Zagadka nieśmiertelności Catherine Deneuve
Na kolekcję filmów z Deneuve złożył się bardzo nieoczywisty wybór. Brakuje w nim dzieł powszechnie uznanych za najważniejsze w jej filmografii - "Wstrętu" czy "Piękności dnia". Zarazem okazuje się ów wybór zaskakująco reprezentatywny i pokazuje całą magię bycia na ekranie Catherine Deneuve.
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 23°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Kolekcja Catherine Deneuve:
"Samotnik" (1975), reż. Jean-Paul Rappeneau, "Wybór broni" (1981), reż. Alain Corneau; "Moja ulubiona pora roku" (1993),
reż. Andre Téchiné, "Klasztor" (1995), reż. Manoel de Oliveira; "Złodzieje" (1996), reż. Andre Techine; "Plac Vendome"
(1998), reż. Nicole Garcia
Ocena: 5/6
Deneuve wciąż gra sporo, wciąż popełnia błędy w doborze ról, czasem nawet zdarzają się jej wypadki przy pracy. Widziałem ją ostatnio w „Świątecznych opowieściach”
Arnauda Desplechina. Nie lubię tego filmu. Opowiadając o rodzinnym dramacie, tak naprawdę nie opowiada o niczym. Ale Deneuve zapamiętam. W słabym filmie potrafiła zagrać miłość i rozpacz.
Na wielu nutach naraz, bez afektacji, kokieterii i popadania w teatralną pozę. Sama jej obecność na ekranie wywołuje dziwny niepokój, mgliste przeczucie tajemnicy. Deneuve nie uwiarygodniła
dramatu, ale uwiarygodniła postać. Wręcz ją przerosła, dała jej samą siebie, pozwoliła przez chwilę być Catherrine Deneuve. Ona tak gra, po prostu jest na ekranie, splata samą siebie z
aktorską kreacją. Mówiło się tak niby o wielu aktorkach, ale chyba nikt w historii nie robił tego tak jak ona.
Twarz i maska
Wszystkie filmy z zestawu wydanego przez Kino Świat widziałem już wcześniej. Nie wszystkie dobrze pamiętałem. Ale pamiętałem Deneuve. Patrzyłem teraz na jej metamorfozy, na to, jak się zmieniała przez czterdzieści pięć lat kariery. Powiedzieć, że się zestarzała, byłoby wręcz nieprzyzwoitością. Jej twarz jest wciąż piękna, a z czasem zyskała na szlachetności, nabrała pociągających rysów dwuznaczności łączącej bezczelność wiecznej młodości ze zmarszczkami doświadczenia. Swego czasu ta twarz posłużyła za wzór Marianny, francuskiej świętości. Może to ubóstwienie podziałało niczym portret Doriana Graya. Twarz Deneuve jest wcieleniem klasy, tego nieuchwytnego pierwiastka sprawiającego, że istnieje się poza wiekiem, poza biologią i poza kulturowymi normami. Tak u nas potrafiła bodaj tylko Beata Tyszkiewicz.













































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!