Poćwiartowana Elizabeth Short
Ze świetnego literackiego opracowania wstrząsającego morderstwa Czarnej Dalii pióra Jamesa Ellroya, Brian De Palma zrobił zabójczo nudny film.
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Swoją teorię na temat tego morderstwa przedstawił James Ellroy - mistrz kryminału, który bez mrugnięcia okiem krytykuje Raymonda Chandlera (nazywa go kiepskim, przereklamowanym pisarzem) i Fiodora Dostojewskiego (uważa, że "Zbrodnia i kara" jest fatalnie napisana). Wszystko można mu jednak wybaczyć, bo jego książki to narkotyk. Wciągają obrazami mrocznego, zepsutego do cna świata, w którym nie ma miejsca na dobro. Każdy prowadzi nieczystą grę, oszukując i zdradzając. Ellroy od lat ma obsesję na punkcie sprawy Short. W1987 roku wydał powieść "Czarna Dalia", jedną z najbardziej mrocznych, a jednocześnie najlepszych w jego dorobku.
Biorąc się za kręcenie jej filmowej wersji, De Palma miał właściwie wszystko na tacy - ubraną w kostium zagadkę ponurej zbrodni, znakomicie nakreślonych głównych i drugoplanowych bohaterów, soczyste dialogi. Wystarczyło tylko trzymać się książki, znaleźć dobrą obsadę i ustawić kamerę. Niestety, De Palma wszystko schrzanił.
Owszem można pozachwycać się zdjęciami autorstwa Vilmosa Zsigmonda i scenografią Dante Ferrettiego - aż trudno uwierzyć, że film kręcono w Bułgarii, na ekranie odżywa bowiem Los Angeles schyłku lat 40. Ale na tym lista plusów się kończy.
Scenariusz pozbawił "Czarną Dalię" niemal wszystkiego, co stanowi o sile książki. A De Palma zadziwiająco - jak na filmowca o wieloletnim doświadczeniu - nieporadną i przyciężką reżyserią dopełnił klęski. Nie ma w filmie prawdziwych emocji, nie ma suspense’u. Zagadki też nie ma, bo akcja budowana jest w tak nudny sposób, że mało nas obchodzi, kto pociął Elizabeth Short. Nie ma też bohaterów z krwi i kości. To jednowymiarowe postaci poprzebierane w ładne kostiumy. Co z tego, że Scarlett Johansson z szykiem nosi jedwabne szlafroczki, Hilary Swank jest stosownie demoniczna jako femme fatale, a Mia Kirshner nawet wzrusza jako nieszczęsna Short. Co z tego, że Josh Hartnett i Aaron Eckhart nieźle prezentują się w kapeluszach i marynarach a la Humphrey Bogart. Ich reakcje są łatwe do przewidzenia, a gra drewniana. W książce Ellroya są żywe reakcje i żywi ludzie. W filmie De Palmy króluje tylko nuda. Wielka, obezwładniająca nuda.













































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!