"Barbarzyńcy"

Reklama

Dlaczego filmowcy wywodzący się ze sceny komediowej tak dobrze odnajdują się w kinie grozy? Być może chodzi o to, że zarówno najlepsze horrory, jak i najlepsze komedie często biorą na cel rzeczywiste problemy społeczne. Komizm nierzadko jest głęboko zakorzeniony w dramacie, co twórcy tacy jak Jordan Peele ("Uciekaj!", "To my", "Nie!") czy debiutujący solowo za kamerą "Barbarzyńców" Zach Cregger, członek nowojorskiego kolektywu komediowego The Whitest Kids U' Know, zdają się doskonale rozumieć. Podobnie jak to, co dziś budzi największe niepokoje.

Skądinąd początek filmu Creggera mógłby równie dobrze posłużyć za punkt wyjścia komedii romantycznej. Oto rozczarowana dopiero co zakończonym związkiem singielka postanawia wyjechać do opuszczonego domu, by ku swemu wielkiemu zdziwieniu natrafić na miejscu na młodego mężczyznę. Brzmi znajomo? No więc nie, to nie jest "Holiday" i to nie Cameron Diaz puka do drzwi Jude'a Lawa. Bohaterkę "Barbarzyńców" gra ciemnoskóra (wspominam o tym tylko dlatego, że na pewnym poziomie interpretacyjnym ma to znaczenie) aktorka brytyjska Georgina Campbell, znana m.in. z "Broadchurch" i "Czarnego lustra", zaś w faceta, który jej niespodziewanie otwiera, wciela się Bill Skarsgård, czyli nie kto inny jak klaun Pennywise z "Tego" - co od razu rzutuje na postrzeganie jego postaci przez widza.

Jesteśmy w Brightmoor, zaniedbanej dzielnicy podmiejskiej Detroit (sugestywnie "granej" przez Bułgarię), historycznie zniszczonej przez rasizm wynikły z "ucieczki białych" w reakcji na przypływ czarnych mieszkańców. Ekranowa sytuacja wynika natomiast z błędu systemu - dwoje bohaterów dokonuje niezależnie rejestracji tej samej miejscówki Airbnb poprzez różne serwisy. Takie rzeczy autentycznie się zdarzają, tak jak faktycznie mają miejsce gwałty i morderstwa w Airbnb - niespecjalnie kontrolowany rynek wynajmu prywatnych mieszkań, analogicznie jak branża taksówek na aplikację, sprzyja wynaturzeniom. Nie mówiąc o degeneracji tkanki miejskiej wskutek plagi turystów zatruwającej życie lokalnych społeczności i powodującej drastyczne wzrosty czynszów.

Reklama

We fragmentach, w których pobrzmiewają echa (również rozgrywanego w Detroit) "Nie oddychaj" Fede Alveraza oraz rebootu "Candymana" według pomysłu Peele'a (!), "Barbarzyńcy" odnoszą się zatem do dzikiego kapitalizmu, biedy i gentryfikacji. Ale to nie wszystko, bowiem Cregger podnosi też tematy z pierwszych stron gazet - czy raczej portali: #MeToo, "cancel culture", nadużywanie władzy przez celebrytów.

Siłą filmu jest to, że można go oglądać jako świetnie zrealizowany i udźwiękowiony horror, chwilami naprawdę przerażający, można jako oryginalną makabreskę o splocie klasy i rasy we współczesnej Ameryce - ale można także jako pierwszorzędną satyrę na patriarchat, z pełną amplitudą toksycznych męskich zachowań wobec kobiet, od lekceważenia ich obaw po najohydniejszą przemoc seksualną. Fantastyczna robota.

Gdzie zobaczyć: Disney+