Dziennik Gazeta Prawana logo

"Bobasy" nie mają nóg, za to nózie

20 maja 2011, 11:15
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Bobasy
Bobasy/Media
Wszystkie dzieci nasze są. Dokument Thomasa Balmesa klasyfikuje się mniej więcej na poziomie słynnej piosenki Majki Jeżowskiej. To wątpliwy artystycznie, osiemdziesięciominutowy trailer z cudnymi buziakami bobasków.

Reżyserem dokumentu jest Thomas Balmes – postać kompletnie anonimowa w branży, ale za projektem stoi naprawdę Alain Chabat, wytrawny scenarzysta ("Mikołajek"), reżyser ("Asterix i Obelix. Misja Kleopatra") i producent ("Układ idealny"). Chabat nie podejmuje się przedsięwzięć, które nie przyniosłyby mu zysku. Również w wypadku "Bobasów" sukces był gwarantowany.

Wystarczyły niewinne twarzyczki filmowanych przez rok tytułowych "bébé(s)": Hattie z Kalifornii, Bayara z Mongolii, Mari z Japonii oraz Ponijao z Namibii, żeby projektem zainteresowali się telewizje i dystrybutorzy z całego świata. Nie jest tajemnicą, że właśnie na dzieciach zarabia się najwięcej. Chodzi o prężnie działającą gałąź przemysłu: gadżeciarskiego, zabawkarskiego, również kinowego. "Bobasy" to wprawdzie tylko skromny dokument, który nie może równać się z wysokobudżetowymi filmami Disneya, niemniej chodzi o naciąganie tego samego adresata. Do wyidealizowanego i zakłamanego obrazu dzieci z różnych stron świata, z absurdalną tezą, że niezależnie od granic kulturowych i geograficznych, wszystkie bobasy są do siebie podobne. Dołożona została ckliwa, ilustracyjna muzyka starego wyjadacza, Bruno Coulais ("Genesis", "Makrokosmos"). Sukces gotowy? Komercyjny na pewno, ale kiczowaty obrazek przypomina widokówki z serii "Anne Geddes", w którym rezolutna Japoneczka, bogata Amerykanka oraz rozdokazywane dzieciaki z Mongolii i Afryki wykonują swój pierwszy krok.

Pod względem artystycznym to jedynie efekt zimnej kalkulacji i hipokryzji. Nędza, drastyczne warunki bytowe, AIDS albo brud, w jakich przychodzą na świat niekochane dzieci, zamyka się na obrazie maślanych oczu słodkiej Mari z Tokio i pulchnej Hattie z San Francisco. "Bobasy" to infantylizacja cudu życia. Film, do którego jak ulał pasują wszelkiej maści zdrobnienia. Nie ma nóg, są nózie, pupcie, kupki i łapcie. Nie ma dzieci, tylko bobaski. Nie jestem pewien, czy kino powinno służyć do tak cynicznego "dziamdziania".

BOBASY | Francja 2010 | reżyseria: Thomas Balmes | dystrybucja: Kino Świat | czas: 79 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: Alain Chabat
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj