Dziennik Gazeta Prawana logo

"Brud", syf i zepsucie [RECENZJA]

17 października 2014, 20:38
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Brud
Brud/Media
"Brud" chwilami bywa fascynujący, ale ten film – choć oparty na powieści twórcy "Trainspotting" – po prostu trudno polubić.

Bruce Robertson to szuja. Kropka. Zawstydziłby pewnie samego złego porucznika. Dla niego zabranie dziecku cukierka jest proste jak... zabranie dziecku cukierka. Pije na umór, ćpa wszystko, co białe, nastoletnim dziewczętom przyłapanym in flagranti proponuje seks oralny, spiskuje przeciwko kolegom z roboty, aby dostać upragniony awans. Lista byłaby dłuższa, bo cały "Brud" to zapis halucynacyjnych eskapad detektywa Robertsona z edynburskiej policji, który z każdą sceną odpływa coraz bardziej, zaś kulminacja niejednego pozostawi z szeroko otwartymi z niedowierzania ustami. Pytanie jednak brzmi: po co to wszystko?

Szkocki pisarz eksportowy Irvine Welsh od czasu kultowego już "Trainspotting" Danny'ego Boyle'a od kina się odbijał, ekran jego prozy nie chciał chłonąć i ani adaptacja jego "Ecstasy", ani kilka scenariuszy, pod którymi się podpisał, nie narobiły tyle szumu, co ekranizacja debiutanckiej powieści. "Brud" miał głośno obwieścić tryumfalny powrót Welsha. Udało się połowicznie, bo choć ekstrawagancja filmu Jona S. Bairda wydaje się zarówno środkiem, jak i celem, tak niekonwencjonalna forma pozwala rozwinąć skrzydła Jamesowi McAvoyowi, któremu nawet nie tyle pozwolono poluzować uprząż, co zupełnie ją zrzucić.

Robertson wikłający się w coraz to bardziej kłopotliwe sytuacje, stając się ofiarą samego siebie, niejednokrotnie wywołuje na twarzy widza grymas zażenowania, a McAvoy na poły komiczną, a na poły tragiczną rolę zatwardziałego, wyrachowanego sukinsyna gra z kamienną twarzą i na skrajnym luzie. Ale i on nie zawsze potrafi nadać pożądaną lekkość stanowczo przyciężkiemu humorowi "Brudu". Baird upiera się, żeby jego film miał rytm komediowego staccato, próżno tu szukać choćby jednej sceny bez gagu, przez co część zdaje się przekombinowana i wymuszona, lecz niewykluczone, iż chciano prześcignąć materiał źródłowy, zapominając przy tym, że co działa w książce, nie musi zadziałać na ekranie.

"Brud" ma zrywy, momenty muśnięte palcem bożym, ale całość jest cokolwiek problematyczna, bo trudno ten film po prostu polubić. Kto obiecuje sobie po dynamicznie zmontowanych trailerach bezstresowe śmichy-chichy, będzie srodze zawiedziony, Jon S. Baird pokazuje bowiem, wypełniając obietnicę złożoną tytułem, syf i zepsucie, a misja doszukania się w Robertsonie iskierki prawości niekoniecznie musi zakończyć się pomyślnie.

BRUD | Wielka Brytania 2013 | reżyseria: Jon S. Baird | dystrybucja: 9th Plan | czas: 97 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj