego była mi potrzebna: to kolejna westernowa klisza, którą udało mi się wykorzystać w moim filmie. Producent zasugerował, żeby wyciąć ją ze scenariusza, ale nie zgodziłem się na to. Odpowiedziałem, że Emma jest po to, by Kid mógł pocałować ją na pożegnanie i ruszyć w dalszą drogę.

Polski tytuł filmu brzmi "Szukając Kelly", ale równie dobrze mógłby brzmieć "Szukając siebie". Alain i Kid poszukują zaginionej dziewczyny, ale przede wszystkim próbują odnaleźć sens życia i swoje miejsce w świecie.
To prawda. Film zaczyna się jako opowieść o ojcu poszukującym córki, ale później zmienia się w historię syna szukającego tego, co pozostało po jego ojcu. Ale samo poszukiwanie nie jest moim zdaniem istotą tego filmu. Przepraszam, że używam górnolotnych fraz, ale to także film o świecie, który stracił równowagę. Ja ten świat pokazuję oczywiście w skali mikro. Gdy Kelly znika, to nie tylko rozpada się jej rodzina, ale ma to wpływ także na całą społeczność. Potrzeba mnóstwo czasu, może dwóch, trzech pokoleń, żeby tę równowagę odzyskać. Dlatego tak ważna wydaje mi się tu drugoplanowa postać matki: to ona wbrew pozorom jest tu najsilniejsza, to ona próbuje ocalić swoją rodzinę przed rozpadem. To nie jest film o dżihadzie ani o starciu cywilizacji. To nie jest też opowieść o tych, którzy odeszli. Chciałem, żeby to był film o tych, którzy pozostali. O pojednaniu, o wspólnocie. O tym, jak odbudować łączące nas więzi, jak zrozumieć innych.

Jednocześnie nie udaje pan, że to porozumienie jest łatwe. Czasem jest niemożliwe, jak w krótkiej, choć mocnej scenie wizyty ojca w cygańskim obozowisku.
Patrzę na świat oczami swoich bohaterów. Dlatego nie ma tłumaczenia dialogów mówionych po cygańsku czy po arabsku. Nie ma ujęć kamery z lotu ptaka – kamera jest zawsze mniej więcej na poziomie oczu bohaterów. Pokazuję świat tak, jak oni go widzą. Ojciec nie rozumie i nie chce zrozumieć obcych, syn potrafi nawiązać z nimi nić porozumienia. Jego wizja "Indian" jest już zupełnie inna – nie postrzega ich jako wrogów, widzi w nich po prostu ludzi. Staje się pod tym względem mądrzejszy od ojca. Zależało mi na tym optymistycznym przesłaniu: na nadziei, że nasi synowie będą mądrzejsi niż my jesteśmy.

W swoim filmie unika pan jednoznacznych ocen.
Zawsze staram się nikogo nie oceniać. Lubię wszystkich swoich bohaterów, każdego staram się zrozumieć, czy w "Szukając Kelly", czy w "Proroku" albo "Imigrantach", których pisałem dla Jacques'a Audiarda. W ogóle kino nie jest po to, żeby oceniać. Jest po to, żeby reprezentować ludzi. Pokazywać różne postawy, sytuacje, zachowania. Ocenę trzeba zostawiać widzom.

A dlaczego w ogóle zdecydował się pan samodzielnie reżyserować? Aby mieć kontrolę nad całym filmem?
O nie, wolałbym jej nie mieć. Tym, co naprawdę przyciągnęło mnie do reżyserii, są aktorzy. Uwielbiam z nimi pracować, kształtować wraz z nimi bohaterów, zmieniać ich w czasie pracy nad filmem. Tego nie da się zaplanować w scenariuszu, nieważne, jak dobrym jesteś pisarzem. Możesz poprawiać scenę kilkanaście razy, pisać ją do nowa, ale ostateczny kształt nadaje jej dopiero praca z aktorami.

Thomas Bidegain – francuski scenarzysta, aktor, reżyser i producent. Zyskał sławę jako współautor scenariuszy do najgłośniejszych filmów Jacques'a Audiarda: "Prorok", "Z krwi i kości" oraz "Imigranci". Jest także współtwórcą scenariuszy, takich jak: "Saint Laurent" (reżyseria Bertrand Bonello) czy "Rozumiemy się bez słów" (reżyseria Éric Lartigau). "Szukając Kelly" to jego debiut reżyserski.

W "Szukając Kelly" Bidegain pokazuje historię szczęśliwej (przynajmniej na obrazku) rodziny (małżeństwo z dwójką dzieci), żyjącej na południu Francji i zakochanej w kulturze country. Sielanka trwa dopóki szesnastoletnia córka nie ucieka z domu, aby żyć w szariacie ze swoim muzułmańskim chłopakiem. Jej ojciec Alain nie jest w stanie się z tym pogodzić. Obsesyjnie szuka Kelly przez 10 lat, zostawiając wszystko, co do tej pory kochał. Jedynym sojusznikiem w tych wieloletnich poszukiwaniach jest jego syn Kid, który poświęca młodość na znalezienie siostry.