Dziennik Gazeta Prawana logo

Modlitwa miłości. "La Strada" wróciła do kin

10 października 2014, 10:37
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
La Strada
La Strada/Media
Kicz o ładunku filozoficznym "Hamleta" – tak o "La Stradzie" Felliniego pisała przed laty Agnieszka Osiecka. Filozofia nigdy później nie była tak blisko ludowej ballady, a wielki moralitet – małym, zarumienionym afektem.

Trudno recenzować arcydzieła takie jak "La Strada". Cokolwiek by się napisało, będzie powtórzeniem, kopią cudzych myśli i odkryć. A przecież wybitność propozycji Felliniego wynikała również z pokory. Reżyser odnosił się wprost do serc widzów, jego filozoficzny manifest o wyraźnym przesłaniu moralnym pozostaje w światowym kinie najprostszą, najpełniejszą modlitwą. Wyznaniem wiary w miłość. Fellini mówił:

"La Strada" to melodramat o drodze rozumianej w sensie dosłownym i metaforycznym. Osadzona w tuż powojennych Włoszech opowieść jest poetycką, ale nieodseparowaną od rzeczywistości międzygatunkową parabolą uczuć. Tych uzewnętrznianych z całą siłą, ale i ukrywanych głęboko wewnątrz. Opóźniona umysłowo, nadwrażliwa Gelsomina (Giulietta Masina) kocha cyrkowego siłacza Zampano (Anthony Quinn). Im bardziej on ją upokarza, tym więcej go kocha. Jeżdżą od wsi do wsi, od miasteczka do miasteczka, spotykają się z odrzuceniem i szczerbatym śmiechem. Uczucie Gelsominy jest bezbronne i pełne oddania, brutalny Zampano również kocha swoją "wariatkę", ale uświadomi to sobie poniewczasie.

Wędrówka Zampano i Gelsominy uosabia, jak chciał Fellini, triadę ludzkiego życia: biologię – żywioł fizyczny, duchowość – czyli wszystko to, co ukryte, oraz prawo do niepodległości artystycznej. Nie można jednak separować od siebie współzależności, trzeba je ze sobą godzić i mieszać. Zampano pokazuje Gelsominie, czym jest siła, w zamian otrzymuje pierwszą lekcję czułości. Oszałamia go i budzi konfuzję, ale zostawia ślad na zawsze. zderza owe dychotomie z odrębnością świata zewnętrznego – z reguły nieczułego na każdą wrażliwość, zasklepionego w narzuconych rytuałach i prawidłach. Wskazuje jednak, że dobroć Gelsominy czy ofiara linoskoczka "Szalonego" nie była beznadziejna – każda wrażliwość, nawet ta rozdeptana i niezauważona, pozwala odradzać się życiu od nowa, dobra energia uwalania się, ma moc zarażającą. 

Nieodżałowana Maria Kornatowska, największa w Polsce znawczyni kina Felliniego, pisała: – . Jest więc wszystkim, mówi wszystko. Jak wytrzymać tę presję? Najprościej jak się da: trzeba oglądać "La Stradę" bez intelektualnego balastu, czystym wzruszeniem. Dwa miesiące przed śmiercią Marii Kornatowskiej byłem w Rzymie, napisałem wtedy do pani Marii egzaltowany e-mail. Odpisała: . To był nasz ostatni e-mail. Przetrwa, jak uśmiech Gelsominy.

LA STRADA | Włochy 1954 | reżyseria: Federico Fellini | dystrybucja: Aurora Films | czas: 108 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj