Dziennik Gazeta Prawana logo

Wielki powrót po 30 latach. Gwiazdy kultowego arcydzieła znowu razem

28 października 2024, 07:00
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Tom Hanks i Robin Wright w filmie "Here. Poza czasem"
Tom Hanks i Robin Wright w filmie "Here. Poza czasem"/Materiały prasowe
Jeszcze w tym roku do kin trafi film "Here. Poza czasem".  W rolach głównych występują Tom Hanks i Robin Wright. Reżyserem jest Robert Zemeckis, który wspólnie z Ericem Rothem napisał też scenariusz. Co łączy tę czwórkę? Trzydzieści lat temu wszyscy spotkali się podczas pracy nad oscarowym arcydziełem "Forrest Gump".

Film "Here. Poza czasem" trafi do polskich kin 27 grudnia.

Genialny pomysł

Tom Hanks pracował z Robertem Zemeckisem kilka razy i zawsze z sukcesem. Wystarczy wspomnieć "Cast Away: poza światem", za który aktor dostał Oscara i Złotego Globa. Panowie pracowali też razem na planie disneyowskiego "Pinokia", w którym Hanks zagrał poczciwego Geppetta. To właśnie wtedy wpadli na genialny pomysł.

 Byliśmy w Londynie, rozmawialiśmy o filmach i zastanawialiśmy się, czy istnieje możliwość wymyślenia czegoś, co jest całkowicie wyjątkowe i nie zostało jeszcze pokazane na ekranie - wspomina reżyser. Wtedy Zemeckis przypomniał sobie o powieści graficznej Richarda McGuire'a z 2014 roku i opowiedział o niej Hanksowi. Tego wieczoru Tom poszedł do domu, kupił książkę na Kindle'u, a następnego ranka wrócił i powiedział: Mój Boże, to jest właśnie to! Tak zaczęła się praca nad "Here. Poza czasem".

Od licealistów do 80-latków

Akcja filmu rozgrywa się w pewnym amerykańskim domu na przestrzeni jednego stulecia. Hanks i Robin Wright grają Richarda i Margaret, których podglądamy jako zakochanych licealistów, małżonków, aż w końcu jako 80-latków. Zemeckis postanowił też skorzystać z kreatywnych narzędzi do uzyskania efektów specjalnych w filmie. Dzięki nim widzimy, jak Hanks i Wright "podróżują" w czasie.

Reżyser ustawił kamerę w jednym punkcie salonu. Tym, co się porusza – i to dość szybko – jest czas. Właściwie tego nigdy wcześniej nie robiono. Podobne sceny pojawiają się w bardzo wczesnych filmach niemych, zanim wynaleziono język montażu. Ale poza tym, tak, było to ryzykowne przedsięwzięcie - mówi Zemeckis w "Vanity Fair".

Pierwszy taki zabieg w kinie

Zamiast tradycyjnego montażu w filmie wykorzystano "panele" w stylu powieści graficznej, aby przenosić widzów od sceny do sceny. Jest to pierwsze tego typu rozwiązanie w produkcji filmowej i stanowiło spore wyzwanie, ponieważ na ekranie często rozgrywa się wiele scen jednocześnie.

Myślę, że ten film mówi o tym, że warto zaakceptować fakt, że wszystko się zmienia - dodaje 72-letni dziś reżyser. Hanks jest tylko cztery lata od niego młodszy, a jednak obaj marzą o eksperymentowaniu i szukaniu rzeczy, których jeszcze nikt nie zastosował w sztuce filmowej. Dopóki oddychasz, zawsze możesz realizować marzenia - kwituje Zemeckis.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj