Nowego adepta do zespołu wprowadził najlepszy tancerz zespołu Mike. Przypadkowo spotkanemu chłopakowi chce pomóc wyjść na prostą. Przy okazji poznaje jego siostrę, w której się zakochuje.

Reklama

Nowy film twórcy "Traffic" Stevena Soderbergha to trochę film o tańcu, trochę o erotycznym biznesie, ale przede wszystkim o amerykańskim śnie. Każdy przecież dostaje swoje pięć minut i tylko od niego zależy, czy je wykorzysta. Taką szansę dostał kiedyś aktor, tancerz i współproducent filmu Channing Tatum. Jemu się udało. Dlatego teraz na własnych wspomnieniach oparł historię, jaką można zobaczyć w "Magic Mike".

To dość banalna opowiastka z oczywistym zakończeniem, ale za to efektownie opowiedziana. Po pierwsze za sprawą samego Soderbergha, który nie tylko film wyreżyserował, ale też go zmontował i odpowiada za zdjęcia. A są one, jak zwykle u Soderbergha, nietypowe. Specyficzne, słoneczne kolory, szukanie ciekawych kadrów (zwróćcie uwagę na scenę "Młodego" i jego siostry w samochodzie).

Efektowna jest też rola Matthew McConaughey. Co prawda, Tatum i grający "Młodego" Alex Pettyfer nie są dla niego żadną konkurencją, ale i tak McConaughey daje tu popis swoich umiejętności. Trzecim, godnym zapamiętania elementem tego filmu, jest choreografia. Osadzona na małej scenie, prosta, na granicy kiczu, przerysowania i żartu. O takiej wszyscy striptizerzy powinni marzyć. Tak samo jak twórcy filmów z tańcem w jednej z głównych ról.

MAGIC MIKE | USA 2011 | reżyseria Steven Soderbergh | Dystrybucja: Kino Świat | Czas trwania: 110 min