Dziennik Gazeta Prawana logo

Pan Przyjemniaczek lawiruje w kinach

23 maja 2011, 11:00
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Rhys Ifans czyli "Mr. Nice"
Rhys Ifans czyli "Mr. Nice"/AFP
Rhys Ifans w roli przemytnika narkotyków to propozycja kusząca, jednak film nie spełnia większości oczekiwań.

W Wielkiej Brytanii Howard Marks to ktoś w rodzaju ludowego bohatera – w filmie określa się go nawet mianem współczesnego Robin Hooda. Wielki zwolennik legalizacji marihuany i były przemytnik cieszy się w rodzimym kraju statusem postaci kultowej, zaś nierozpieszczające nikogo nadmiarem komplementów "Daily Mirror" nazwało go wręcz "najbardziej wyrafinowanym narkotykowym bossem wszech czasów".

Oparty na autobiograficznej książce Marksa film w reżyserii Bernarda Rose’a opowiada historię prostego chłopaka z Walii, który wywalczywszy sobie stypendium na Oxfordzie w hipisowskich latach 60., zakochał się na śmierć i życie w narkotykowym dymie. "Diler to po prostu gość, który kupuje więcej, niż jest w stanie wypalić" – mówi głosem Rhysa Ifansa narrator i główny bohater w jednym. "A ja próbowałem wypalić wszystko. I to było, kurwa, o wiele za dużo".

Miłość do ziela doprowadziła Marksa na początku lat 70. do szmuglowania haszyszu z Afganistanu. Kontakty, jakie nawiązał z miejscowymi, wzbudziły dość szybko zainteresowanie wywiadu MI6, który próbował zrobić zeń swego szpiega. Zaś podjęta w imię zwiększenia efektywności szmuglu współpraca z IRA (David Thewlis jako niezrównoważony kapitan armii Jim McCann to jedna z najjaśniejszych gwiazd filmu) uczyniła zeń jeszcze bardziej łakomy kąsek.

Jednak stary hippis Marks przedstawiający się jako Mr. Nice, czyli pan Przyjemniaczek, nie zamierza na nikogo kablować – marzy o pokoju na świecie, wolnej miłości (albo tej uprawianej z ukochaną żoną, graną przez Chloe Sevigny) oraz paleniu trawy. Lawirując między sprzecznymi interesami, stara się nie popełniać naprawdę brzydkich uczynków, a jednocześnie rozwijać swoje narkotykowe imperium, wchodząc m.in. na rynek amerykański. Co w efekcie doprowadzi go do tamtejszego więzienia z 25-letnim wyrokiem na karku...

Opowiedziany w konwencji scenicznego wykładu i komediowy czy wręcz groteskowy miejscami obraz do pewnego momentu faktycznie bawi, szybko jednak zaczyna męczyć. Przygody szmuglera i dilera, choć niepozbawione urody, są w gruncie rzeczy dość monotonne. Zaś refleksja, że główny bohater nie dokonał w życiu niczego szczególnie spektakularnego, ot, po prostu handlował trawą i haszem, więc może nie należą mu się przesadnie czołobitne hołdy, nadaje całości lekko fałszywego tonu. Za duże zadęcie jak na zwykłego dilera. Nawet jeśli całkiem przyjemnego.

MR. NICE | Wielka Brytania 2010 | reżyseria: Bernard Rose | dystrybucja: Hagi | czas: 121 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj