Pamiętasz chwilę, gdy otrzymałaś scenariusz "Shreka" i przeczytałaś go raz pierwszy? Czy podejrzewałaś, że będzie to taki przebój?

Szczerze mówiąc, nigdy nie czytałam scenariusza (śmiech). Do dubbingu go nie dostajemy, a jeśli już, to z komentarzem: "To się jeszcze zmieni". Tak samo było z pierwszą częścią "Shreka". To była po prostu kolejna rola, jedno z zajęć, przy których można się dobrze bawić. Mój agent powiedział: "Jest taka książka pod tytułem >Shrek<. Pewnie jej nie znasz, ale ja czytam ją moim dzieciom. Jest naprawdę świetna. Jeffrey Katzenberg kręci ją w Dreamworks i chcą, żebyś podłożyła głos księżniczki. To proste, zaledwie kilka dni pracy. Nic wielkiego, ale historia ma świetne przesłanie, które warto przekazać światu". Mam do niego zaufanie, więc skoro twierdził, że powinnam to zrobić, zgodziłam się. W końcu to miało być tylko kilka dni pracy... Nie miałam pojęcia, jak ten projekt zawładnie ludźmi.

Teraz pewnie cieszysz się, że nie odmówiłaś. W końcu wzięłaś udział w serii filmów, które poruszyły prawie każdą rodzinę na świecie.

Jestem dumna z tego, że stałam się częścią tego projektu. Nawet nie dlatego, że osiągnął sukces komercyjny, ale ze względu na to, jaki miał wpływ na ludzi. To bardzo rzadkie, by film pozwolił ludziom uciec od codzienności. By mogli pójść do kina i poczuć różne emocje - od radości po strach, by skłonił ich do przemyśleń. Rzadko zabierasz z kina coś do domu, a w przypadku "Shreka" tak jest! To film z przesłaniem.

Aktorzy używając jedynie głosu, bywają utożsamiani z postacią. Skąd pomysł na głos Fiony?

W pierwszej części Fiona była piękną księżniczką. Nie miałam wówczas pojęcia, że jej rodzice będą mieli brytyjski akcent (śmiech) i że to dlatego zostałam poproszona o mówienie w ten sam sposób. Zresztą akcent ginie, gdy tylko Fiona staje się ogrem. W pierwszej części dobrze się tym bawiliśmy, ale w drugiej, gdy postać Fiony stała się bardziej wyrazista, jej głos się uspokoił. Ponieważ Shrek jest zawsze żywiołowy, energiczny i nerwowy, uznałam, że Fiona powinna być bardziej wyciszona. Dzięki temu ma kojący wpływ na innych.

Jak szybko podczas pracy nad trzecim filmem odnalazłaś głos, który nam kojarzy się z Fioną?

Czasem odnalezienie właściwego tonu czy akcentu zajmuje dłuższą chwilę i muszę próbować różnych głosów, a nawet odsłuchać poprzednie nagrania, by trafić w ten odpowiedni. Ale w sumie jest to całkiem łatwe.

Na czym polega współpraca z reżyserem animacji?

To niezła zabawa. Zwłaszcza że nasz reżyser Chris Miller jest wspaniałym aktorem i potrafi naśladować wszystkie głosy jednocześnie. Przechodzi ze Shreka do Kota w Butach, potem do Osła i z powrotem do Shreka i Kota w Butach… To przezabawne. Zachowuje się, jakby był schizofrenikiem (śmiech). Wtedy pytamy się go: "Wszystko w porządku? Nazywasz się Chris, pamiętasz?" (śmiech).

Jak, twoim zdaniem, zmienił się i rozwinął Shrek od pierwszego filmu?

Wydawało się, że już niewiele mogli poprawić, ale udało się. Technologia ciągle się rozwija. Wszystko wygląda niesamowicie realistycznie - głębia obrazu, tekstura, płynność… Także bohaterowie dojrzeli. Widzieliśmy ich na różnych etapach, każdy z nich odnalazł swoje miejsce. Shrek i Fiona zaczęli od spotkania, zaakceptowania siebie takimi, jakimi są, potem podejmowali wspólnie różne wyzwania. Teraz przed nimi kolejne, najtrudniejsze - założenie rodziny. Mimo to są w pewnym sensie niezależni, rozwijają się jako indywidualności, a zarazem tworzą związek. Fiona ma poczucie własnej siły i wartości.

Sprawy dotyczące czwartej części "Shreka" chyba mają się dobrze?

Mam nadzieję. Chociaż nawet nie wiem jeszcze, jaki będzie miała tytuł. Na pewno wymyślą coś błyskotliwego.

Czy masz w domu lalkę Fiony?

Tak. Po zakończeniu prac do drugiej części każdy z aktorów otrzymał wielki kosz z gadżetami. Były tam między innymi wszystkie lalki bohaterów stworzonych przez wytwórnię Dreamworks. To było coś na kształt koszyka kolekcjonera. Naprawdę fajny pomysł.

Przyda się w przyszłości dla dzieci?

Na pewno.