Dziennik Gazeta Prawana logo

Mydło i powidło. "Ederly" w kinach [RECENZJA]

18 listopada 2016, 11:25
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kadr z filmu "Ederly"
Kadr z filmu "Ederly"/Media
Piotr Dumała wymarzył sobie filmowe Macondo, wyszły mu "polskie drogi". "Ederly" to film zbudowany z gigantycznych ambicji, erudycji i, co tu kryć, egocentryzmu. Czarna komedia nicuje się z moralitetem, surrealizm z realizmem, a oniryzm z weryzmem.

Oczywiste wydają się inspiracje Kafką, Bunuelem, Schulzem. "A mnie się chce razowego chleba" – pisał kiedyś Czesław Miłosz zmęczony przerafinowaniem polskiej literatury. Po obejrzeniu "Ederly" pomyślałem mniej więcej o tym samym. Chcę kina, nie pretensji.

Nie dziwią fabularne ambicje Piotra Dumały, niekwestionowanego mistrza polskiej animacji, dla którego ów status jakiś czas temu stał się zbyt ciasny. Dumała poszukuje zatem nowej filmowej przestrzeni. W debiutanckim "Lesie" komponował kadry i napędzał narrację niczym czarnoksiężnik przekształcający obrazy z jego animowanych arcydzieł w aktorskie twarze, fotograficzne pasaże. W "Ederly" spróbował dotknąć formuły bardziej tradycyjnego kina, nie rezygnując jednak z wyrafinowanej plastycznie formy i wysoko ulokowanej pod względem intelektualnym narracji. Zamiar się nie powiódł.

W "Ederly" najbardziej udała się atmosfera. Zdjęcia Adama Sikory są jak należy zmysłowe, rygorystyczne pod względem kolorystycznym (przekonujące użycie czerni i bieli), budujące nastrój ni to zagrożenia, ni to otępienia. Jak w jednym z literackich odsyłaczy tego filmu, "Pedro Páramo" Juana Rulfo, filmowe powietrze miasteczka Ederly w obiektywie Sikory "bucha zatrute zgniłą wonią mydlnicy". Na nieszczęście powietrze wypełniają także typy ludzkie. Właśnie typy, ponieważ w filmie nie ma mowy o bohaterach z prawdziwego zdarzenia. Poczynając od zagubionego w czasie Słowa (nieupilnowany reżysersko Mariusz Bonaszewski) po wszystkie postaci pierwszego, drugiego i trzeciego planu. Słow, człowiek bez tożsamości i bez właściwości, znalazł się w miejscu poza czasem, przysposobiony do rodziny, do której nie należy, wśród bohaterów apatycznych i antypatycznych. Nieinteresujących.

Atmosfera jest gęsta, niektóre dialogi nawet całkiem zabawne, ale poza jedną jedyną genialną rólką złośliwej gospodyni księdza w interpretacji Aleksandry Górskiej przypominającej mi najlepsze dokonania niezapomnianej Wandy Łuczyckiej, wszyscy aktorzy są w "Ederly" wycięci z papier mâché, pretensjonalni i irytujący. Bonaszewski-Słow raz jest ofiarą, raz kochankiem, domniemanym synem i zdaje się, że prawdziwym konserwatorem. Prawdy nie ma, prawda się wymyka, zresztą Dumała nie szukał żadnej prawy, jedynie nastroju. Mnie nastroił do drzemki.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj