Łatwo zrozumieć, dlaczego zdecydowałeś się na realizację dokumentu o Chodorkowskim. Życie oligarchy wydaje się gotowym materiałem na scenariusz filmowy.

Cyril Tuschi: Dla mnie liczyło się przede wszystkim to, że Chodorkowski jest niezwykle złożoną postacią. W jego biografii nie ma nic przeciętnego. Wszystko opiera się na efektownych skrajnościach. Do tego dochodzi jeszcze pojedynek z Putinem. Gdy zajmowałem się tym fragmentem jego życia, czułem się, jakbym kręcił hollywoodzki blockbuster o walce superbohaterów.

Ja w Chodorkowskim dostrzegam raczej nawróconego grzesznika, który postanowił rzucić wyzwanie władzy. Pod tym względem twój bohater przypomina mi wręcz postacie z klasycznych powieści Dostojewskiego.

Podczas pracy nad filmem rzeczywiście miałem wrażenie, że obserwuję rzeczywistość rodem z "Gracza”". Myślę, że Rosjanie w ogóle uwielbiają hazard. To fascynujące, bo mogłoby się wydawać, że Chodorkowski jest pod tym względem inny, bardziej racjonalny. Okazuje się jednak, że również on był gotów poświęcić cały swój dotychczasowy dorobek i postawić wszystko na jedną kartę w konfrontacji z rządzącymi politykami.

Co sprawiło, że poniósł klęskę?

Nie istnieje konkretna przyczyna. Możemy tylko gdybać. Chodorkowski na pewno jest inteligentnym człowiekiem i wielkim wizjonerem. W działalności biznesowej był przyzwyczajony do tego, że jeśli system mu nie odpowiada, to robi wszystko, by wdrożyć swoje pomysły i go naprawić. Wierzył, że da radę zmienić Rosję tak samo, jak udało mu się zmodernizować Jukos. Ale przeliczył się.

Z twojego filmu wyłania się niejednoznaczny obraz Chodorkowskiego. Tymczasem wielu zachodnich aktywistów wciąż traktuje go jako nieskazitelny symbol oporu przeciw autorytarnej rosyjskiej władzy.

Ludzie tego typu niewiele wiedzą o Rosji i posługują się myślowymi kliszami. Chodorkowski jest przystojny, ma klasę i zachowuje się jak zachodnioeuropejski dżentelmen, więc wzbudza zaufanie. Tego typu oceny bywają z reguły bardzo zwodnicze. W analizie postaci Chodorkowskiego nie możemy jednak zapominać o jednym. Mimo błędów, które popełnił, naprawdę możemy traktować go jako ofiarę putinowskiego reżimu.

Czy twoja prywatna fascynacja postacią Chodorkowskiego wiązała się w jakiś sposób z charakteryzującymi cię rosyjskimi korzeniami?

Nigdy nie mówiłem po rosyjsku i gdy podejmowałem decyzję o realizacji "Chodorkowskiego", przeszłość mojej rodziny nie odgrywała w tym specjalnej roli. Niemniej jednak muszę przyznać, że podczas kręcenia filmu spędziłem mnóstwo czasu na zbieraniu informacji o swoich przodkach. Dowiedziałem się na przykład, że moi dziadkowie byli właścicielami prężnie działającej fabryki w jednym z rosyjskich miast, ale musieli opuścić kraj w okresie rewolucji październikowej. Uzyskanie tej wiedzy stanowiło dla mnie jedyny w swoim rodzaju powrót do przeszłości. Dziś myślę, że gdyby nie moje związki z Rosją i powodowana nimi ciekawość, być może w którymś momencie bym się poddał i w ogóle nie ukończył projektu.

Twój upór zyskuje przewrotny komentarz w finale filmu. Były minister spraw zagranicznych Niemiec Joschka Fischer traktuje cię dość protekcjonalnie i nazywa "niepoprawnym idealistą". Z perspektywy czasu myślisz, że miał rację?

Na pewno przed rozpoczęciem pracy nad filmem byłem znacznie bardziej naiwny niż dziś. W trakcie realizacji "Chodorkowskiego" na każdym kroku spotykałem się z cynizmem, hipokryzją i korupcją. Mogę powiedzieć, że musiałem wkroczyć w autentyczny mrok. Nie żałuję tego, bo przecież prawdziwe życie tak właśnie wygląda. Mimo wszystko wciąż uważam, że nie należy tego bezrefleksyjnie akceptować. Kino stanowi dla mnie idealną płaszczyznę sprzeciwu.