Dziennik Gazeta Prawana logo

"Połów szczęścia w Jemenie" – pozytywny news ze Wschodu

20 kwietnia 2012, 11:39
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Połów szczęścia w Jemenie
Połów szczęścia w Jemenie/Media
Ile łososi można złowić w Jemenie? Jedyna logiczna odpowiedź na to pytanie brzmi prawdopodobnie: zero. Mimo to reżyser Lasse Hallström i scenarzysta Simon Beaufoy przekonują w swoim najnowszym filmie (opartym na powieści Paula Tordaya), że w starciu logiki z wielkimi marzeniami oraz wielkim uczuciem ta pierwsza jest bez szans.

Nie tylko ona zresztą: poza logiką przegrywają również sarkazm, ironia i czarny humor. Można więc sądzić, że gatunek zwany melodramatem, wypchnięty ostatnimi czasy z ekranów, wraca, gramoląc się przez okno. Oficjalnie żaden twórca nie otworzy mu drzwi; zostałby wtedy odsądzony od czci i wiary, oraz, co gorsza, posądzony o skłonności do taniego sentymentalizmu, a ten uchodzi wyłącznie w programowo naiwnych komediach romantycznych.

"Połów szczęścia w Jemenie" unika naiwności i melodramtyzmu jak ognia – ale tylko przez pierwsze trzydzieści minut. Potem niepozbawiona satyrycznego pazura bajka dla dorosłych zamienia się w naiwną opowiastkę ku pokrzepieniu serc. Główny bohater, dr Alfred Jones (Ewan McGregor), cierpiący na zespół Aspergera miłośnik zdroworozsądkowych rozwiązań, jest ichtiologiem pracującym na co dzień za rządowym biurkiem. Jego zawodową i życiową rutynę zakłóci e-mail od nijakiej Harriet Chetwode-Talbot (Emily Blunt), reprezentującej interesy bajecznie bogatego szejka z Jemenu. Szejk pragnie sprowadzić do swojego rodzinnego kraju kolonię łososi, tak by jego rodacy mogli zakosztować rozkoszy wędkowania, będącego w opinii bogacza najszlachetniejszą i najbardziej demokratyczną ludzką aktywnością. Harriet prosi więc doktora Alfreda, by ten wyraził opinię na temat szans powodzenia nietypowego przedsięwzięcia. Naukowiec nie ma wątpliwości: to czysty absurd. Nie przypuszcza nawet, że już wkrótce zostanie zmuszony do nadzorowania akcji sprowadzenia brytyjskich łososi do Jemenu. Zmusi go do tego żelazna dama rządowego działu PR, desperacko próbująca sprzedać mediom "pozytywny news z Bliskiego Wschodu".

Dopóki absurd goni absurd, a Kristin Scott Thomas jako mistrzyni marketingowych sztuczek przekonuje premiera, że dwa miliony wędkujących wyborców to grupa, której nie wolno zignorować, film ogląda się świetnie. Pierwszym niepokojącym zwiastunem tego, że klimat "Połowu..." skręca w złą stronę, jest pojawienie się postaci szejka. Jest on bohaterem z kryształu, niemal zupełnie pozbawionym wad. Swoją szlachetnością zarazi też innych, w tym doktora Alfreda, który zrezygnuje za szkiełka i oka na rzecz czucia i rozumu. Zapewne słusznie – dzięki temu otworzy się na miłość i zrozumie, co jest w życiu najważniejsze. Szkoda tylko, że to odkrycie uczyni go śmiertelnie nudnym.

POŁÓW SZCZĘŚCIA W JEMENIE | Wielka Brytania 2011 | reżyseria: Lasse Hallström | dystrybucja: Monolith | czas: 107 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj