"Królowa"

Reklama

Czteroodcinkowy serial Łukasza Kośmickiego uszyty jest z nieśmiertelnych toposów, jak powrót ojca, odkupienie win, późny coming out czy zderzenie wielkiego świata z prowincją. Początkowo się zdaje - co zresztą sugerowały zwiastuny - że główną osią dramaturgiczną będzie naprawa relacji bohatera z córką. Jednak dokładnie w połowie następuje zwrot akcji zmieniający trajektorię emocjonalną.

Prawdą jest, że te wszystkie motywy są nam doskonale znane: z "Goło i wesoło", "Kozaczków z pieprzykiem", "Debiutantów" bądź... życiorysu Andrzeja Seweryna. Nade wszystko zaś z "Dumnych i wściekłych", rewelacyjnej brytyjskiej tragikomedii o wspieraniu górników przez działaczy LGBT w czasach rządów Margaret Thatcher.

"Królowa" nie ma wigoru i dowcipu tamtego filmu. Nie ma też choreografii "Pose" w scenach rewiowych stanowiących klamrę fabuły. "Królowa" jest bardziej zachowawcza, familijna, uszyta jakby pod małomiasteczkową polską percepcję. I nie ma się czego wstydzić! Od czegoś trzeba bowiem zacząć. I tu wcale nie chodzi o kompleksy polskiego kina względem globalnego - że na nic lepszego nas po prostu nie stać. Nie, absolutnie. Andrzej Seweryn gra na światowym poziomie, zarówno jako paryski krawiec Sylwester, jak i była drag queen Loretta. Jego obie postaci są jednakowoż celowo zestawione z przaśną polskością, przejawiającą się poprzez stare PKS-y czy zacinające się drzwi dwugwiazdkowego hoteliku. Niektórzy krytycy narzekają, że to karykatura polskiej prowincji i scenarzyści najwyraźniej dawno nie wyjeżdżali poza Warszawę, ale mogę zaświadczyć, że takie obrazki wciąż można spotkać w Polsce B, więc być może to sami krytycy, nie scenarzyści, zasiedzieli się w stolicy.

Reklama

Serial ewidentnie stoi brawurową rolą Seweryna, niemniej o ile Maria Peszek w roli córki bohatera jest co najwyżej poprawna, o tyle Julia Chętnicka w roli jego wnuczki wypada znakomicie, nawet jeśli scenarzyści usilnie starają się zepsuć jej naturalność infantylnie "młodzieżowymi" dialogami czy przybijaniem "żółwików" z dziadkiem.

Tyleż nieodkrywcza, co przyjemna jest też ścieżka dźwiękowa ze szlagierami Dalidy, Niny Simone, Anny Jantar czy Violetty Villas.

Tak że tak - gdyby Polska stała queerową rozrywką tudzież szeroką akceptacją dla inności, punktowanie niewątpliwych mankamentów "Królowej", jak choćby zbyt mała ilość drag shows, miałoby zdecydowanie większy sens. Ale na bezkrólewiu?

Gdzie zobaczyć: Netflix