Filmowemu "Gottlandowi" najbardziej brakuje charakterystycznej dla Szczygła nonszalancji. Dzięki niej polski twórca jest w stanie neutralizować powagę poruszanych kwestii za sprawą lekkości i humoru. Młodzi filmowcy pozostają solidarnie ślepi na zawarty w książce ładunek dowcipu. Postawę reżyserów można by obronić jako deklarację sprzeciwu wobec wypalonych starszych kolegów i specjalizującej się w komediach generacji Hřebejka, Zelenki czy Ondříčka. Kłopot w tym, że rezygnujący z rozbawiania widza twórcy "Gottlandu" nie proponują mu niczego w zamian.

Reklama

Na niewiele zdają się zawarte w filmie eksperymenty formalne. Choć w "Gottlandzie" znajdziemy elementy dokumentu kreacyjnego, animacji czy sekwencji fabularyzowanych, tego rodzaju zabiegi pełnią zwykle funkcję niewiele znaczących ozdobników. Mimo testowanych przez kolejnych reżyserów sposobów na przyciągnięcie uwagi widza do poprzeczki zawieszonej przez Szczygła udaje się doskoczyć właściwie tylko autorom noweli o praskim pomniku Stalina.

Utrzymana w duchu Stanisława Barei kpina z absurdów komunizmu płynnie przechodzi w refleksję nad pozostałościami poprzedniego ustroju, które na trwałe zapisały się w czeskiej mentalności. Na przeciwległym biegunie znajduje się wieńcząca film nowelka o Zdenku Adamcu – alterglobalistycznym studencie dokonującym samospalenia na praskim rynku. Pod względem zawartości patosu dokument przypomina "Usłyszcie mój krzyk" Macieja Drygasa, choć absolutnie nie dorównuje polskiemu filmowi w zakresie formalnej maestrii.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że największym beneficjentem filmowej wersji "Gottlandu" może okazać się autor literackiego pierwowzoru. Wady czeskiego dokumentu nie obciążają konta Szczygła, a przypomniane przez reżyserów historie skłaniają do ponownego sięgnięcia po jego znakomitą książkę.

GOTTLAND | Czechy, Polska, Słowacja 2014 | reżyseria: Lukáš Kokeš, Petr Hátle, Viera Čákanyova, Rozálie Kohoutová, Klára Tasovská, Radovan Síbrt | dystrybucja: Wrocławska Fundacja Filmowa | czas: 100 min

Reklama