Dziennik Gazeta Prawana logo

"Gottland": Czeskie obrazki

7 listopada 2014, 09:27
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Gottland
Gottland/Media
Oglądanie "Gottlandu" przypomina ponowną wycieczkę w ulubione miejsce odbytą w towarzystwie niezbyt rozgarniętego przewodnika. Porażka czeskich twórców próbujących zaadaptować na potrzeby kina bestsellerową książkę Mariusza Szczygła boli, ale trudno traktować ją w kategoriach zaskoczenia. Grupa nowicjuszy o nieukształtowanej jeszcze twórczej osobowości najzwyczajniej w świecie nie sprostała tekstom wybornego stylisty.

Filmowemu "Gottlandowi" najbardziej brakuje charakterystycznej dla Szczygła nonszalancji. Dzięki niej polski twórca jest w stanie neutralizować powagę poruszanych kwestii za sprawą lekkości i humoru. Młodzi filmowcy pozostają solidarnie ślepi na zawarty w książce ładunek dowcipu. Postawę reżyserów można by obronić jako deklarację sprzeciwu wobec wypalonych starszych kolegów i specjalizującej się w komediach generacji Hřebejka, Zelenki czy Ondříčka. Kłopot w tym, że rezygnujący z rozbawiania widza twórcy "Gottlandu" nie proponują mu niczego w zamian.

Na niewiele zdają się zawarte w filmie eksperymenty formalne. Choć w "Gottlandzie" znajdziemy elementy dokumentu kreacyjnego, animacji czy sekwencji fabularyzowanych, tego rodzaju zabiegi pełnią zwykle funkcję niewiele znaczących ozdobników. Mimo testowanych przez kolejnych reżyserów sposobów na przyciągnięcie uwagi widza do poprzeczki zawieszonej przez Szczygła udaje się doskoczyć właściwie tylko autorom noweli o praskim pomniku Stalina.

Utrzymana w duchu Stanisława Barei kpina z absurdów komunizmu płynnie przechodzi w refleksję nad pozostałościami poprzedniego ustroju, które na trwałe zapisały się w czeskiej mentalności. Na przeciwległym biegunie znajduje się wieńcząca film nowelka o Zdenku Adamcu – alterglobalistycznym studencie dokonującym samospalenia na praskim rynku. Pod względem zawartości patosu dokument przypomina "Usłyszcie mój krzyk" Macieja Drygasa, choć absolutnie nie dorównuje polskiemu filmowi w zakresie formalnej maestrii.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że największym beneficjentem filmowej wersji "Gottlandu" może okazać się autor literackiego pierwowzoru. Wady czeskiego dokumentu nie obciążają konta Szczygła, a przypomniane przez reżyserów historie skłaniają do ponownego sięgnięcia po jego znakomitą książkę.

GOTTLAND | Czechy, Polska, Słowacja 2014 | reżyseria: Lukáš Kokeš, Petr Hátle, Viera Čákanyova, Rozálie Kohoutová, Klára Tasovská, Radovan Síbrt | dystrybucja: Wrocławska Fundacja Filmowa | czas: 100 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj