Disney opublikował raport za II kwartał. Od ponad dwóch lat akcje firmy pozostają w niełasce Wall Street. Utrata zaufania jest rezultatem niepewnych perspektyw makroekonomicznych, nierentowności usług streamingowych Disney+ oraz niepewności co do przyszłej aktywności konsumentów.

Reklama

Nowe dane Disneya

Przychody: 22,3 mld USD vs 22,51 mld USD prognoz (3,8 proc. wzrost r/r).

Zysk na akcję (EPS): 1,03 USD vs 0,99 USD prognoz i 1,09 USD w II kw. 2022.

Subskrypcje Disney+: 146,1 mln vs 154,8 mln prognoz (7,4 proc. spadek k/k).

Straty Disney+: 512 mld USD vs 777 mln USD prognoz i 1 mld USD w II kw. 2022.

Subskrypcje ESPN: 25,2 mln vs 25,8 mln prognoz (przychód na użytkownika 5,45 USD vs 5,69 USD prognoz).

Subskrypcje Hulu: 48,3 mln vs 48,7 mln prognoz.

Przychody z mediów i rozrywki: 14 mld USD vs 14,36 mld USD prognoz (0,8% spadek r/r).

Reklama

Zyski z mediów tradycyjnych: 1,89 mld USD (23% spadek r/r).

Przychody operacyjne z dystrybucji mediów i rozrywki 1,13 mld USD (18% spadek r/r).

Przychody z parków rozrywki: 8,36 mld USD vs 8,25 mld USD prognoz (13% wzrost r/r).

Całkowity dochód operacyjny parków: 3,56 mld USD, -0,2% r/r, szacunkowo 3,4 mld USD.

Zysk z parków rozrywki: 2,43 mld USD vs 2,39 mld prognoz (11% wzrost r/r).

Nowy CEO, nowa nadzieja…

Okres prezesury Boba Chapka, trwający od 2020 do 2022 roku, nie przyniósł oczekiwanych efektów, mimo początkowego entuzjazmu rynku wobec każdej nowej strategii ekspansji firmy. Koszty działalności Disneya znacząco wzrosły, co doprowadziło do dymisji Chapka. Zastąpił go Bob Iger, były dyrektor generalny Disneya, który cieszy się zaufaniem inwestorów. Po jego powrocie Disney podjął decyzję o zwolnieniu 7000 pracowników i zapowiedział szereg oszczędności. Rynki mają nadzieję, że Igerowi uda się przywrócić dawny blask marki. Wyniki za II kwartał przekroczyły prognozy zysku na akcję, chociaż przychody okazały się niższe od oczekiwań. Rynek wydaje się niepewny co do możliwości podwyższenia cen usług streamingowych oraz dalszego obniżania kosztów - zauważa Eryk Szmyd, analityk XTB.

Wydatki w dół, akcje w górę?

Bob Iger przeprowadza restrukturyzację, w ramach której Disney zamierzał zaoszczędzić 5,5 mld USD w 2023 roku - w komentarzu do wyników wskazał jednak, że oszczędności mogą okazać się nawet większe. Zarząd w II kw. obniżył Capex, co stanowi jasny punkt raportu. Raport pokazał, że wydatki na treści w Disney+ były niższe i mają wynieść w tym roku 27 mld USD wobec "standardowych" w poprzednich latach 30 mld USD. Pośrednio "pomógł" w tym zakresie strajk aktorów i scenarzystów w Hollywood - zauważa Szmyd.

Disney optymalizuje harmonogram nowych projektów przez co podał niższe od prognoz wydatki kapitałowe. Słaby ruch klientów w parkach na Florydzie zrównoważony został sporym wzrostem rentowności międzynarodowych parków rozrywki, co odzwierciedla dość mocnego konsumenta oraz sezonowo mocny dla parków II i III kwartał roku. Wydaje się, że parki rozrywki stanowią obecnie najpewniejszy biznesowy punkt, z długoterminową perspektywą rosnących przepływów pieniężnych dzięki silnej, globalnej marce i bogactwie treści emitowanych przez dziesięciolecia - dodaje analityk XTB.

Telewizja na drugi plan?

Bob Iger już w I kw. sugerował, że przychody z kanałów telewizyjnych (które przed pandemią stanowiły połowę przychodów Disneya) prawdopodobnie przestaną być finansowym rdzeniem firmy. Biznes związany z tradycyjnymi usługami m.in. w postaci ABC i ESPN napotyka na spadek oglądalności napędzany niższą liczbą abonentów telewizji kablowej. Wynika z tego słabsza sprzedaż reklam, spółka powołała się także na wyższe koszty transmisji sportowych.

Analityk zwraca uwagę, że "Iger jednak nie składa broni, ostatnio nie wykluczył całkowitej odsprzedaży ESPN, a w II kw. telewizja ogłosiła długoterminową umowę z operatorem kasyn Penn Entertainment Inc. na licencjonowanie kanałów telewizyjnych. Penn dokona płatności w łącznej wysokości 1,5 mld USD w okresie 10 lat i przyzna Disneyowi (ESPN) 500 mln USD warrantów na zakup akcji".

Zakaz współdzielenia konta?

Disney szacuje, że usługi streamingowe doczekają się rentowności w 2024 roku. Prognozy te z pewnością nie zakładają scenariusza głębszej recesji, która zdecydowanie mogłaby zahamować optymizm. Subskrypcje Disney+ wciąż spadają, a konkurencja w branży streamingowej (jak Netflix czy Paramount) pozostaje silniejsza niż kiedykolwiek - uważa Szmyd.

Spadek klientów Disney+ znacznie poniżej prognoz wynika w głównej mierze z nieodnowienia transmisji popularnych w Indiach rozgrywek krykieta Indian Premier League. Nie zmienia to jednak faktu, że subskrypcji ubywa. Rynki nie są pewne co do zasadności decyzji Disneya, firma chce podnieść ceny usług o nawet 27 proc.
Z pewnością decyzja jest wynikiem chłodnej kalkulacji i wciąż mocnego obrazu globalnego konsumenta na kluczowych dla firmy rynkach. Disney zapewne przekalkulował, że ew. dalszy odpływ subskrybentów zostanie w takim wypadku zamortyzowany zdecydowanie wyższymi cenami usług - komentuje analityk.

Dodaje, że "choć dzięki temu biznes Disney+ może doczekać się rentowności szybciej, Disneyowi może być trudno zwiększać subskrypcje i udziały w rynku po tak sporej podwyżce abonamentu".

Wiadomo już, że Disney, analogicznie jak Netflix, planuje walkę ze współdzieleniem konta, ale zdaniem Szmyda "Wall Street nie jest jednak pewne, czy to wystarczy, by uratować całokształt wyników giganta rozrywki".

Podwyżki i reklamy nieuniknione?

Podniesienie przychodów to kwestia, z którym mierzą się wszystkie platformy, również Disney+, dlatego nieuniknione staje się podejmowanie działań jak podwyżka ceny subskrypcji czy włączanie reklam- spostrzega z kolei ekspert Channel Factory Polska, Marcin Boroszko.

Każdy z serwisów streamingowych walczy nie tylko o zwiększenie liczby abonentów, ale także o utrzymanie dotychczasowych. To o tyle trudne, że część z nich pozyskano w ramach oferty promocyjnej – dla takich użytkowników przejście na pełnopłatną subskrypcję już oznacza pewnego rodzaju podwyżkę, która może spowodować, że rezygnują oni z abonamentu - wskazuje Boroszko.

Zdaniem konsultanta Channel Factory Polska "platformy streamingowe coraz częściej decydują się na zwiększenie przychodów także poprzez otworzenie czasu reklamowego". Taka opcja również może spowodować zmniejszenie liczby abonentów, jednak wydaje się, że przy tylu platformach do wyboru, kwestią czasu jest, kiedy któraś z nich zdecyduje, że więcej zyska na otwarciu opcji reklamowej zamiast kolejnej podwyżce abonamentu. W tym kontekście najlepiej wygląda sytuacja YouTube, który będąc platformą bezpłatną, bo utrzymywaną z reklam, może jedynie zyskać promując wersję płatną, natomiast pozbawioną reklam - kwituje Boroszko.